Media społecznościowe: trudno się nie zdenerwować

Australia wprowadza jeden z najsurowszych na świecie zakazów korzystania z mediów społecznościowych przez nieletnich. W tym samym czasie słowem roku zostało „rage bait”. Co to mówi o naszej relacji z siecią?
Czyta się kilka minut
// Larysa / Adobe Stock
// Larysa / Adobe Stock

Dziesiątego grudnia w Australii wchodzą w życie przepisy zakazujące korzystania z mediów społecznościowych osobom poniżej 16. roku życia. Wyjątków nie przewidziano: zgoda rodziców nie uprawnia nastolatka do posiadania konta. Platformy muszą uniemożliwić dostęp młodszym użytkownikom, stosując „rozsądne kroki” weryfikacji wieku – albo narażą się na wielomilionowe kary.

Australijski zakaz: social media tylko od 16 lat

To wszystko z obaw o zdrowie psychiczne młodych ludzi. Zlecone przez rząd badania pokazały, że 96 proc. dzieci w wieku 10-15 lat korzystało z social mediów, a ponad połowa doświadczyła cyberprzemocy. Minister komunikacji Anika Wells nazwała media społecznościowe „behawioralną kokainą”. 

Większość obywateli chyba się z nią zgadza. 77 proc. Australijczyków uznaje, że ograniczenia są potrzebne, choć jednocześnie dwie trzecie badanych wątpi, że będą skuteczne. Z kolei UNICEF Australia podkreśla, że „opóźnienie dostępu do mediów społecznościowych nie rozwiąże problemów”, bo platformy są równie niszczycielskie w odniesieniu do młodzieży, co do dorosłych. 

Dlaczego? Bo to się opłaca. Jad, złość, oburzenie sprzedają się w mediach społecznościowych doskonale, bo sprawiają, że wkurzeni ludzie przeglądają treści i klikają dłużej.

„Rage bait” słowem roku i mechanizmem epoki

Dlatego jedynym powodem, dla którego kogokolwiek powinno dziwić, że słowem roku Oxford University Press zostało wybrane hasło „rage bait”, jest to, że stało się to tak późno. Termin ten oznacza treści online celowo projektowane po to, by wywołać złość lub oburzenie, zwykle w celu zwiększenia ruchu i liczby reakcji. Czyli – w sumie – niemal wszystko, co dzisiaj trafia do nas w mediach społecznościowych.

Redakcja OUP stwierdziła, że w ciągu roku częstotliwość użycia tego zwrotu wzrosła ponad trzykrotnie. 

„Fakt, że słowo rage bait w ogóle istnieje i że jego użycie dramatycznie wzrosło, pokazuje, że coraz lepiej dostrzegamy taktyki manipulacji, w które możemy zostać wciągnięci online” – komentował Casper Grathwohl, prezes Oxford Languages. 

Dostrzegamy? Fajnie. Ale czy wyciągamy z tego jakiekolwiek wnioski?

Cała Polska online w 2025 r.

Co na to Polacy? Nowe dane GUS pokazują, że z nosami w sieci siedzimy bez przerwy. W 2025 r. 96,2 proc. gospodarstw domowych miało dostęp do internetu, a prawie 85 proc. osób w wieku 16-74 lat korzystało z niego codziennie.  W praktyce smartfon jest naszym oknem na świat. A to znaczy, że kto zarządza tym, co widzimy i jakie emocje to w nas wzbudza, może wpływać na to, co dzieje się w naszym kraju.

Dane wyszukiwarek internetowych uzupełniają ten obraz. W corocznym zestawieniu Google „Rok w wyszukiwarce” najczęściej pojawiały się hasła związane z polityką (wybory prezydenckie, wyniki wyborów, papież), ale i popkulturą („Labubu”, serial „Heweliusz”), pytania praktyczne („jak zmienić miejsce głosowania”) i ciekawostki biologiczne („ile kolan ma koń”, „czy zaskroniec mruga”).

Dyskusja dotyczy dziś nie tylko tego, czy internet nas kształtuje, ale przede wszystkim kto i jak powinien ograniczać wpływ, jaki wywierają na nas rządzące nim wielkie platformy: państwo, użytkownicy czy amerykańscy miliarderzy. A koń ma cztery kolana. Nie ma za co. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 50/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Trudno się nie zdenerwować