„Życzę wam realizacji politycznych obietnic” – to najważniejsze zdanie z Parady Równości, która przeszła w weekend ulicami Warszawy. Nie, to nie było zdanie uczestnika marszu ani liderki organizacji pozarządowej na rzecz społeczności LGBT+. To słowa ministry ds. równości w rządzie Donalda Tuska, polityczki Lewicy Katarzyny Kotuli, odnoszące się do wciąż niegotowej ustawy o związkach partnerskich. Zdanie pokazujące skalę frustracji większości ugrupowań tworzących Koalicję 15 października.
Wcześniejsza historia tworzenia projektu ustawy składa się z politycznych falstartów. Najpierw sama Kotula podawała kilkukrotnie przybliżone daty finalizacji rządowego projektu, które następnie – w związku z oporem polityków PSL – okazywały się przedwczesne. W zeszłym tygodniu działaczka Lewicy Anna Maria Żukowska ogłosiła, że w koalicji jest zgoda w sprawie projektu. „To nie jest prawda” – odpowiedział lider ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz. Tak oto ważny polityczny projekt zamienia się w PR-ową groteskę. W dodatku z niepewnym ciągiem dalszym. W tym tygodniu koalicjanci są umówieni na rozmowy, które mają dać porozumienie. Jeśli nie dadzą, zapowiadany szumnie projekt rządowy zamieni się w poselski – z niepewnymi rokowaniami na uchwalenie.
Niektórzy politycy PSL nie chcą się zgodzić na ustawę w żadnej formie. Marszałek senior Marek Sawicki, pytany miesiąc temu przez „Tygodnik”, co przeszkadza mu w ewentualnym projekcie, stwierdził, że wszystko. I dodawał m.in., że nowe prawo będzie promowało... rozwody. „To kuriozalne, że gdy domagamy się prawa do ślubu cywilnego, które pan Sawicki posiada od zawsze, w odpowiedzi słyszymy, że chcemy rozwodów. Rozumiem, że ani kolejne śluby, ani rozwód Władysława Kosiniaka-Kamysza nie wzbudzają w panu pośle takich obaw?” – pytał Hubert Sobecki z organizacji Miłość Nie Wyklucza.
Działacze na rzecz praw społeczności LGBT+ podkreślają, że ustawa byłaby ledwie kompromisem: stanem pośrednim między obecną prawną próżnią a możliwością zawierania małżeństw przez pary jednopłciowe, wpisaną w ustawodawstwo wielu krajów. Związki partnerskie – formuła prawna, z której mogłyby skorzystać i pary jednopłciowe, i mieszane – dałyby m.in. możliwość zawierania wspólnot majątkowych, wspólnego rozliczenia podatkowego, automatycznego dziedziczenia po partnerce/partnerze majątku, ale też świadczeń emerytalnych, możliwości decydowania o pochówku, gwarancji otrzymania informacji o stanie zdrowia, a także tzw. przysposobień wewnętrznych. To ostatnie wzbudza największe opory w PSL – mimo że chodzi o zabezpieczenie praw dzieci, które są wychowywane przez pary jednopłciowe, ale prawną odpowiedzialność za nie może teraz brać tylko rodzic biologiczny.
Polska, obok Litwy, Bułgarii, Słowacji i Rumunii, jest jednym z ostatnich europejskich krajów bez ustawy o związkach partnerskich.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















