21 marca, kościół Salezjanów pw. św. Stanisława Kostki na krakowskich Dębnikach. Obok bocznych drzwi, wiodących do kościelnych podziemi, napis: „Protest głodowy”; na płocie okalającym teren świątyni – plakat. – To nasz „napłotnik” – tłumaczy Leszek Jaranowski, jeden z uczestników głodówki. Do czego służy? Wedle Jaranowskiego to swoista kronika protestu: zostaje w nim opisany każdy dzień. – O, proszę spojrzeć – pokazuje palcem. – Pierwszy wpis: 19 marca, godzina 9.30, początek akcji.
Niewielka salka w piwnicy. Na ziemi pięć śpiworów, jeden obok drugiego. – Trochę tu u nas jak w harcerstwie – śmieje się Adam Kalita, kolejny głodujący. Prócz niego i Jaranowskiego w proteście uczestniczą jeszcze: Grzegorz Surdy, Marian Stach (w dziewiątym dniu został odwieziony przez pogotowie; jego miejsce zajął Marcin Szymański) i Ryszard Majdzik.
Co ich łączy? Przede wszystkim przyjaźń. No i przeszłość: cała piątka to dawni działacze solidarnościowi, z bogatą kartą opozycyjną. Oprócz Jaranowskiego, który został represyjnie powołany do wojska w 1982 r., pozostali byli albo internowani (Majdzik), albo siedzieli w komunistycznych więzieniach (Surdy, Kalita, Stach).
Dlaczego protestują? Chcą, by Ministerstwo Edukacji zmieniło rozporządzenie dotyczące nowej podstawy programowej historii dla szkół ponadgimnazjalnych, które ma obowiązywać od 1 września 2012 r.
Przypomnijmy: wedle ministerialnego rozporządzenia uczniowie pierwszych klas zaczynaliby naukę od czasów współczesnych, a rok później musieliby wybrać profil dalszej nauki: humanistyczny lub matematyczno-fizyczny. W profilu ścisłym ma się pojawić nowy przedmiot „historia i społeczeństwo”, łączący dzisiejszą historię i wiedzę o społeczeństwie.
Leszek Jaranowski: – I na to właśnie nie ma naszej zgody. To wrzucanie wszystkiego do jednego worka. To będzie historia komiksowa, młodzież nic z tych zajęć nie wyniesie.
Grzegorz Surdy: – Poza tym, czy człowiek w wieku 16 lat jest w stanie zaprojektować swoją ścieżkę zawodową?
Ryszard Majdzik: – Chcemy pokazać, że naszej młodzieży należy się prawda historyczna. Bo tylko ona uczy patriotyzmu i miłości do ojczyzny.
Jaranowski: – Dlaczego to takie ważne? Bo korzenie, bo pamięć, bo tradycja. Bez nich nie można być Polakiem.
Protestem od początku interesują się media. – Były u nas wszystkie stacje telewizyjne i radiowe oraz najważniejsze gazety – opowiada Leszek Jaranowski. – Przychodzą też studenci, nauczyciele, przedstawiciele Solidarności, a także przechodnie. Odbieramy setki maili i telefonów z poparciem: od przedstawicieli środowisk naukowych, twórczych, nauczycielskich – nawet od pracowników przedszkoli.
Salezjańską piwnicę odwiedzają także politycy (m.in. Paweł Kowal, Marek Kuchciński, Zbigniew Ziobro, Ryszard Terlecki czy Jan Rokita; Jarosław Kaczyński zabierał głos z Warszawy). Głodujący traktują te wizyty jednak z rezerwą. – Jak to jest, że większość polityków pytała, czy będą media? – śmieje się Grzegorz Surdy. I dodaje: – Jeden polityk to w ogóle z nami nawet nie rozmawiał – udzielił tylko wywiadu i pojechał dalej.
Adam Kalita: – Na naszym proteście politycy chcą coś ugrać dla siebie. Ich wszystkich to trzeba by w d... kopnąć.
Tłumaczą: ich protest nie ma nic wspólnego z polityką. – Chcemy, żeby to poszło ponadpartyjnie. Tylko tak możemy rozwiązać tę trudną sytuację – mówi Jaranowski.
Jego zdaniem konflikt nabrzmiewał od ponad roku. Ministerstwo niby robiło konsultacje w sprawie nowej podstawy programowej, rozsyłając do zainteresowanych instytucji treść rozporządzenia. – Jednak żadnych uwag krytycznych w finalnej wersji nie uwzględniono – w stosunku do pierwotnego projektu nie została ona zmieniona ani na jotę.
Czy teraz jest jakiś odzew z ministerstwa? – Pani minister Krystyna Szumilas wysłała do nas pisemne zaproszenie – mówi Jaranowski. – Ale czy to ja mam jechać do Warszawy? Ja jestem bezrobotny, nie mam na bilet. Niech mi pani minister pracę załatwi, to wtedy pogadamy.
Do piwnicy w salezjańskim kościele wchodzi lekarka, czas na badanie. Pani doktor wyraźnie zatroskana: mężczyźni dziś, dziesiątego dnia protestu, są wyraźnie osłabieni. Kategoryczne zalecenie: leżeć, chodzić niewiele. Mimo to wizyta lekarki budzi ogólną wesołość.
– Co ty, Leszek, w ambasadora się bawisz? – woła Kalita do Jaranowskiego. – Przyszła piękna kobieta, to trzeba się przygotować – śmieje się Jaranowski, zmieniając koszulę.
Grzegorz Surdy (po pomiarze ciśnienia): – O kurczę, mam dziś lepszy wynik niż wczoraj.
Kalita do żony Surdego (przyszła dziś z wizytą): – Patrz, Halinko, już nie będziesz musiała Grześkowi kupować nic do jedzenia. Ewentualnie mały grysik za dwa pięćdziesiąt – i wystarczy.
Jedenasty dzień. Na drzwiach do piwnicy kartka: zakaz wejścia. Osoby z zewnątrz nie mogą kontaktować się z protestującymi. Lekarz zabronił.
Wieczór tego samego dnia: protestujących odwiedza kard. Stanisław Dziwisz. Prosi, żeby przerwali protest. Jego zdaniem cel został osiągnięty: protest uwrażliwił społeczeństwo i przekonał władze, że sprawę trzeba przemyśleć.
Grzegorz Surdy: – Istotnie, pierwszy etap został osiągnięty: ludzie w Polsce zostali obudzeni. Dlatego zawieszamy akcję.
To jednak nie koniec. Kiedy w kościele kończy się głodówka, 20 osób zajmuje gabinet małopolskiego kuratora oświaty, żądając rozmowy z panią minister eduklacji. A w Warszawie głódówkę rozpoczyna kolejna czwórka dawnych opozycjonistów.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















