– Benedyktyni w Rio de Janeiro mieli dużą farmę, na której niewolnicy uprawiali fasolę, ryż, maniok, hodowali bydło i wytwarzali ceramikę – mówi Vitor Hugo Monteiro Franco, doktor historii na Uniwersytecie Federalnym Fluminense i pracownik naukowy Biblioteki Narodowej. – Mnisi mieli też niewolniczych żeglarzy, którzy pływali po zatoce Guanabara.
Dyskusja na temat udziału i roli Kościoła katolickiego w systemie niewolniczym toczy się w Brazylii od początku lat 80. XX w. Wielu aktywistów, głównie czarnoskórych, zaczęło właśnie wtedy pisać własną historię swojego kraju. Nowej dynamiki debata nabrała jednak w ubiegłym roku. Na kilka dni przed obchodami 50. rocznicy Rewolucji Goździków, która w 1974 r. uwolniła Portugalię od dyktatury, prezydent Marcelo Rebelo de Sousa oznajmił, że jego kraj powinien zrekompensować swoim byłym koloniom kilkuwiekowe niewolnictwo i wyzysk.
W Brazylii na taką deklarację czekano od dekad. Anielle Franco, ministra ds. równości rasowej, stwierdziła, że słowa de Sousy są „owocem wielowiekowej walki czarnych o sprawiedliwość”. Głos zabrali wówczas także przedstawiciele rdzennych ludów zamieszkujących Brazylię, domagając się większego zaangażowania Kościoła w dyskusję o niewolnictwie.
Najwięcej niewolników w Brazylii miały zakony
Instytucje katolickie w Brazylii nigdy wprost nie potępiły niewolnictwa. Na dodatek same w nim bezpośrednio uczestniczyły. W wielu klasztorach z epoki kolonialnej można do dziś zobaczyć tzw. senzala (domy niewolników), niegdyś zamieszkiwane przez sprowadzanych z Afryki czarnoskórych robotników. Nazywano ich zwykle „kawałkami z Gwinei”.
Według Sérgio Vasconcelosa, profesora teologii na Katolickim Uniwersytecie Pernambuco, owe „kawałki” były wykorzystywane na różne sposoby. Zdaniem teologa katolickie zakony w Brazylii – benedyktyni, karmelici czy jezuici – były bez wątpienia jednymi z największych posiadaczy niewolników w kraju.
– Zakon benedyktynów posiadał w XIX w. łącznie 4000 niewolników – mówi mi Vitor Franco, autor książki „Niewolnicy religii: rodzina i społeczność w Fazenda São Bento de Iguassú”. – Zakonnicy zaczęli nawet inwestować w miejskie posiadłości w Rio de Janeiro, gdzie do budowy wykorzystywali elementy produkowane przez niewolników w należących do nich cegielniach.
By pokazać skalę tego procederu, Franco wyjaśnia, że w samym Rio de Janeiro było 1200 niewolników, a większość posiadłości w Brazylii miała w tym czasie średnio 16 zniewolonych ludzi.
Los niewolników w klasztorach
Jak traktowano niewolników w brazylijskich klasztorach? Bywało z tym różnie. Jeden z odkrytych przez Vitora Franco dokumentów podaje przykład usunięcia z klasztoru mnicha, który szkolił niewolników na kowali. Powodem była jego „zbytnia surowość”. Franco dotarł też do akt sprawy niewolnika, który zmarł po biczowaniu na farmie benedyktynów w Cabo Frio. Odpowiedzialny za to zakonnik został aresztowany i przewieziony do Rio de Janeiro.
Z kolei o. Mauro Fragoso z klasztoru benedyktynów w Rio de Janeiro twierdzi, że niewolnicy mieszkali zwykle w domach tej samej jakości co mnisi, otrzymywali też opiekę medyczną, byli zachęcani do zakładania rodzin i szkoleni w różnych zawodach.
Kościół – pisał o. Fragoso – nakazywał właścicielom ziemskim, by umożliwiali swoim niewolnikom przyjmowanie sakramentów, zezwalali na uczestnictwo we mszy oraz zapewniali dzień odpoczynku. Zazwyczaj to właśnie duchowieństwo reagowało na nadużycia i przemoc, odmawiając udzielania komunii właścicielom niewolników, którzy źle traktowali swoich niewolników.
– Owszem, wyjątki się zdarzały – przyznaje Vitor Franco. – Niektórzy mnisi mieli dobre relacje z niewolnikami i byli przez nich kochani. Ale nie zmienia to faktu, że niewolnictwo jako system zawsze było czymś brutalnym. Badania historyczne dowodzą, że los niewolników żyjących na terenie klasztorów i tych przebywających w świeckich posiadłościach ziemskich zasadniczo niczym się nie różnił.
Skala niewolnictwa w Brazylii
Niewolnicy odgrywali kluczową rolę w brazylijskiej gospodarce. Zdaniem badaczy zajmujących się historią niewolnictwa w Brazylii trudno wskazać zabytek kolonialny w tym kraju (jak zresztą na całej zachodniej półkuli), przy którego budowie nie została użyta darmowa siła robocza. Ina von Binzer, niemiecka pedagog, która mieszkała w Brazylii pod koniec XIX w., pisała:
„W tym kraju niewolnicy wytwarzają całe bogactwo tej ziemi. Biały Brazylijczyk po prostu nie pracuje”.
System niewolniczy w Brazylii został wprowadzony w 1530 r. – czyli w chwili ustanowienia przez Portugalczyków kolonialnego władztwa w tej części świata – a zniesiony dopiero w 1888 r. (Brazylia zrobiła to jako ostatnia w Ameryce Łacińskiej). W tym czasie na jej teren przetransportowano z Afryki prawie 5 mln ludzi – niemal połowę wszystkich niewolników przewiezionych z Afryki do obu Ameryk.
Kościół katolicki w procesie kolonizacji
Tematem współgrającym z rozliczeniami za niewolnictwo jest też udział Kościoła w procesie kolonizacji ludów Amazonii. Była to jedna z istotnych kwestii poruszanych podczas przygotowań do Synodu Amazońskiego w 2019 r. W pewnej mierze było to jedyne forum, na którym omawiano ścieżki, jakimi Kościół powinien podążać, by „odwrócić” proces kolonizacji.
Zdaniem Vitora Franco Kościół katolicki zapewniał filozoficzną podstawę dla zniewolenia rdzennych mieszkańców obu Ameryk, uznając, że taka była po prostu cena ich ewangelizacji. Takie podejście niewątpliwie pomogło portugalskim kolonizatorom zlikwidować rdzenne społeczności i podbić ich ziemie. Kościół jest też oskarżany o promowanie przymusowego nawracania większości z amazońskich ludów i niszczenie ich tradycyjnej kultury w procesie katechizacji.
Chociaż niektóre kongregacje początkowo walczyły o utrzymanie rdzennej ludności w swoich misjach, chroniąc ją przed handlarzami niewolników (na przykład jezuici, co pokazano w słynnym filmie „Misja” z 1986 r.), to jednak wiele zakonów w późniejszym okresie zniewalało rdzennych mieszkańców i zmuszało do pracy we własnych gospodarstwach. Ich los różnił się od losu czarnoskórych niewolników w znikomym stopniu.
Odpowiedzialność Kościoła za niewolnictwo w Brazylii
A jak jest dzisiaj?
Vitor Franco uważa, że Kościół katolicki w Brazylii nie tylko wciąż nie uznał w pełni swojej odpowiedzialności za współuczestnictwo w systemie niewolniczym, ale nawet nie zajął w ogóle oficjalnego stanowiska w tej sprawie.
– Często spotykamy się z protekcjonalnym podejściem do przeszłości, wielu przedstawicieli duchowieństwa i wiernych nadal uważa, że niewolnictwo w posiadłościach Kościoła katolickiego było „łagodniejsze” czy „bardziej humanitarne” niż w majątkach świeckich – mówi historyk. – Pojawiąją się też głosy, które w ogóle odrzucają dyskusję na ten temat. Dlaczego? Bo to, ich zdaniem, dawne historie, których nie ma sensu dzisiaj roztrząsać. Zdarza się, że duchowni i wierni postrzegają prace naukowców na tym polu jako obrazę ich wiary.
Jednym z najbardziej aktywnych brazylijskich duchownych w debacie nad udziałem Kościoła w systemie niewolniczym jest o. David Raimundo Santos, franciszkanin, wieloletni działacz na rzecz praw czarnoskórych. Uważa on, że zarówno portugalski, jak i brazylijski Kościół nie chcą włączyć się w proces uznawania błędów przeszłości, który toczy się już w wielu miejscach na świecie. Co gorsza, winy Kościoła katolickiego wobec czarnoskórej ludności w Brazylii wciąż rosną.
– Ślepota Kościoła dotycząca jego roli w systemie niewolniczym jest równie poważna jak fakt, że katolickie szkoły i uniwersytety w naszym kraju mają jedynie 2 proc. studentów pochodzenia afrykańskiego z pełnym stypendium – mówi zakonnik. I dodaje, że Kościół katolicki w Brazylii powinien podjąć konkretne działania, by wynagrodzić wyrządzone krzywdy.
Mogłoby się to dokonać w dwóch wymiarach: poprzez usługi oferowane afrykańskim Brazylijczykom, zwłaszcza w obszarze edukacji, oraz przez bardziej proporcjonalny podział instytucjonalnych stanowisk między białymi i czarnymi duchownymi.
Vitor Franco dodaje: – Nie chodzi o to, by Kościół katolicki uznał swój udział w systemie niewolnictwa, bo to zostało już udowodnione i pozostaje poza sporem. Dziś domagamy się od niego po prostu zadośćuczynienia za winy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















