Mądrość górą!

32. niedziela zwykła
Czyta się kilka minut

W piątek 21 października 2011 r., bodajże o godzinie 18, któryś raz z kolei miał nastąpić koniec świata, ale znowu nic z tego nie wyszło. Za jakiś czas ten lub inny kaznodzieja chrześcijański, który tę hiobową wieść rozgłaszał, ponowi ją, media to podchwycą, i tak w kółko.

Dobrze, że tacy domorośli prorocy nie podlegają staremu prawu i na dodatek żyją w państwach demokratycznych, gdyż w przeciwnym przypadku długo by nie prorokowali. Jednak podobnej pokusie ulegają nie tylko egzotyczne grupy chrześcijańskie, ale i wyznawcy starych Kościołów. Przedziwne to schorzenie. Niby codziennie prosimy Boga o rychłe nastanie Jego panowania, a więc o to, by nastał w świecie taki porządek, jakiego Bóg pragnie, a jednocześnie, po cichu, pragniemy, żeby to stało się jak najpóźniej. Umieramy ze strachu na samą myśl, że może spełnić się wizja Michała Anioła z Kaplicy Sykstyńskiej. I słusznie, bo przecież każdy z nas coś tam ma na sumieniu.

Niestety, ta wizualna realizacja biblijnych proroctw wyparła z naszej religijnej świadomości inne proroctwa dotyczące kresu, jeśli tak można powiedzieć, historii. Choćby proroctwo zawarte w przypowieści - trzymajmy się starej formy - o pannach mądrych i głupich. W tej przypowieści Jezus sędzia przychodzi nie jako ten, który zaraz zasiądzie na trybunale i zacznie wydawać wyroki, i to najsurowsze z surowych, bo sięgające w wieczność.

Przeciwnie, przychodzi jako nowożeniec, pan młody. Przychodzi na zaślubiny i na ucztę weselną. Jeśli tak, to jak pogodzić te dwa przyjścia o tak różnym charakterze? Jak pogodzić bezwzględność sądu z radością weselnej uczty? Odpowiedź podają nam głupie panny. Brak podstawowej przezorności z ich strony - zapomniały wziąć trochę więcej oliwy na zapas - to przecież nie wina pana młodego. Pan młody, czyli Jezus, owszem, nie wpuszcza ich, ale też to nie znaczy, że nie chce mieć z nimi nic wspólnego. Niemniej bywają takie momenty w życiu człowieka, które przydarzają się tylko raz, jak choćby zaślubiny. I jeśli taki moment się przegapi, na zawsze pozostanie stracony. Pewne okazje odchodzą bezpowrotnie.

Wracajmy jednak do naszego sądnego dnia, bo w miarę zbliżania się końca roku liturgicznego i początku nowego, będziemy o nim słyszeć coraz częściej. Mówiąc więc o powtórnym przyjściu Jezusa przy końcu czasów, jeśli nie chcemy popaść w znużenie i znudzenie z powodu czekania, ani na chwilę nie możemy zapomnieć, że Jezus już przyszedł i nigdy stąd, z ziemi, od ludzi, nie odszedł.

Nawet wtedy, gdy próbowaliśmy się Go pozbyć. O Jego obecności, co oczywista, świadczy Kościół, ale i Duch, którego działań nie da się w żaden sposób zamknąć ani ograniczyć. Działa On wszędzie, we wszystkim i we wszystkich. Przecież każdy chce być szczęśliwy. Patrząc wstecz, zwłaszcza na dwa ostatnie tysiąclecia obecności i działania Syna Bożego w Kościele i w świecie, jedno można stwierdzić z całą koniecznością - Jezus nikogo nie skrzywdził. Natomiast my, Jego przyjaciele, tak. Ale jeśli o tym wiemy, czy zaczynamy się dowiadywać, to Bogu dzięki - górę wzięła w nas Mądrość.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 45/2011