Latający rezerwat

Rozglądnąwszy się wokół, w nieco panicznym poszukiwaniu życzliwości pośród anonimowych bliźnich, stanęliśmy wobec musu podjęcia badań na temat życzliwości właśnie. Tu i teraz.
Czyta się kilka minut
Stanisław Mancewicz / / Fot. Grażyna Makara
Stanisław Mancewicz / / Fot. Grażyna Makara

​Oto wydawałoby się, że szkoda na to i czasu, i atłasu. Znaleźliśmy się bowiem w epoce, w której najmniejsza oznaka życzliwości zdaje się być na wagę złota, a zarazem staje się życzliwość oznaką słabości, godną pohańbienia i takoż właśnie hańbioną. Na wyprzódki. Dawniej utyskiwaliśmy zaledwie na urzędników, którzy, co wiemy przecież świetnie, z życzliwości byli leczeni najpewniej elektrowstrząsami. Dziś zaś z byciem miłym ma problem każdy, komu nie zaoferujemy przynajmniej stu złotych. Ulica polska jest zaiste pełna obrazów wykrzywionej nieżyczliwości – od tej mikroskopijnej po nieżyczliwość w skali makro. Polityk polski zaś powoli oducza się być życzliwym nawet na pokaz, co pokazuje, że nikt doprawdy nie oczekuje od polityka polskiego bycia miłym, a oczekuje bycia niemiłym właśnie. Wobec tak czarno zamalowanego tła naszych badań wypada znaleźć różowy wyjątek potwierdzający regułę i nalepić go jednym sprawnym ruchem na tak przygotowane podobrazie. Ową kontrastową kompozycję będzie można śmiało powiesić w narodowej galerii naszych cech, uporów i skłonności.

Poszukiwań życzliwości, jako się rzekło, nie ma sensu prowadzić na ziemi, tej ziemi. Jest to czynność skazana na klęskę bądź błądzenie. Azatem? Niebo? Piekło? Z powodów oczywistych wglądu do tych placówek rehabilitacyjnych nie mamy żadnych, choć naturalnie wielu uważa, że ma, i że wie, kto tam bywa, mieszka czy pracuje. Poza tym, zdaje się z zasady, w niebie życzliwość jest cnotą, a w piekle niecnotą. A zatem – powtórzmy pytanie – gdzie szukać naszej legendarnej polskiej życzliwości? Jest jedno takie miejsce – samolot.

Opisy obyczajów naszego polskiego podróżowania samolotem są powszechnie znane, dostępne w licznych i szyderczych tekstach, pisanych rzecz jasna silnymi kompleksami. Kompleksami – dodajmy – o bardzo różnej etiologii. Traktują one w komplecie polski obyczaj wsiadania i wysiadania z samolotu, polski obyczaj korzystania z pokładowej oferty toaletowej, oferty spożywczej, alkoholowej, oraz teksty o prześmiesznych reakcjach ludu naszego na fakt unoszenia się aparatu cięższego od powietrza. Są to – trzeba to zaznaczyć – wszystko utwory szalenie nieżyczliwe. Takoż traktowany jest w nich nasz prawdziwie osobliwy zwyczaj klaskania, gdy samolot szczęśliwie wyląduje.

Na temat klaskania w samolotach ludu polskiego powstało doprawdy tyle nieżyczliwości, że aż dziw bierze, że ludzie w samolotach jeszcze klaszczą. A klaszczą. Są to prawdziwe koncerty, koncerty szczerego zachwytu, wyrazy ulgi i – co nas interesuje dziś najmocniej – arcypolskiej życzliwości. Jest to – powiedzmy głośno – wielki, łagodny dinozaur dobra, by nie rzec wprost: misiek. Bądźmy z tego klaskania dumni i je pielęgnujmy, klaszczmy aż do opuchnięcia, przyjść bowiem może chwila, gdy lud nasz, ćwiczony zawzięcie w byciu nieżyczliwym, zacznie w samolotach buczeć i gwizdać. Taki obrót sytuacji zakończyłby się źle, światowe władze lotnicze zmuszone byłyby zamknąć nasze polskie niebo dla aparatów cięższych od powietrza. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2015