Przeklęte a kuku

Oj, oczywiście że PiS wygra, ale wygrana onego jest – powiedzmy sobie – dla naszych dzisiejszych rozważań sprawą marginalną albo najwyżej ich uzupełnieniem.
Czyta się kilka minut
 / Fot. Grażyna Makara
/ Fot. Grażyna Makara

Zacznijmy jednak ab ovo: zwycięstwo PiS w najmniejszym stopniu nie przekreśla konieczności wieszczenia – tak to ujmijmy – dynamicznego. Nie chodzi o wieszczenie zwykłe i tradycyjne, wieszczenie oparte na pomyślunku, że niby gdy PiS wygra, to będzie tak, jako było wtedy, kęs czasu temu, gdy PiS twórczo rządził sobie z Samoobroną i LPR. Mówią tu i ówdzie: gdy PiS wygra, będzie tak samo, ale dodają, że obficiej, jędrniej i rozleglej. To jasne. Są to jednak wieszczby nazbyt dla nas płytkie, jak za przeproszeniem refleksje na widok kominiarza, kota czarnego, ropuchy pod łóżkiem czy tym podobnych zdarzeń losowych, uruchamiających tradycyjnie aparat analityczny Słowian wschodnich.
Do mniemań dynamicznych sama wygrana PiS nie jest przydatna, jest bowiem nieprzydatna. Dynamizującą moc ma tu bowiem dopiero połączenie kilku zdarzeń, leżących blisko siebie na osi czasu. A zatem samo zwycięstwo PiS interesuje nas słabo, ale już złączenie owej wygranej z widokiem Dorna w uścisku z Napieralskim, gdy owego sparowania akuszerem jest Platforma Obywatelska, ma moc i potencjał absolutnie dramatyczny – potencjał wieszczbiarski i fantazyjny. Dorn pod rączkę z Napieralskim w składzie PO, ze zwycięstwem PiS-u w tle, to zaprawdę widok, który każe nam pójść szeroko. Widok ten każe nam patrzeć śmielej, tęczowiej i przez różowe okulary – za przeproszeniem.

Oto niemal pisarz (by nie rzec: pisorz), niemal tłumacz literatury, niemal intelektualista polskiej polityki, człowiek w garniturze leżącym jako tako, na politycznym spacerze z politycznym grzybiarzem w sztormiaku, jest obrazem, który musi nas in vitro zapylić, by nie rzec: zapłodnić, i na dobre rozkręcić, zaowulować, wzburzyć i ośmielić, co zasadniczo nas oczywiście różni od tradycyjnie konkludujących ekspertów tutejszej polityki. Rozwińmy zatem kolorowe skrzydła naszej wyobraźni i nimi zatrzepoczmy. Niech feeria barw naszych mniemań przegna szarzyznę domniemywań ludzi przypadkowych i rzućmy tu myśl, która zwali z nóg dowolnego siłacza po politologii ukończonej na dowolnie wybranym, prastarym polskim uniwersytecie. Niech ten mistrzowsko skonstruowany wstęp przyniesie wreszcie rozwinięcie w postaci złotego pociągu skojarzeń.

Oto widzimy wyraźnie, w nie całkiem odległej przyszłości, Leszka Millera i Jarosława Kaczyńskiego jako posłów Platformy Obywatelskiej. Partii, która oczywiście będzie partią opozycyjną.

Czy posłowie PO Miller i Kaczyński mogą być cokolwiek dziwaczniejszym widokiem niźli Dorn z Napieralskim w takiejż roli? Tylko ludzie małej wiary rzekliby nam, że to niemożebne, że gdzieżby, że to sen z kategorii tych arcyciężkich, po spożyciu surowej cebuli. Nieprawda. Bądźmy twardzi i powiedzmy to głośno: zarówno Leszek Miller, jak i Jarosław Kaczyński marzą, by znaleźć się w szeregach Platformy Obywatelskiej, gdzie tylu ich kolegów w sytości i zadowoleniu bytuje. Partia ta, choćbyśmy ją dziś tu hańbili do cna, jest partią szczęśliwie nieaspirującą już do niczego. Jest partią złomotaną i po przejściach, gdzie nikt od nikogo nie wymaga, żadnych tam nie ma wyznań wiary, czarnych mszy, żadnych ideowych deklaracji. Jest partią, w której nie ma żadnego sekciarskiego musu, gdzie pragmatyka plecie się z jej brakiem, co jest zaiste tak urocze jak nasze domowe rozmowy o tym, kto ma wyrzucać śmieci, kto myje naczynia, kto odkurza i pucuje. Widać przecie gołym okiem, że Leszek Miller owego SLD ma szczerze dosyć, że mu udawanie lewicowości wyszło oboma bokami, i widać takoż, że prezes Kaczyński maluśko się mieści w PiS-ie. Ciągle mu Pani Szydło i Pan Prezydent mówią: „A kuku”. To znaczy, by się schował, by znikł i zaledwie kukał zza winkla. Nasraża go to i zniechęca, i trudno się dziwić, bowiem jest – wbrew plotkom – zwykłym człowiekiem, podobnie jak i Leszek Miller. Ludzie ci chcieliby być wreszcie solidnie przytuleni, a jedynym miejscem na świecie, gdzie tulenie nie wyszło z użycia, jest PO. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 37/2015