Chwilo, trwaj!

Wynik brytyjskiego referendum to w istocie kopia wyniku wyborów polskich.
Czyta się kilka minut
Stanisław Mancewicz / / Fot. Grażyna Makara
Stanisław Mancewicz / / Fot. Grażyna Makara

​By w miarę rezolutnie opisać sytuację, by się jakoś znaleźć, by nie silić się na oryginalność, nie powtarzać prawd objawionych, nie popaść takoż w sentymentalizowanie bądź zawodzenie, by z drugiej strony nie udawać hardo, że nic specjalnego się nie stało, słowem – by ująć wydarzenia ostatnie w miarę spokojnie i rzeczowo, rzec tu trzeba, że wynik brytyjskiego referendum to w istocie kopia wyniku wyborów polskich.

Mamy tu na myśli ostatnie nasze wybory, zarówno prezydenckie, jak i parlamentarne. Wybory w Polsce i referendum brytyjskie różnił zaiste formalny drobiazg, bowiem i tu, i tam lud wyrażał się przecież w tej samej sprawie. Tu jakby mimochodem, a tam na całego. Dlatego też tutejszy lud wynik brytyjski przyjął z owym naturalnym i sympatycznym, bezrefleksyjnym entuzjazmem, tak jak przyjął awans piłkarzy do ćwierćfinału i wygraną PiS-u. Następnymi po entuzjazmie reakcjami, w przestrzeni wirtualnej choćby, były jednak: zdziwienie, rozżalenie, pomieszanie i jakoweś zezłoszczenie. W końcu nie po to obrano do parlamentu, wspólnym wysiłkiem, takie figury jak Pawłowicz, jak Kaczor i Kukiz, jak Błaszczak, jak idol młodzieży rekonstruującej Macierewicz czy patron prawników Ziobro, by teraz wysłuchiwać nieoczekiwanych lamentów ministra Waszczykowskiego na temat prognozowanego rozpadu jego ukochanego eurokołchozu. Oczywiście nas, ludzi szalenie szarych, ale starających się myśleć logicznie, nie dziwi brak wybuchów entuzjazmu władz polskich wobec wyników referendum brytyjskiego. Jest to bowiem reakcja, której można się było spodziewać, którą można określić jako połączenie praktycznego braku entuzjazmu i szokującego zaniku eurosceptycyzmu. Powiedzmy sobie szczerze: jest to reakcja zrozumiała i racjonalna u przedstawiciela nowej władzy i takowej zmiany. Pierwsza od blisko roku.

Oto wizja, że na wstawanie z kolan i dziesiątki działań symbolicznych trzeba będzie niebawem zarobić samemu, musi budzić zgrozę u każdego przyzwyczajonego od lat do darmowych drinków. Wizja, że odwyknąć będzie trzeba od normy, iż niemal na każdy kaprys znajdują się natychmiast pieniądze zarobione przez kogoś innego, iż niemal jedynym mozołem związanym z wydawaniem tej forsy jest fakturowanie i księgowanie, jest wizją przerażającą. Myśl, że zbliża się koniec tej logiki, tych zasad, połączona z całkiem realnym scenariuszem, że oto do kraju wraca blisko milion naszych, będących w tradycyjnie uprawianym złym humorze, owych wyborców odzwyczajonych od różnych, naturalnych tu siermięg w życiu codziennym i publicznym, takoż przestrasza. Nic zgoła miłego nie da się odpowiedzieć pytającemu, czy oto rolnik polski nie zareaguje na wyjście z Unii poważnego płatnika netto skłonnością do uboju. Może tak się stać, w sinym świetle propozycji nie do odrzucenia, że mianowicie może on już, zaraz, bezdotacyjnie zacząć orać, siać, a żąć, zarówno na użytkach swych, jak i na nieużytkach.

Niewątpliwie poważnym dodatkiem do tych udręczeń jest zagadka, co powie – milcząca dotychczas – nasza jędrna i rekonstrukcyjna młodzież. Wiele ona ma zalet wszelkich, ale niewątpliwie jej wadą jest pewien rodzaj lękliwości i skłonność do żądania, nadinterpretowania i złoszczenia się. Może ona zaiste zinterpretować, bądź nadinterpretować to wszystko, co się dzieje, na własny sposób. To znaczy, może próbować się wreszcie wyszumieć, a szum ten może być trudny do zagłuszenia jakże atrakcyjnymi propozycjami kolejnych rekonstrukcji odsieczy wiedeńskiej, antykrzyżackich ruchawek bądź dowolnych rzezi, na koszt Ministerstwa Obrony Narodowej.

Ten niepiękny komplet przewidywanych, bolesnych iniekcji wywołał wspomniany tu szokujący zanik eurosceptycyzmu władz, wywołał – najpewniej chwilowy – tzw. namysł nad sobą, wybudzenie ze snu o potędze, a tym samym ochłodzenie klimatu satysfakcji. Jest to niewątpliwie jeden z bardzo nielicznych momentów, w których władza nasza znalazła się na kolanach nastroju. Z kolan tych niebawem wstanie i coś wymyśli, byśmy ostatnie wydarzenia brytyjskie uznali za jej – władzy – kolejny gigantyczny sukces. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 27/2016