Kuszenie

Autorom nowego przekładu „Mistrza i Małgorzaty” w podziękowaniu

12.03.2017

Czyta się kilka minut

Dzień był upalny, pierwszy tak upalny tej wiosny. Zaduch trzymał ludzi w twardym uścisku. Przechodnie, głównie turyści, łykali powietrze, krztusząc się i kaszląc, i z zazdrością oglądali się za przemykającymi szybkim krokiem posiadaczami masek przeciwsmogowych.

Gniewomir Puchacz, pisarz i nauczyciel akademicki, szedł ulicą Kanoniczą w stronę Wawelu, przygarbiony i z głową pochyloną tak, jakby ciągnął za sobą wózek wypełniony książkami. Minął budynek, w którym mieściły się władze Wyższej Szkoły Teologii i Dziennikarstwa, i skręcił w prawo. Po drugiej stronie ulicy stał mężczyzna z wypisanym ręcznie transparentem. Mężczyzna był niskiego wzrostu, twarz miał szeroką, oczy nieco podpuchnięte, a na głowie rzadkie siwe włosy. Puchacz przypomniał sobie, że widział go już w tym miejscu siedem lat temu, podczas pogrzebu pary prezydenckiej. Wtedy mężczyzna stał z hasłem: „Polska znowu sama. / Gdzie Sarkozy, Barroso, Obama?”. Teraz na nieco mniejszej karcie papieru wypisał tylko trzy słowa: „Diabeł jest Niemcem”.
Wszedłszy na Planty, pisarz wyprostował się i spróbował wciągnąć większy haust powietrza. Natychmiast zakręciło mu się w głowie. Zachwiał się i w tym momencie poczuł, że ktoś usłużny chwyta go za ramię. „Pan pozwoli”, wyszeptał nieznajomy i podprowadził Puchacza do ławki stojącej naprzeciwko pomnika Boya-Żeleńskiego.

– To ciekawe, prawda? – zagadnął, sadowiąc się po lewej stronie Puchacza, który wciąż jeszcze nie przyjrzał mu się dokładnie.

– Ale co?

– Ta koncepcja z diabłem. Nie sądzi pan?

– To stary pomysł – stęknął Puchacz, w którym obudził się uśpiony na chwilę akademik. – U nas diabeł od wieków był Niemcem.

– Bywał też Francuzem – zauważył nieznajomy. – Ale przecież nie w tym rzecz. Sądzę, że należałoby sformułować ten komunikat bardziej wprost.

– To znaczy?

– Że diabeł nie usadowił się na zewnątrz, ale wewnątrz nas. Że jest na przykład Kaszubem albo…

Puchacz poczuł oddech nieznajomego i wzdrygnął się, był to bowiem zapach psującego się mięsa. Odsunął się nieznacznie i przyjrzał swemu towarzyszowi. Mężczyzna wpatrywał się w niego oczami nieruchomymi jak u ślepca, a jednocześnie miało się wrażenie, że oczy te uważnie obserwują rozmówcę. Ubrany był jak człowiek przeniesiony w czasy dzisiejsze z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Miał na sobie spłowiałą granatową kurtkę, jaką dziś nosiliby tylko kontrolerzy tramwajowi, a na kolanach trzymał złożony w pół szary beret.

– Kaszubem, mówi pan? Niech pan tu chwilę zaczeka, muszę zadzwonić.

Pomysł, żeby zatelefonować do zaprzyjaźnionego psychiatry, doktora Rabarbaro, wydał się Puchaczowi wyjściem tyleż rozpaczliwym, co jedynym. Przez myśl przemknęło mu bowiem, że nieznajomy może wcale nie być kimś rzeczywistym. Halucynacje zdarzały mu się już w przeszłości. Doktor Rabarbaro miał gabinet na ulicy Bożego Ciała, czyli całkiem niedaleko. O tej porze powinien być jeszcze u siebie.

– Niech pan nie szuka teraz pomocy – odezwał się nieznajomy – a już na pewno nie na ulicy Bożego Ciała. Lepiej, żeby zastanowił się pan nad tym, co powiedziałem. Czy nie byłoby uczciwiej, gdyby wszyscy mówili wprost to, co myślą, a nie wodzili innych za nosy.

W tym momencie Puchacz poczuł pieczenie w nozdrzach. Sekundę później kichnął potężnie, powiedział: „Przepraszam”, ale kiedy otworzył oczy, nieznajomego już nie było. W miejscu, w którym siedział, leżała na ławce komórka należąca do pisarza. Aparat był wyłączony. Puchacz wstukał kod, a po odblokowaniu aparatu zajrzał do zakładki „Kontakty”.

Numer doktora Rabarbaro zniknął. ©

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Poeta, publicysta, stały felietonista „Tygodnika Powszechnego”. Jako poeta debiutował w 1995 tomem „Wybór większości”. Laureat m.in. nagrody głównej w konkursach poetyckich „Nowego Nurtu” (1995) oraz im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego (1995), a także Nagrody… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 12/2017