Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Kuchnia polska

Kuchnia polska

31.10.2016
Czyta się kilka minut
Kto się uczył dobrego jedzenia w czasach niedostatku, wie najlepiej, że liczą się duch i intencje, a mniej drobiazgowe pilnowanie składników.
Fot. DREAMSTIME.COM
Fot. DREAMSTIME.COM
A

A my nie chcemy uciekać stąd. Kiedyś wyłem ten refren z kolegami, pławiąc się w samozachwycie, jacy my dzielni, że mimo opresji, ruskich bagnetów, ślepego generała (na którego nie znalazła się, niestety, pała) i okresowych braków w zaopatrzeniu, zostaniemy, choć emigracja – marcowa, grudniowa i każda inna – była w zasięgu naszych codziennych doświadczeń. Zaopatrzenie się poprawiło, ale regularnie staję przed dylematem, czy nie wyjechać z całkiem innego powodu: winny jest listopad, wielki gaśniczy słońca i ochoty na cokolwiek poza spaniem z zapasem czekolady pod poduszką.

Marudzę, ale zostaję; trudno mierzyć procentami, ale wielka w tym zasługa Stefana Mellera. Nie wiem, czy miałbym skąd czerpać przykład, że można „ten kraj” traktować śmiertelnie serio, z bolesną wiernością żony pijaka, a zarazem żyć pełną gębą, sprawczo, radośnie, gdybym go nie poznał w wieku, kiedy szuka się...

6233

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Świeży, smażony dorsz nie jest zły, gorzej z zapachem, który pozostawia po sobie w kuchni. Niedawno smażyłem rybę w sposób standardowy ( mąka, jajko, bułka tarta, sól i pieprz i olej rzepakowy ) z maleńką modyfikacją. Przed smażeniem poszatkowałem jeden ząbek czosnku, a następnie wtarłem go w dorsza. Okazało się, że czosnek nie wpłynął w istotny sposób na smak potrawy ( zdecydowanie jej nie zepsuł ), natomiast zupełnie nieoczekiwanie nie zanotowałem przykrego zapachu, który zwykle towarzyszy smażeniu morskich ryb. Warto też popróbować dorsza duszonego w warzywach. Niegdyś w ramach remanentu/ sprzątania w kuchni wygarnąłem gdzieś z kąta jakieś nędzne szczątki: podeschłe marchewki i pietruszki, prawie nieżywe buraczki i por. Wszystkie te znalezione warzywa poszatkowałem i rzuciłem na olej na patelnię. Dodałem nieco pieprzu i odrobinę ostrej papryki oraz pół kostki rosołowej, a na to pobojowisko położyłem świeżą rybę ( wypatroszoną i bez głowy ) aby ją dusić przez ok. 20 minut ( po 10 na każdej ze stron ). Zupełnie nieoczekiwanie wyszła z tego bardzo aromatyczna, ładnie wyglądająca i szlachetna w smaku potrawa. Niezwykła fioletowa ryba z Morza Bałtyckiego.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]