Książulo i inni. O takich, co jedzą do kamery

Wielu jest takich, co jedzą do kamery, ale tego nie znałam. Idzie taki do sąsiedniej budki, prosi o zapiekankę, no i ocenia.
Czyta się kilka minut
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara

Dwie nieco starsze ode mnie w autobusie 166: „A najgorsze, że obgryzał paznokcie”. „Jest sens się teraz czepiać!? Tosia, odpuść”. „Ja się nie czepiam, ty nie wiesz!...”. „Czego nie wiem?”. „No... Że czasem chodzi o szczegół. Jeden szczegół, o którym nie można zapomnieć. Nie miałam pojęcia”. „Bywają trudne wspomnienia”. „Tak, ale myślałam, że to chodzi o jakieś chwile, wydarzenia. Święta, rocznice. Zdjęcia. A ścigają mnie ręce”. „Ręce? Dziwne”. „Nie płakałabym po nocach, gdyby nie te palce”. „Aha”. „I tak się na niego złościłam, głupia. A teraz bym je całowała”. Płacze.

Park Morskie Oko, ściemnia się. Cienie powoli przesiąkają w mrok, a słupy świateł pod latarniami stopniowo emancypują się z zalegającej ciemności. Siedzę z książką na kolanach, w modlitewnym przechyle, z nosem blisko kartki, by jeszcze cokolwiek sczytać. Sąsiednią ławkę okupuje staruszek z laską. „Męczy się panienka”. Ja, że nie, gdzie tam. „Jest sens tak czytać? Tutaj? Lepiej patrzyć się”. No to patrzymy.

Pod kloszem światła dzieci okrążają drzewo. Śmieją się. Dziewczynka puściła smycz i psu odbiło od nadmiaru wolności. Okrąża staw, jakby mu ktoś podstawił pod pysk orbitę. Pies na torze kosmicznym, satelita właścicielki. Patrzymy na psa, na dzieci. Staruszek: „Czy pani wierzy w Krainy?”. Ja: „?”. „Aj, no tak, przepraszam, muszę jaśniej. Czy pani miała w dzieciństwie Krainę, w którą by pani uciekała?”. „A, w takim sensie. Owszem, ale to nie była stabilna mapa, wymyślałam na bieżąco”. „Eee, to nie żadna Kraina”. „No, wiem”. „Ja miałem. Tam, pod topolą”. „U, państwo pod korzeniem?”. „A jak! Żeby ich wypuścić na spacer, naskakiwałem na korzeń pierwszy. Żeby im zrzucić transport jedzenia, nadeptywałem na korzeń drugi. Żeby ich pozdrowić, tupałem w korzeń trzeci”. „Tak, też tak obsługiwałam Krainę w moim mieście rodzinnym, tyle że najeżdżałam na punkty węzłowe rowerkiem”.

Ucieszył się: „A, wyczułem, że pani jest wariatką”. „No i świetnie. Tyle że nie miałam mapy. A moje dziecko ma”. Zainteresował się: „A jaką ma Krainę?”. „Moroufków. Nic o nich nie wiem. Chodziła tam lata temu, ale i dziś wraca. Czasem”. Poruszył się: „Moroufków? To brzmi znajomo. Może moja z nimi sąsiaduje”. „Kto wie?”. „Ale serio. Widzi pani tę dziewczynkę?”. „Tę od psa?”. „Aha. Kilka dni temu do mnie podbiegła i pyta, czy wierzę w Marniaki”. „Heh, pięknie”. „To ja się pytam, czy to od marności, wie pani. A dziecko oczy w słup”. „Nie potwierdza?”. „Gdzie tam. Mówi mi: »No, po prostu: Marniaki«. Aż mi się głupio zrobiło”. „No tak, ja też nie mam klucza do Moroufków”. „Ale wie pani, to dobrze. Bo one wiedzą więcej niż my”. „Ta dziewczynka?”. „Aha, i pani córka”. „?”. „One wiedzą, że drzwi do Krainy otwiera się i zamyka od wewnątrz. Myśmy tego nie wiedzieli. Rozumie pani?”. „Rozumiem”. „Niech pani patrzy”. Patrzę.

Jedziemy z Rudą do Cegłowa na grób krewnych. Kolejka mazowiecka kumuluje spóźnienia. Patrzę kątem oka na kobietę, co w Wesołej wsiadła z kłębkiem nierozpracowanej drutem wełny, jak na kolejnych stacjach spowalnia produkcję szalika. Trącam Rudą w bok: „Ej, widzisz, może to ona nas opóźnia. Coś jej nie idzie”. Ruda obcina mnie kosym okiem: „No co ty, Pingwin, to tylko druty”. „No, niby tak, ale ona coraz wolniej dziobie drutami, a my coraz wolniej pełzniemy”.

Godzina spóźnienia, klincz czasu, zawiesina metafizyczna. Zaczynają się rozmowy. „Chcę zdążyć tam przed moją śmiercią” – mówi pani z sąsiedniej pakamery. „Marysia, co ty gadasz!”. „No co?”. Gość z sąsiedniej: „Co ty, ę? Wszyscy umrzemy”. Marysia: „To jasne. Ja nie o tym”. „To o czym?”. „Ja się ścigam”. „Z kim?”. „No, z moją śmiercią”. „Co ty bredzisz?”. „Chcę zdążyć przed nią na groby”. „?”. „Ona się ze mną ściga. Jadę na grób wujka, żeby jej pokazać”. „Co?”. „Że wiem… Że chciała mnie wyprzedzić. Póki żyję, mogę jej coś udowodnić”. „Dziwna jesteś”. „Adaś, wiesz, że umieram. Nie pouczaj mnie. Ja wiem, że zaczęłyśmy się ścigać”. „No, nie mów, że berek”. „Właśnie, zaklepywany. Dobiegnę na ten grób szybciej. A potem na mój. Ona zaklepie”. „Nie mów”. „Mówię”.

Autobus 116, dwie starsze: „A ty znasz, Zosia, takiego Książula?”. „Że kogo?”. „Książula. Jest taki człowiek w Polsce”. „U nas na parafii tak mówią na księdza Wojtka”. „Księżulo? Ale ja o Książula pytam”. „A! To nie mam pojęcia”. „Wnusio mi film pokazał, jak ten chłopiec je. Książulo się nazywa”. „Gdzie tak?”. „Ze swojej chałupy, w internecie”. „Eee tam”. „No jak to: wszyscy patrzą, jak ten chłopiec je! Ten cały Książulo przypadł mi” „Żartujesz?!”. „No przypadł, serdeczny był. A potem mi wnusio pokazał, że jest wielu takich, co jedzą do kamery”. „?!”. „No nie wiem, słuchaj, ja tego nie znałam. Idzie taki do sąsiedzkiej budki i prosi o zapiekankę”. „No i?...”. „No i ocenia”. „Ale to przecież cyrk!”. „Akurat: nie pisałaś do mnie, że mam sobie kupić zapiekankę przy Zawiszy?”. „Jej, to był esemes!”. „No wiem”. „Nie widzisz różnicy?”. Śmieję się. „Niech się pani nie śmieje! My tu się kłócimy”. Mówię: „Ależ jasne”. Starsza pierwsza: „Ja się boję, boję się, że nie nadążę”. Ja: „Za medium?”. Starsza: „Tak, wie pani, za tymi, co są tacy ludzcy, idą nieludzie, którzy nas oszwabią”. „Ech, może tu nie ma następstwa?”. Starsza pierwsza: „Oby nie. Tym tu teraz – wierzę”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 49/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Wierzę w Marniaki