Reklama

Siedem razy łaska i kłopot

Siedem razy łaska i kłopot

z Berlina
24.09.2018
Czyta się kilka minut
Czy Kościół w Europie umiera? Czy również przypomina „niepłodną babcię”, jak nasz kontynent nazwał papież Franciszek? Poszukując odpowiedzi, pisaliśmy już o Włoszech, Irlandii, Czechach i Francji. Dziś – o Kościele w Niemczech.
LEON KUEGELER / REUTERS / FORUM
K

Kościół św. Pawła w Berlinie. Podczas liturgii Wigilii Paschalnej dziewięcioro dorosłych przyjmuje z rąk ojców dominikanów chrzest, bierzmowanie i pierwszą komunię. Wśród nich jest 26-letnia Sandra, Niemka z terenów byłej NRD. Kiedyś powtarzała sobie, że nigdy nie da się ochrzcić. – Decyzję chciałam podjąć sama – śmieje się nauczycielka angielskiego i muzyki, która dziś kieruje pierwszą w Niemczech dominikańską scholą na wzór tej z Krakowa. Co roku grupa dorosłych katechumenów przygotowuje się do chrztu w dominikańskiej szkole wiary. Kursy zaczynają się we wrześniu, są solidnym przygotowaniem teologicznym i duszpasterskim.

W tym roku w archidiecezji berlińskiej przybyło 90 katechumenów i 23 konwertytów z innych wyznań chrześcijańskich. W 3,5-milionowej metropolii, w której żyje tylko 8 proc. katolików, nie oznacza to jednak statystycznego wzrostu Kościoła.

Chrzest

W Niemczech żyje 23,6 mln katolików – 28 proc. społeczeństwa. W 2016 r. w niemieckim Kościele katolickim ochrzczono 171,5 tys. osób, zmarło 243,3 tys. wiernych, a 162 tys. dokonało aktu apostazji (przez rezygnację z płacenia kościelnego podatku). Przeciętnie więc w Kościele ubywa 233 tys. osób.

Czy to już Kościół umierający? Według bp. Stefana Ostera SDB z Pasawy mamy w Niemczech do czynienia z kryzysem wiary, ale są też momenty budzące nadzieję. Rodzą się bowiem nowe formy duchowości, powstają małe wspólnoty. Należą do nich takie inicjatywy jak Night Fever, Dom Modlitwy w Augsburgu czy pochodząca z Francji wspólnota Emmanuel w bawarskim Altötting. Biskup Oster w swojej diecezji zainicjował program „Believe and Pray”. Co dwa tygodnie grupa 70 osób spotyka się z nim na modlitwie i czytaniu Słowa Bożego. Oster stawia na małe grupy w Kościele, bo jego zdaniem żywy Kościół to inwestowanie w konkretnych ludzi.

Bierzmowanie

Nastolatki Ruth i Gudrun śpiewają w kolońskim chórze katedralnym. Za edukację „kolońskich słowików” odpowiada Katedralna Szkoła Śpiewu. Przygotowanie do bierzmowania ma więc – w porównaniu z innymi parafiami – wysoki poziom.

– Raz w tygodniu przez dwie godziny mieliśmy zajęcia z księdzem, siostrą zakonną lub panią pedagog. Co tydzień byliśmy przepytywani z naszej wiary, czy ją znamy i czy mamy z niektórymi jej częściami jakiś problem – wspomina Ruth. – Powtarzano nam, że do bierzmowania nie musimy, ale możemy iść. Że wybór w pełnej wolności należy do nas.

A jej siostra Gudrun dodaje: – Pamiętam, że na zajęciach oglądaliśmy filmy na YouTubie o sakramencie spowiedzi.

Obie podkreślają, że mimo nieprzeciętnej szkoły katolickiej zbyt mało dowiedziały się o Kościele, a część kolegów i koleżanek przystąpiła do bierzmowania, bo rodzice tak chcieli.

Również wśród niemieckich duszpasterzy krąży powiedzenie, że bierzmowanie to uroczyste pożegnanie z Kościołem w obecności biskupa. W Niemczech na taki stan rzeczy składa się często brak pomysłu ze strony duszpasterzy, jak zafascynować młodzież Kościołem. Katechizację kandydatów do bierzmowania prowadzą często wybrani spośród parafian świeccy, bez głębszego przygotowania teologicznego. Z drugiej strony, na spotkania przychodzi młodzież znudzona Kościołem i zapędzona do bierzmowania przez rodziców. Dlatego na przykład diecezja Pasawy będzie dopuszczać młodzież do bierzmowania dopiero po ukończeniu 16. roku życia. Bp Stefan Oster tłumaczy, że „chce doprowadzić młodych ludzi do osobistej relacji z Chrystusem. Mają oni prawo dowiedzieć się od nas, jak doświadczyć przyjaźni z Jezusem i jak może ona wzmocnić i unieść ich własne życie”.

Takie podejście do młodzieży nie wszystkim się podoba. Biskup Oster, jako przewodniczący Komisji ds. Młodzieży w niemieckim episkopacie, ma już za sobą starcie ze Związkiem Katolickiej Młodzieży Niemieckiej (BDKJ), któremu zarzucił propagowanie „odchudzonej wersji Ewangelii”. Związek, który zrzesza 17 katolickich organizacji młodzieżowych i 660 tys. członków z całych Niemiec, od dziesięcioleci jest na bakier z nauką Kościoła. Teraz, mając w perspektywie watykański synod o młodzieży, zradykalizował swoje postulaty. W oficjalnym dokumencie BDKJ zażądał, by Kościół uznał, że związki przed- i pozamałżeńskie nie są grzechem, a także by uznał związki jednopłciowe i możliwość stosowania środków antykoncepcyjnych.

Na drugim biegunie znajdują się ruchy i wspólnoty charyzmatyczne, nieobecne w dyskursie publicznym, a przez to mało znane, jak np. pochodząca z Francji wspólnota Emmanuel, obecna w parafiach Monachium, Norymbergi i Münster, która stawia akcenty na przygotowanie liturgiczne i wieczory uwielbienia.

Eucharystia

Wieczór. Katedra w Spirze. Trwa Eucharystia, w której uczestniczy ok. 3 tys. młodych ludzi. Po mszy rozpocznie się adoracja Najświętszego Sakramentu, podczas której w nawach bocznych będzie okazja do spowiedzi. W tym czasie młodzi ludzie, posłani dwójkami na ulice, zapraszać będą przechodniów do odwiedzenia kościoła. Całość zakończy się kompletą i błogosławieństwem eucharystycznym. „Night ­Fever” (Gorączka nocy) – bo tak nazywa się ta inicjatywa – to właściwie żadna rewolucja. A jednak pomysł, na który wpadło w 2005 r., tuż po Światowych Dniach Młodzieży, dwoje studentów w Bonn, wypalił: inicjatywa rozprzestrzenia się w dużych niemieckich miastach i w dziesięciu innych krajach, w tym w Polsce.

„Night Fever” to jednak fenomen. Nie wszędzie w Niemczech Eucharystia jest „źródłem i szczytem” życia Kościoła. Tylko 10 proc. niemieckich katolików uczestniczy w niedzielnej mszy świętej. Zdarzają się nadużycia liturgiczne – od zmiany kolejności poszczególnych części mszy, poprzez parafrazowanie Ewangelii, czytanie „Małego księcia” i tekstów Khalila Gibrana zamiast Pisma Świętego, czytanie własnych kompozycji modlitewnych zamiast Modlitwy eucharystycznej, po zastąpienie słów konsekracji uproszczoną „opowieścią o wydarzeniach z Wieczernika” i „koncelebrze” z ewangelickim pastorem.

Na znaczenie Eucharystii w życiu wiernych w Niemczech spory wpływ wywarła teologia protestancka. Jednym z przykładów jest aktualny spór o interkomunię, czyli o to, czy i kiedy można udzielać komunii świętej niekatolickim partnerom w małżeństwach mieszanych. Debata ta dotyczy fundamentów Kościoła katolickiego i jego eucharystycznej tożsamości. W wielu rozmowach z duszpasterzami można usłyszeć kwestionowanie realnej obecności Chrystusa w Eucharystii.

Spowiedź

Sobota po południu. Maria Rosenberg, sanktuarium maryjne w diecezji Spiry. Ks. Dariusz Stankiewicz spowiada już drugą godzinę. W Roku Miłosierdzia miejscowy ordynariusz wprowadził tu regularną spowiedź. Tendencja jest wzrostowa, ale tu przyjeżdżają głównie ludzie z daleka, czyli tylko zdecydowani.

W parafiach jest inaczej. Niemcy przestali się spowiadać: – W konfesjonale siadam raz w tygodniu. Na godzinę. Czasem przyjdzie jedna starsza osoba, czasem nikt – przyznaje ks. Dariusz. Podobnie mówi ks. Thomas Braunstein, proboszcz w graniczącym z francuskim Strasburgiem Kehl. Do spowiedzi przychodzi do niego sporadycznie kilka starszych osób przed Wielkanocą lub Bożym Narodzeniem. Powodem zaniku spowiedzi jest jego zdaniem duży wpływ protestantyzmu, zanikające poczucie grzeszności i negatywne doświadczenia z konfesjonałem. Ksiądz Dariusz dodaje przyjętą w Niemczech praktykę nabożeństw pokutnych z generalnym rozgrzeszeniem. Również przeor dominikanów w Berlinie o. Michael Dillmann przyznaje, że w prowadzonej przez niego parafii ludzie spowiadają się sporadycznie: – Jest tu mała, ale stała grupa ludzi, którzy spowiadają się regularnie, a ich spowiedź za to jest głęboka i trwa dłużej – mówi zakonnik.

Podobne zjawisko zauważył ks. Braunstein w Kehl: – Około 20–25 osób spowiada się kilka razy do roku, a ich spowiedzi trwają czasem ponad godzinę.

Zanik spowiedzi w Niemczech dotknął nawet samych duszpasterzy. Według przeprowadzonych wspólnych badań pięciu uniwersytetów 54 proc. księży w Niemczech spowiada się tylko raz do roku lub rzadziej.


Czytaj także: Jezus nad Rzymem - Edward Augustyn o Kościele we Włoszech


Moi rozmówcy zgodnie przyznają, że bez tego pojednawczego wymiaru Kościoła nie ma co liczyć na jego rozwój. Zauważył to Johannes Hartl, zakładając w 2005 r. w Augsburgu Dom Modlitwy. Ówczesnemu 26-latkowi przyświecał jeden cel: wychwalać Boga przez 24 godziny na dobę. Recepta była prosta: nieustanne uwielbienie z ekumenicznym akcentem (do Augsburga przyjeżdża wielu charyzmatycznych protestantów), spowiedź i Eucharystia oraz katechezy dorosłych. Dziś do Domu Modlitwy w Augsburgu przyjeżdżają tłumy. W styczniu na międzynarodową konferencję „Mehr” (niem. – „więcej”), podczas której odbywały się katechezy, celebrowana była Eucharystia i oferowana była spowiedź, przybyło 11 tys. osób z różnych stron świata.

Namaszczenie chorych

Kościół katolicki w Niemczech prowadzi blisko 500 szpitali, oferując rocznie opiekę ponad 3,5 mln pacjentów. W 904 szkołach katolickich uczy się niemal 360 tys. uczniów, a w ponad 9 tys. katolickich przedszkoli opiekę znajduje ponad pół miliona dzieci. Miejscowa Caritas została założona w 1897 r. jako „adwokat ubogich”. Dziś pracuje w niej 617 tys. osób. Tym samym Kościół należy do największych praco­dawców w Niemczech. W ostatnim czasie niemieccy katolicy mogli się wykazać konkretną pomocą dla osób szukających azylu. W 2017 r. 35 tys. uchodźców znalazło schronienie w ponad 1,5 tys. kościelnych pomieszczeń w całych Niemczech. Kościół pomagał w łączeniu rodzin, opiekował się nieletnimi uchodźcami, wysyłając ich do szkoły, prowadził szkolenia zawodowe i poradnictwo prawne.

Wśród Niemców Kościół często jest postrzegany jako organizacja charytatywna, a nie wspólnota wierzących. Zwrócił na to uwagę Benedykt XVI podczas pielgrzymki do ojczyzny w 2011 r. Kościół, „aby wypełnić swą misję, będzie musiał nieustannie zachowywać dystans wobec swego otoczenia, w pewnym stopniu będzie musiał się odświatowić (oryg: entwelt­lichen)” – mówił. Przez siedem lat episkopat w Niemczech nie podjął debaty dotyczącej odświatowienia Kościoła. Nie pomogła też zmiana pontyfikatu i apel Franciszka podczas wizyty ad limina w 2015 r., by „nie tworzyć struktur, dla których brakuje wiernych”. Papież z Argentyny zarzucił Niemcom „nowy pelagianizm, który prowadzi do tego, że pokładamy nadzieję w administracji, w perfekcyjnym aparacie”, blokując tym samym misyjną dynamikę Kościoła. Franciszek mówił o „erozji wiary katolickiej w Niemczech” i o zaniku życia sakramentalnego, w ­szczególności sakramentu pojednania. Zadając im niejako zadanie domowe apelował, by podczas Roku Miłosierdzia (2016) biskupi podjęli w swoich planach duszpasterskich reaktywację spowiedzi. Oprócz nielicznych wyjątków większego przebudzenia Kościół w Niemczech nie przeżył.

Ostatni Zjazd Katolików (Katholikentag) w Münster pokazał, że wielu niemieckich katolików wciąż nie potrafi uwolnić się od myślenia stowarzyszeniowego, w którym istotne są struktury i gremia.

Kapłaństwo

W 2015 r. w Limburgu i Görlitz nie było ani jednego kandydata do święceń. W pozostałych diecezjach wyświęcono wtedy pojedynczych kapłanów, najwięcej, bo sześciu, otrzymało święcenia w archi­diecezji Monachium i Fryzyngi. W owym roku wyświęcono w Niemczech jedynie 58 księży. Seminaria duchowne w niektórych diecezjach – np. w Berlinie – świecą pustkami, a ich pojedynczy klerycy oddelegowani zostali na studia do innych diecezji. W tym roku w Berlinie wyświęcony został 36-letni Włoch, do święceń w przyszłym roku czeka kolejny Włoch oraz Ekwadorczyk i Polak. Cała czwórka to jednak wychowankowie berlińskiego seminarium Redemptoris Mater, należącego do neokatechumenatu. To w ostatnich latach jedyne seminarium, które nie narzeka na brak kleryków.

Zanik powołań w Niemczech ma korzenie w codziennym życiu parafialnym. Wielu znajomych księży mówi, że wierni często nie potrzebują kapłana, ale rozmówcy i ewentualnie psychologa, który pomoże im rozwiązać problemy. Do tego dochodzi fakt, że ze względu na brak księży w parafiach coraz częściej celebrowana jest liturgia Słowa, prowadzona przez świeckich, którzy na koniec udzielają również komunii. Wierni często nie odróżniają takiej formy nabożeństwa od Eucharystii. Tożsamości kapłańskiej nie wzmacnia zapewne częste publiczne kwestionowanie sensowności celibatu, dyskusja o viri probati czy skandal z nadużyciami seksualnymi, upubliczniony w 2010 r. Z najnowszych badań przeprowadzonych na zlecenie niemieckiego episkopatu przez pracownie trzech uniwersytetów wynika, że w latach 1946–2014 odnotowano 3677 przypadków molestowania seksualnego, których dopuściło się łącznie 1670 duchownych. Ofiarami byli w większości niepełnoletni chłopcy. Potrzeba zmiany pokoleniowej, by odzyskać stracone zaufanie i wiarygodność.

Brak księży w Niemczech próbuje się naprawić na różne sposoby. Jednym z nich są „księża z importu”, jak mówi się o Hindusach i Polakach. Na trochę ponad 13 tys. księży w Niemczech prawie 2,5 tys. pochodzi z zagranicy. Dodatkowo prawie wszystkie z 27 niemieckich diecezji rozpoczęły procesy restrukturyzacji i łączenia parafii. Proboszczowie rzadko już kierują jedną parafią. Najczęściej muszą objeżdżać kilka filii. Jakkolwiek restrukturyzacja ta jest potrzebna (choćby ze względu na zbyt dużą liczbę kościelnych pustostanów), nie pociąga ona za sobą automatycznie odnowy życia duchowego.

Zauważył to kard. Joachim Meisner, kiedy przechodząc na emeryturę w 2014 r. poprosił, by w diecezjalnym domu św. Maternusa odbywała się wieczysta adoracja Najświętszego Sakramentu. Następca Meisnera i jego wychowanek kard. Rainer Maria Woelki przejął i rozpowszechnił inicjatywę 24/7/52 – czyli adoracji przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i 52 tygodnie w roku. Woelki dodatkowo założył archidiecezjalną fundację Rogamus, która ma wspierać młodych ludzi w odkrywaniu swojego powołania kapłańskiego.

Małżeństwo

Andreas i Kathrin z Frankfurtu nad Menem (imiona zmienione) po dziewięciu latach żyją już w nowych związkach partnerskich: – Rozżyliśmy się – mówią i jest to chyba najczęściej powtarzany powód rozwodu.

Żyjąc w nowych związkach cywilnych, Andreas i Kathrin nadal chodzą do kościoła i nie rozumieją, dlaczego nie mogą przystąpić do komunii. Dyskusja o możliwości przystąpienia do komunii przez rozwodników żyjących w ponownych cywilnych małżeństwach trwa w Niemczech od kilku dekad. Po publikacji adhortacji „Amoris laetitia” Związek Katolickiej Młodzieży Niemieckiej wyraził radość z faktu, że w ten sposób usankcjonowana została przez Watykan od dawna obecna w Niemczech praktyka duszpasterska.

Coraz mniej par decyduje się na zawarcie sakramentalnego związku małżeńskiego. Podczas gdy w 1997 r. zawarto ponad 73 tys. małżeństw katolickich, dziesięć lat później już tylko 43 tys. Przeor dominikanów w Berlinie o. Dillmann twierdzi, że pary, które do niego przychodzą na nauki przedmałżeńskie, „najczęściej nie pojmują całej głębi sakramentu małżeństwa”. A ks. Stankiewicz wskazuje na zbyt słabe przygotowanie ze strony parafii.

– Na plebaniach mamy najwyżej dwie rozmowy z narzeczonymi. Bardziej ambitni i tak szukają rekolekcji.


Czytaj także: Wolność, równość, przeżywanie - Anna Garycka o Kościele we Francji


Jego zdaniem większość ludzi, którzy pobierają się w kościele, chce być w porządku przed Bogiem. Nie są oni świadomi głębi sakramentu i powagi sytuacji. Do tego dochodzi coraz bardziej powszechny religijny analfabetyzm. Wierni nie wiedzą, w co wierzą i dlaczego. Przewodniczący Komisji ds. Małżeństwa i Rodziny w niemieckim episkopacie abp ­Hei­ner Koch zapowiedział zmiany w procesie przygotowania narzeczonych. Chce, by przygotowanie do sakramentu zaczynało się wcześniej – już w szkole, a przede wszystkim w rodzinie.

Spojrzenie na Kościół w Niemczech przez pryzmat siedmiu sakramentów pokazuje, że znajduje się on w poważnym kryzysie, choć na pewno nie jest to stan agonalny. To czas na radykalną zmianę. Być może prorocza okaże się analiza ks. Josepha Ratzingera z 1969 r.: „Z dzisiejszego kryzysu wyłoni się Kościół, który straci wiele. Stanie się nieliczny i będzie musiał rozpocząć na nowo, mniej więcej od początku. Nie będzie już więcej w stanie mieszkać w budynkach, które zbudował w czasach dostatku. Wraz ze zmniejszeniem się liczby wiernych, utraci także większą część przywilejów społecznych. Rozpocznie na nowo od małych grup, od ruchów i od mniejszości, która na nowo postawi Wiarę w centrum doświadczenia. Będzie Kościołem bardziej duchowym, który nie przypisze sobie mandatu politycznego, flirtując raz z lewicą, a raz z prawicą. Będzie ubogi i stanie się Kościołem ubogich. Wtedy ludzie zobaczą tę małą trzódkę wierzących jako coś kompletnie nowego: odkryją ją jako nadzieję dla nich, odpowiedź, której zawsze w tajemnicy szukali”. ©

Na zdjęciu: Szafarka Eucharystii rozdaje komunię podczas ostatniego Katholikentagu, organizowanego co dwa lata wielkiego spotkania niemieckich katolików świeckich. Münster, 10 maja 2018 r.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]