Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Krowy

Któregoś lata pilnowałem krów w opustoszałej dolinie. Stado było poważne, bo czterdzieści sztuk rasy limousine.

Reklama

Krowy

Krowy

20.08.2018
Czyta się kilka minut
Któregoś lata pilnowałem krów w opustoszałej dolinie. Stado było poważne, bo czterdzieści sztuk rasy limousine.
Fot. JONATAN RUNDBLAD / ADOBE STOCK
T

To bydło ma bardzo niezależny charakter. Pasie się niemal na dziko, nie przepada za oborą i nawet zimą, zamiast pod dachem, woli spędzać czas pod gołym niebem. Nie przejmuje się również ludzką władzą i właściciel opowiadał, że nieraz musiał po prostu uciekać przed niezadowolonym zwierzęciem. Nie przejmują się też wilkami. Zbijają się ciasno chroniąc w środku stada młode i drapieżniki nie mają żadnych szans przeciw tysiąckilowym rogatym cielskom.

NIESPECJALNIE IM SIĘ NARZUCAŁEM, WIEDZĄC O TYM WSZYSTKIM. Po prostu od czasu do czasu obchodziłem trzykilometrowego elektrycznego pastucha i sprawdzałem jego stan. W gruncie rzeczy ten pastuch też był symboliczny, bo cóż to jest dla limou­sine trochę prądu, króciutkie ukłucie, a potem zerwany drut i całkowita wolność w beskidzkich ostępach. Po prostu na razie miały dość trawy.

Na noc miałem namiot albo drewnianą...

7562

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

a przynajmniej nie wszędzie - u nas, na Śląsku Cieszyńskim, pasące się na łąkach krowy to wciąż stały element krajobrazu, już nie w każdej zagrodzie, ale dalej żywo obecne - tuż za płotem mojego ogrodu, od pierwszej zdatnej do skubania trawy aż po pierwsze śniegi, pasie się co roku spore stadko, widzę je codziennie przez okno, zawsze ze dwadzieścia przynajmniej sztuk krowiej różnorodności - matki z ledwie co narodzonymi cielątkami, jałówki, młode byczki, mieszanina ras i wyznań - objadają się pod lasem ziołami, wylegują potem leniwie w cieniu drzew, gospodarz tyle, co im wodę przywozi i późną dopiero jesienią, nieraz w grudniu, siano gdy trawa już znika, jednym słowem melodia Arkadii - a później ta chwila ambiwalentnych odczuć, kiedy dostajemy od sąsiada w podzięce za tę łąkę spory kawałek młodej, różowiutkiej wołowiny, i wiemy, że lepszej i zdrowiej wyhodowanej nigdzie nie znajdziemy - ale w głowie wciąż sielski obrazek za oknem, tych cieląt ssących spokojnie wymiona matek

Eine /jedna/ Kuh /krowa/ macht /robi/ Muh /Muuu/, viele /wiele/ Kuehe /krów/ machen /robią/ Muehe /trud, albo wymyślona liczba mnoga od Muuu/ :))

w damskiej wymianie epitetów: - Ty krowo!

Uwielbiam te egzyscjonalistki

egzystencjonalistkami transcendentnymi, czy może immanują?

Poruszająco i mądrze napisane.

Przypomniał mi Pan obrazki mojego dzieciństwa. Jestem synem kułaka co tu dużo deliberować. Moje dzieciństwo i młodość nie było sielanką, w świetle dzisiejszych standardów wychowywaliśmy się w patologicznych rodzinach. Nikt nas specjalnie nie rozpieszczał, mając 5-7 lat dostałem pod opiekę stado gęsi, które wypędzałem na łąkę i pasłam calutki dzień, zaopatrzony w kanapki. Potem doglądałem, jak to pięknie Pan określił stada krów, było ich zazwyczaj od 15 do 20 sztuk. To prawda, że wszystkie miały imiona i własny temperament, mym przyjacielem, powiernikiem i towarzystwem był pies. Po całym dniu na łąkach, w domu ojciec zajmował się udojem a ja z rodzeństwem oporządzaliśmy zwierzaki. Schodziło nam do 23 nieraz, padaliśmy ze zmęczenia, nikt z nas nie miał ochoty na czytanie książek czy odrabianie lekcji. Niektórzy gospodarze zatrudniali wiejskich głupków, pastuchów do tej roboty. Na wsi o bezrobociu wtedy nikt nie słyszał. Nie czuję do tych lat jakoś sentymentu, może pozostała we mnie natura filozofa, samotnika na pewno inaczej patrze na przyrodę niż moi rówieśnicy, których rodzice pracowali w fabrykach. Oni jeździli na kolonie, dostawali paczki ze słodyczami na święta, jeździli na wycieczki szkolne. My po szkole szybciutko jedliśmy obiad i na pole, o żadnym miganiu się mowy nie było. Dalej mieszkam na wsi, choć z rolnictwem wspólnego nic już nie mam, krówek na łąkach już rzeczywiście niema. Jest jedno stadko, pędzone jest drogą biegnąca przy domostwie brata. Gdy tamtędy jadę samochodem, trzeba mocno uważać aby na łajno nie najechać, gdy zaschnie jest nie do umycia. Nie ma już we wsi pastuchów, którzy zajmowali by się bydłem, spali z nim w szałasach i oborach. Dziś liczy się standard życia, jest opieka socjalna, są zasiłki, nawet kłusownictwo się skończyło. Kto dziś potrafi zarżnąć i oporządzić świniaka. Więcej, jeszcze kilka lat temu przydomowy ogródek był standardem, nie kupiłeś marchewki, czy pietruszki w wiejskim sklepie. Dziś wszędzie rosną kwiaty, trawniki i drzewa ozdobne. Owoce ze starych drzew, które się jeszcze uchowały, spadają na ziemię i gniją. Mało komu się dzisiaj chce robić kompoty czy konfitury. Jest za to Biedronka i wiele innych zapełnionych towarem sklepów. Kto z naszych dzieci kojarzy mleko z kartonika z krową. „ Kobieta wyjęła zza pleców marchewkę, podała zwierzęciu i odsunęła się, by zrobić przejście” Ta krowa była nie tylko jej przyjaciółka, ale głownie żywicielką, emeryturą, nadzieją na spokojne jutro. Gdyby ona mogła ją zamienić na gwarancje socjalne, taką naszą wiejską emeryturę 1500 zł, nie namyślała by się ani minuty, sama zaprowadziła by ją do rzeźni.

wcale nie zanikły, u nas na Śląsku Cieszyńskim [wiem, powtarzam się;)] odbywają się w każdej wsi na bieżąco, trzeba tylko wiedzieć kiedy i u kogo a można regularnie objadać się salcesonem w świńskim żołądku, kaszankami prosto z gara, smakowitą pasztetówką, pysznymi necówkami, załapać się na ciepłe 'wyrzoski' - a gdzieś tak po tygodniu w tym samym miejscu wędliny prosto z wiejskiego wędzoka - no i niejedna spiżarnia co roku wypełniona ogrodowymi przetworami, sam właśnie od pomidorowych przecierów do lecza na cukiniach i patisonach, od powideł śliwkowych do soku malinowego codziennie skaczę i już słoików brakuje - życie jak w Madrycie, proszę Pana, albo... no, jak przed wojną +++ [a może to wszystko u nas takie trochę inne, jakby lepsze, bo tu przez wieki i aż do niedawna P o l s k i nie było?...]

jeszcze jeden smakołyk ze świniobicia mi się przypomniał, ale o ten cymes faktycznie jakby trudniej, ekstra obstalować trzeba i pilnować, by masorz i gospodyni nie przeoczyli - to pyrdolonka [u sąsiadów za Olzą 'zabíjačková polievka' albo 'prdelačka' - kto stela to zna, kto 'z Polski' - niech żałuje]

Już wiem, skąd alias Oportunista :) Pozdrawiam Szanownego Pana.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]