Rzadziej przypomnienia, że obejmując władzę w 2016 r. podjęła się najtrudniejszego zadania ostatnich dekad w Wielkiej Brytanii: przeprowadzenia brexitu. Najwięcej czasu straciła na początku – przed wyborami w 2017 r., gdy zwolennicy brexitu w jej partii nie byli tak zradykalizowani jak dziś i zanim jeszcze przywiązała się do hasła, że brexit bez „umowy rozwodowej” z Unią jest lepszy niż „zła” (czytaj: wymagająca dużego kompromisu) umowa. Potrzebę kompromisu dostrzegła późno – zbyt późno, by uniknąć upokarzających klęsk w Izbie Gmin (która trzy razy odrzuciła wynegocjowane przez May warunki) i we własnym rządzie (aż 36 ministrów podało się do dymisji).
Dziś Zjednoczone Królestwo jest podzielone bardziej niż po referendum w 2016 r. Dowód? Wynik naprędce organizowanych i przebiegających w surrealistycznym klimacie wyborów do Parlamentu Europejskiego. Partia Konserwatywna odnotowała najgorszy wynik od 200 lat, zajmując czwarte miejsce – po Brexit Party Nigela Farage’a (opowiedział się za nią co trzeci głosujący), Liberalnych Demokratach i Partii Pracy. Nowy/nowa premier będzie mieć jeszcze trudniej niż May. ©℗
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















