Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Kraje bez Chopina

Kraje bez Chopina

23.04.2018
Czyta się kilka minut
Co jest wyjątkowe w Katowicach? Że zwarty festiwal potrafi prezentować wszystko, co najważniejsze. Wszystkie gatunki. W tym wymierające: recital i koncert kameralny.
Leif Ove Andsnes, kwiecień 2017 r. GREGOR HOHENBERG
K

Kilka rzeczy odróżnia ten festiwal od innych. Po pierwsze: warunki. Wykorzystanie może najlepszej sali koncertowej w naszej części Europy, będącej nie tylko doskonałym miejscem koncertów, ale i nadzwyczajną przestrzenią spotkań. Taką salą jest NOSPR. Po drugie: sprowadzanie wybitnych orkiestr, które stają się zespołami rezydencjonalnymi imprezy. To o wiele ciekawsze i efektywniejsze artystycznie niż przywożenie orkiestry na jeden tylko wieczór. W Katowicach mogą się one pokazać z wielu różnych stron, dać się naprawdę dobrze poznać i zapamiętać. Z pewnością nie zapomnimy najdoskonalszych ubiegłorocznych koncertów orkiestrowych w Polsce, jakie w ­NOSPR dała Budapest Festival Orchestra pod dyr. Ivana Fischera, prezentując komplet dzieł scenicznych Bartóka (i to z baletową sceną zbudowaną na estradzie!). W tym roku czeka nas wizyta najlepszego zespołu ze Szwajcarii – niby nienależącego do najsłynniejszych, ale zachwycającego, ilekroć się go słucha: Orkiestry Tonhalle z Zurychu.

W repertuarze Festiwalu są więc, jak widać, dzieła symfoniczne, balety, opery, także muzyka wokalno-instrumentalna. To jednak nie wszystko. Choć bowiem ­„ledwie” 10-dniowa impreza daje tylko jeden koncert dziennie, co roku prezentuje recital wybitnego pianisty i występ kwartetu smyczkowego.

I może to właśnie jest najbardziej wyjątkową cechą śląskiego Festiwalu. Wprawdzie niekoniecznie widoczną na pierwszy rzut oka z perspektywy Warszawy, która ma swoje dwa uniwersalne i wielkie festiwale, ale na drugi rzut – także stolica może pozazdrościć Katowicom. Oferta Warszawy zamyka się w zasadzie w kręgu ciągle tych samych artystów, a w Katowicach co roku pojawiają się nowi. To tu właśnie András Schiff wykonał „Wariacje Goldbergowskie” oraz zachwycił bisem w postaci całej 30. Sonaty E-dur Beethovena (!), to tu debiutował w naszym kraju długo oczekiwany Paul Lewis.

To wydarzyło się w ubiegłym roku, w tym natomiast zagra Leif Ove Andsnes. Jako „rezydent” pojawi się zarówno w recitalu solowym, m.in. z wyjątkowymi utworami Sibeliusa, jak i z orkiestrą – w Koncercie Brittena – dopiero w sierpniu powtórzonym w Warszawie na festiwalu Chopin i Jego Europa.

Podobnie rzecz się ma z kwartetami smyczkowymi: wprawdzie można je usłyszeć i w Warszawie, i w trakcie sezonu NOSPR-u, ale na Festiwalu spotkamy się wreszcie ze znakomitym Quatuor Ebène. Program – palce lizać: Beethoven i Fauré.

Zapomniane gatunki

– a właściwie może w naszych warunkach są to gatunki zagrożone wyginięciem. Jeszcze w latach 90. filharmonie, odczuwając pewien społeczny obowiązek, wiedziały, że są nie tylko miejscem pracy muzyków orkiestrowych, lecz i instytucjami odpowiedzialnymi za życie muzyczne swoich miast. Z tego powodu choćby raz na kwartał występował tam pianista z solowym recitalem. Nie dlatego, że dyrekcja lubiła fortepian, lecz dlatego, że to jedyny sposób, by pokazać publiczności większość istniejącej muzyki. Tak się bowiem złożyło, że w całym XIX wieku fortepian był najważniejszym instrumentem: konieczne są więc solowe recitale, by można było posłuchać choćby Sonat Beethovena (których ma w dorobku, przypomnijmy, 32 – podczas gdy symfonii ledwie 9), a także 90 proc. twórczości najbardziej niegranego kompozytora w Polsce... Chopina. Niestety, bez recitali fortepianowych, których unika się jak ognia, polska publiczność ma szanse słuchać wyłącznie Chopina młodzika, dwóch granych w kółko i do znudzenia Koncertów fortepianowych. Poza poświęconymi mu w Warszawie festiwalami i konkursami Chopin w Polsce skończył się w wieku 20 lat – wyjechał i przepadł w świecie. Wszystkie mazurki, polonezy, sonaty, ballady, scherza i etiudy mogłyby zniknąć. Większość włodarzy muzycznego życia odetchnęłaby z ulgą.

Co nie oznacza, że Andsnes w Katowicach zagra recital chopinowski. Przeciwnie! Wprawdzie norweski pianista bynajmniej od Chopina nie stroni: nagrał nawet na płyty jego trzy Sonaty (bardzo udanie), w tym pierwszą, młodzieńczą c-moll, wykonywaną sporadycznie. Tym razem wprowadzi nas jednak w światła Północy, a stosunek skandynawskiego repertuaru do Chopina pozostaje cokolwiek ambiwalentny. Z jednej strony połączenie muzyki Sibeliusa – z reguły bardzo malarskiej i intensywnej emocjonalnie, a przy tym konstruowanej wieloplanowo – z twórczością polskiego romantyka byłoby stylistycznie jak najbardziej na miejscu. Odpowiednio dobrane utwory mogą się uzupełniać, dopowiadać. Z drugiej strony – i tu tkwi powód, dla którego tyle uwagi skupiam na muzyce niegranej – Chopin jest kompozytorem, który w Skandynawii właściwie nie istnieje. Nie, że jest nieszanowany – raczej nieobecny. Zadziwiające, zważywszy na rolę jego ucznia Tellefsena, później na bezpośredni wpływ na Griega albo na obecność w skandynawskim folklorze mazurkowych i polonezowych tańców o jakże znaczącej nazwie „polska” – a jednak Chopin, ogólnie rzecz biorąc, pozostaje poza zainteresowaniami muzyków z Północy. Może więc jakoś nie wypada łączyć z nim utworów Nielsena i Sibeliusa?

Zapewne, dialog dekadenckiego, późnego romantyzmu Sibeliusa, albo wręcz modernizmu Duńczyka Nielsena, z muzyką sensu stricto klasyczną, jak Sonata Beethovena (d-moll op. 31/2 „Burza” – wtórnie nadany tytuł nawiązywać ma do dramatu Szekspira) i „Klavierstücke” Schuberta, na pewno będzie nie mniej intrygujący. Przyniesie zderzenie dzieł robiących wrażenie impresyjnych preludiów z formalnie rozbudowanymi utworami, przedstawiając naprawdę szerokie spektrum pianistycznej ekspresji. Wyzwanie dla wykonawcy, atrakcja dla publiczności. A przy tym pewna przestrzeń dla swobody pianistycznego gestu, którą wprawdzie można znaleźć jeszcze u Nielsena, ale raczej nie u Sibeliusa.

Fortepiany przygodne

W przeciwieństwie do Griega, żadnego z narodowych kompozytorów pozostałych krajów skandynawskich nie kojarzymy bowiem z fortepianem. Obaj to symfonicy, Sibelius też skrzypek. Zaskakujące, zważywszy na popularność i uniwersalność fortepianu w czasie, gdy twórcy ci działali – najwyraźniej żaden z nich nie myślał koniunkturalnie.

O co szczególnie trudno byłoby podejrzewać Sibeliusa, który zaszył się w fińskich lasach i w sile wieku w ogóle przestał komponować, uznając, że doszedł do kresu możliwości wypowiedzi. A jednak ma w swym dorobku porcję utworów fortepianowych. Nie są to dzieła wielkie rozmiarami – raczej swego rodzaju „chwile ulotne” albo muzyczne obrazki, charakterystyczne portrety postaci lub natury. Kilka jest wyjątkowo ciekawych – i właśnie parę takich usłyszymy podczas recitalu Andsnesa. Zwróćmy uwagę np. na „Impromptu” z op. 97 – proste w konstrukcji, a przejmujące niczym miniaturowa ballada. Albo na „Pastuszka” z op. 58, gdzie szybka, ale zawieszana jakby znakami zapytania melodia ma w sobie tyleż energii i wdzięku, ile chwyconej w lot zadumy. Chciałoby się jeszcze, by choćby na bis zabrzmiał pierwszy utwór z intymnego cyklu „Kyllikki” – wręcz wiejący grozą – albo portret innego drzewa, świerku ­(„Granen”), śmiało mogący iść w konkury z najpopularniejszymi Preludiami Rachmaninowa.

Cały występ rozpocznie się natomiast od wielkiej „Chaconny” Carla Nielsena. O powodzeniu tej u swych źródeł tanecznej, a w przeznaczeniu iście tragiczno-patetycznej formy (stały bas, rozwijająca się ponad nim melodia – niezawodna, polifoniczna konstrukcja) wspomina na poprzednich stronach dodatku Adam Wiedemann (pisząc o passacaglii, co na jedno wychodzi) – tu do grona jej wybitnych twórców dorzucić trzeba nazwisko największego kompozytora z Danii. „Chaconna” Nielsena, rozwijająca się do gigantycznej kulminacji, patrzy zresztą bardziej w kierunku XX wieku niż wielkich wzorców przeszłości – no i nie jest utworem zapomnianym; sięgają po nią kolejni pianiści. Cały program dopełniony wszakże będzie utworami znacznie bardziej znanymi, przede wszystkim wspaniałą Sonatą ­d-moll z op. 31 Beethovena, ze sławnym, popularnym wręcz finałem, oraz trzema „Klavierstücke” Schuberta. Zwróćmy jednak uwagę i na utwór Jörga Widmanna – coraz bardziej znaczącego kompozytora z Niemiec.

Wiedeński łącznik

Beethoven połączy recital Andsnesa z koncertem francuskiego kwartetu Ebène – szczególnie interesującego zespołu, który dał się poznać intrygującymi interpretacjami nie tylko klasyki – a w Polsce wciąż jakoś nieobecnego. Ansambl zagra dwa Kwartety Beethovena (z młodzieńczych D-dur op. 18 nr 3 oraz ze średnich ­C-dur op. 59 nr 3, co oznacza iście beethovenowską dynamikę i dramaturgię), a także barwny i pełen charakteru Kwartet op. 121 Gabriela Fauré. Ciekawe połączenie, które przede wszystkim przypomni muzykę... Beethovena – jako że wiedeński klasyk jest dziś postacią, która – po pewnym odsunięciu na bocznicę w ostatnich 30 latach – wbrew pozorom wymaga już przypominania. I wcale nie jest o nie łatwo, gdyż w zasadzie tylko nieliczni artyści, jak się okazuje, potrafią sprostać jego wyzwaniom. Należy jednak do nich efektowny Quatuor Ebène – dynamiczny, niekiedy wręcz agresywny w pewnej skłonności do nadekspresji, ale zawsze świetnie podkreślający konstrukcję granych dzieł.

„Nie ilość, lecz jakość” (dokładnie: ­„Quality versus quantity”) – takie hasło nadał kiedyś Curtis Institute of Music w Filadelfii jego dyrektor, Józef Hofmann, tworząc z nowej wówczas szkoły najlepszą uczelnię muzyczną świata. Jak się okazuje: sprawdzona recepta stosuje się równie dobrze do festiwalu.©

Omawiane koncerty odbędą się 15 maja (Quatuor Ebène) i 18 maja (Leif Ove Andsnes), o godz. 19.30.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1973. Jest krytykiem i publicystą muzycznym, historykiem kultury, współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego” oraz Polskiego Radia Chopin, członkiem jury International Classical Music...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]