Reklama

Kraje bez Chopina

Kraje bez Chopina

23.04.2018
Czyta się kilka minut
Co jest wyjątkowe w Katowicach? Że zwarty festiwal potrafi prezentować wszystko, co najważniejsze. Wszystkie gatunki. W tym wymierające: recital i koncert kameralny.
Leif Ove Andsnes, kwiecień 2017 r. GREGOR HOHENBERG
K

Kilka rzeczy odróżnia ten festiwal od innych. Po pierwsze: warunki. Wykorzystanie może najlepszej sali koncertowej w naszej części Europy, będącej nie tylko doskonałym miejscem koncertów, ale i nadzwyczajną przestrzenią spotkań. Taką salą jest NOSPR. Po drugie: sprowadzanie wybitnych orkiestr, które stają się zespołami rezydencjonalnymi imprezy. To o wiele ciekawsze i efektywniejsze artystycznie niż przywożenie orkiestry na jeden tylko wieczór. W Katowicach mogą się one pokazać z wielu różnych stron, dać się naprawdę dobrze poznać i zapamiętać. Z pewnością nie zapomnimy najdoskonalszych ubiegłorocznych koncertów orkiestrowych w Polsce, jakie w ­NOSPR dała Budapest Festival Orchestra pod dyr. Ivana Fischera, prezentując komplet dzieł scenicznych Bartóka (i to z baletową sceną zbudowaną na estradzie!). W tym roku czeka nas wizyta najlepszego zespołu ze Szwajcarii – niby nienależącego do najsłynniejszych, ale zachwycającego, ilekroć się go słucha: Orkiestry Tonhalle z Zurychu.

W repertuarze Festiwalu są więc, jak widać, dzieła symfoniczne, balety, opery, także muzyka wokalno-instrumentalna. To jednak nie wszystko. Choć bowiem ­„ledwie” 10-dniowa impreza daje tylko jeden koncert dziennie, co roku prezentuje recital wybitnego pianisty i występ kwartetu smyczkowego.

I może to właśnie jest najbardziej wyjątkową cechą śląskiego Festiwalu. Wprawdzie niekoniecznie widoczną na pierwszy rzut oka z perspektywy Warszawy, która ma swoje dwa uniwersalne i wielkie festiwale, ale na drugi rzut – także stolica może pozazdrościć Katowicom. Oferta Warszawy zamyka się w zasadzie w kręgu ciągle tych samych artystów, a w Katowicach co roku pojawiają się nowi. To tu właśnie András Schiff wykonał „Wariacje Goldbergowskie” oraz zachwycił bisem w postaci całej 30. Sonaty E-dur Beethovena (!), to tu debiutował w naszym kraju długo oczekiwany Paul Lewis.

To wydarzyło się w ubiegłym roku, w tym natomiast zagra Leif Ove Andsnes. Jako „rezydent” pojawi się zarówno w recitalu solowym, m.in. z wyjątkowymi utworami Sibeliusa, jak i z orkiestrą – w Koncercie Brittena – dopiero w sierpniu powtórzonym w Warszawie na festiwalu Chopin i Jego Europa.

Podobnie rzecz się ma z kwartetami smyczkowymi: wprawdzie można je usłyszeć i w Warszawie, i w trakcie sezonu NOSPR-u, ale na Festiwalu spotkamy się wreszcie ze znakomitym Quatuor Ebène. Program – palce lizać: Beethoven i Fauré.

Zapomniane gatunki

– a właściwie może w naszych warunkach są to gatunki zagrożone wyginięciem. Jeszcze w latach 90. filharmonie, odczuwając pewien społeczny obowiązek, wiedziały, że są nie tylko miejscem pracy muzyków orkiestrowych, lecz i instytucjami odpowiedzialnymi za życie muzyczne swoich miast. Z tego powodu choćby raz na kwartał występował tam pianista z solowym recitalem. Nie dlatego, że dyrekcja lubiła fortepian, lecz dlatego, że to jedyny sposób, by pokazać publiczności większość istniejącej muzyki. Tak się bowiem złożyło, że w całym XIX wieku fortepian był najważniejszym instrumentem: konieczne są więc solowe recitale, by można było posłuchać choćby Sonat Beethovena (których ma w dorobku, przypomnijmy, 32 – podczas gdy symfonii ledwie 9), a także 90 proc. twórczości najbardziej niegranego kompozytora w Polsce... Chopina. Niestety, bez recitali fortepianowych, których unika się jak ognia, polska publiczność ma szanse słuchać wyłącznie Chopina młodzika, dwóch granych w kółko i do znudzenia Koncertów fortepianowych. Poza poświęconymi mu w Warszawie festiwalami i konkursami Chopin w Polsce skończył się w wieku 20 lat – wyjechał i przepadł w świecie. Wszystkie mazurki, polonezy, sonaty, ballady, scherza i etiudy mogłyby zniknąć. Większość włodarzy muzycznego życia odetchnęłaby z ulgą.

Co nie oznacza, że Andsnes w Katowicach zagra recital chopinowski. Przeciwnie! Wprawdzie norweski pianista bynajmniej od Chopina nie stroni: nagrał nawet na płyty jego trzy Sonaty (bardzo udanie), w tym pierwszą, młodzieńczą c-moll, wykonywaną sporadycznie. Tym razem wprowadzi nas jednak w światła Północy, a stosunek skandynawskiego repertuaru do Chopina pozostaje cokolwiek ambiwalentny. Z jednej strony połączenie muzyki Sibeliusa – z reguły bardzo malarskiej i intensywnej emocjonalnie, a przy tym konstruowanej wieloplanowo – z twórczością polskiego romantyka byłoby stylistycznie jak najbardziej na miejscu. Odpowiednio dobrane utwory mogą się uzupełniać, dopowiadać. Z drugiej strony – i tu tkwi powód, dla którego tyle uwagi skupiam na muzyce niegranej – Chopin jest kompozytorem, który w Skandynawii właściwie nie istnieje. Nie, że jest nieszanowany – raczej nieobecny. Zadziwiające, zważywszy na rolę jego ucznia Tellefsena, później na bezpośredni wpływ na Griega albo na obecność w skandynawskim folklorze mazurkowych i polonezowych tańców o jakże znaczącej nazwie „polska” – a jednak Chopin, ogólnie rzecz biorąc, pozostaje poza zainteresowaniami muzyków z Północy. Może więc jakoś nie wypada łączyć z nim utworów Nielsena i Sibeliusa?

Zapewne, dialog dekadenckiego, późnego romantyzmu Sibeliusa, albo wręcz modernizmu Duńczyka Nielsena, z muzyką sensu stricto klasyczną, jak Sonata Beethovena (d-moll op. 31/2 „Burza” – wtórnie nadany tytuł nawiązywać ma do dramatu Szekspira) i „Klavierstücke” Schuberta, na pewno będzie nie mniej intrygujący. Przyniesie zderzenie dzieł robiących wrażenie impresyjnych preludiów z formalnie rozbudowanymi utworami, przedstawiając naprawdę szerokie spektrum pianistycznej ekspresji. Wyzwanie dla wykonawcy, atrakcja dla publiczności. A przy tym pewna przestrzeń dla swobody pianistycznego gestu, którą wprawdzie można znaleźć jeszcze u Nielsena, ale raczej nie u Sibeliusa.

Fortepiany przygodne

W przeciwieństwie do Griega, żadnego z narodowych kompozytorów pozostałych krajów skandynawskich nie kojarzymy bowiem z fortepianem. Obaj to symfonicy, Sibelius też skrzypek. Zaskakujące, zważywszy na popularność i uniwersalność fortepianu w czasie, gdy twórcy ci działali – najwyraźniej żaden z nich nie myślał koniunkturalnie.

O co szczególnie trudno byłoby podejrzewać Sibeliusa, który zaszył się w fińskich lasach i w sile wieku w ogóle przestał komponować, uznając, że doszedł do kresu możliwości wypowiedzi. A jednak ma w swym dorobku porcję utworów fortepianowych. Nie są to dzieła wielkie rozmiarami – raczej swego rodzaju „chwile ulotne” albo muzyczne obrazki, charakterystyczne portrety postaci lub natury. Kilka jest wyjątkowo ciekawych – i właśnie parę takich usłyszymy podczas recitalu Andsnesa. Zwróćmy uwagę np. na „Impromptu” z op. 97 – proste w konstrukcji, a przejmujące niczym miniaturowa ballada. Albo na „Pastuszka” z op. 58, gdzie szybka, ale zawieszana jakby znakami zapytania melodia ma w sobie tyleż energii i wdzięku, ile chwyconej w lot zadumy. Chciałoby się jeszcze, by choćby na bis zabrzmiał pierwszy utwór z intymnego cyklu „Kyllikki” – wręcz wiejący grozą – albo portret innego drzewa, świerku ­(„Granen”), śmiało mogący iść w konkury z najpopularniejszymi Preludiami Rachmaninowa.

Cały występ rozpocznie się natomiast od wielkiej „Chaconny” Carla Nielsena. O powodzeniu tej u swych źródeł tanecznej, a w przeznaczeniu iście tragiczno-patetycznej formy (stały bas, rozwijająca się ponad nim melodia – niezawodna, polifoniczna konstrukcja) wspomina na poprzednich stronach dodatku Adam Wiedemann (pisząc o passacaglii, co na jedno wychodzi) – tu do grona jej wybitnych twórców dorzucić trzeba nazwisko największego kompozytora z Danii. „Chaconna” Nielsena, rozwijająca się do gigantycznej kulminacji, patrzy zresztą bardziej w kierunku XX wieku niż wielkich wzorców przeszłości – no i nie jest utworem zapomnianym; sięgają po nią kolejni pianiści. Cały program dopełniony wszakże będzie utworami znacznie bardziej znanymi, przede wszystkim wspaniałą Sonatą ­d-moll z op. 31 Beethovena, ze sławnym, popularnym wręcz finałem, oraz trzema „Klavierstücke” Schuberta. Zwróćmy jednak uwagę i na utwór Jörga Widmanna – coraz bardziej znaczącego kompozytora z Niemiec.

Wiedeński łącznik

Beethoven połączy recital Andsnesa z koncertem francuskiego kwartetu Ebène – szczególnie interesującego zespołu, który dał się poznać intrygującymi interpretacjami nie tylko klasyki – a w Polsce wciąż jakoś nieobecnego. Ansambl zagra dwa Kwartety Beethovena (z młodzieńczych D-dur op. 18 nr 3 oraz ze średnich ­C-dur op. 59 nr 3, co oznacza iście beethovenowską dynamikę i dramaturgię), a także barwny i pełen charakteru Kwartet op. 121 Gabriela Fauré. Ciekawe połączenie, które przede wszystkim przypomni muzykę... Beethovena – jako że wiedeński klasyk jest dziś postacią, która – po pewnym odsunięciu na bocznicę w ostatnich 30 latach – wbrew pozorom wymaga już przypominania. I wcale nie jest o nie łatwo, gdyż w zasadzie tylko nieliczni artyści, jak się okazuje, potrafią sprostać jego wyzwaniom. Należy jednak do nich efektowny Quatuor Ebène – dynamiczny, niekiedy wręcz agresywny w pewnej skłonności do nadekspresji, ale zawsze świetnie podkreślający konstrukcję granych dzieł.

„Nie ilość, lecz jakość” (dokładnie: ­„Quality versus quantity”) – takie hasło nadał kiedyś Curtis Institute of Music w Filadelfii jego dyrektor, Józef Hofmann, tworząc z nowej wówczas szkoły najlepszą uczelnię muzyczną świata. Jak się okazuje: sprawdzona recepta stosuje się równie dobrze do festiwalu.©

Omawiane koncerty odbędą się 15 maja (Quatuor Ebène) i 18 maja (Leif Ove Andsnes), o godz. 19.30.

Autor artykułu

Ur. 1973. Jest krytykiem i publicystą muzycznym, historykiem kultury, współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego” oraz Polskiego Radia Chopin, członkiem jury International Classical Music...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]