Kordon bezpieczeństwa

Pytania o ekonomiczne konsekwencje walki z pandemią wychodzą z błędnego założenia, że w państwie nią dotkniętym gospodarka może w ogóle funkcjonować w normalny sposób.

12.10.2020

Czyta się kilka minut

Pikieta pracowników branży scenicznej, Warszawa, lipiec 2020 r. / DAMIAN ŁUGOWSKI / FORUM
Pikieta pracowników branży scenicznej, Warszawa, lipiec 2020 r. / DAMIAN ŁUGOWSKI / FORUM

Rząd uspokaja, że o powrocie do pełnego lockdownu nie ma mowy, nie wyklucza jednak dalszych punktowych ograniczeń. Część przedsiębiorców domaga się zatem, by walkę z pandemią podporządkować gospodarce, nie na odwrót. „W końcu ktoś na te szpitale i respiratory musi zarobić” – to jeden z koronnych argumentów. Zostawmy chwilowo na boku oczywisty wątek wpływów podatkowych, bo reszta jest ciekawsza. Zwłaszcza pytanie, czy epidemiczne obostrzenia, które pozwolą utrzymywać koronawirusa pod kontrolą, nie chronią przypadkiem także gospodarki?

Kiedy znika Warszawa

Zacznijmy od liczby, która w zeszłym tygodniu nie przebiła się do opinii publicznej hipnotyzowanej codziennymi komunikatami o nowo wykrytych przypadkach koronawirusa – 171 tys. osób objętych kwarantanną. Z powodu zakażenia lub bezpośredniego kontaktu z nosicielem wirusa w przymusowym odosobnieniu przebywa lub przebywała już liczba osób równa niemal całej populacji Torunia. Objęci kwarantanną mogą oczywiście robić zdalne zakupy, korzystać z kultury online, są jednak wyłączeni z innych form konsumpcji. I na co najmniej kilkanaście dni muszą zniknąć z pracy.


CZYTAJ WIĘCEJ: AKTUALIZOWANY SERWIS SPECJALNY O KORONAWIRUSIE I COVID-19 >>>


Przy 171 tys. osób problem może się wydać marginalny. Wystarczy jednak wyobrazić sobie scenariusz, w którym pod kluczem ląduje 1,7 mln Polaków – populacja równa mniej więcej liczbie mieszkańców Warszawy. Przeciętny polski konsument wydaje miesięcznie ok. 1,8 tys. zł. Przyjmijmy ostrożnie, że objęci kwarantanną z konieczności ograniczą swoje wydatki średnio o 20 proc. Efekt? Z krwiobiegu polskiego handlu i usług znika w ten sposób ponad 600 mln zł miesięcznie. W skali roku oznacza to stratę rzędu niemal 7,4 mld zł – prawie 2,5 proc. wartości całego polskiego handlu detalicznego. Można założyć, że bez ograniczeń, jakie teraz wprowadzamy, taki scenariusz szybko stałby się bardzo prawdopodobny.

Działania ograniczające skalę zakażeń tworzą więc nie tylko kordon bezpieczeństwa wokół systemu opieki zdrowotnej. Przy okazji chronią również gospodarkę. Tymczasem pandemiczne bilanse polskich przedsiębiorców nadal ograniczają się do bezpośrednich kosztów, które firmy ponoszą przez narzucone im ograniczenia, bez uwzględnienia tego, czego się da dzięki nim uniknąć. Kilkanaście dni temu biznesmen zatrudniający ponad 3 tysiące osób zwierzał się widzom jednego serwisu ekonomicznego z kosztów zakupu płynów do dezynfekcji, które w jego firmie sięgają 18 tys. zł miesięcznie. „I my te pieniądze wylewamy dosłownie do zlewu. Bo przecież ci ludzie wychodzą potem ode mnie z fabryki, wsiadają do autobusów, gdzie poręcze kleją się od zarazków, a po powrocie do domu nikt im już nie może nakazać, żeby te ręce umyli” – skwitował pan prezes.

Pandemia, głupcze

Podobne głosy, wcale nie odosobnione, składają się dziś na chór tęskniący za czasami, kiedy lejtmotywem polskiej polityki była fraza: „to może zaszkodzić gospodarce”. Rzecz w tym, że podobnie jak inne dziedziny, także gospodarka nie może dziś liczyć na cieplarniane warunki i musi się dostosować do pandemicznej rzeczywistości.

Najmocniejszym argumentem za takim porządkiem są dane o spadku PKB. Tym, co rzuca się w nich w oczy najmocniej, jest korelacja między liczbą wykrytych przypadków COVID-19 a głębokością recesji w drugim kwartale br. Zestawienie otwiera Tajwan, który dzięki świetnie zorganizowanej służbie zdrowia i doświadczeniom wyniesionym z wcześniejszej epidemii SARS zdołał zdusić tę obecną praktycznie w zarodku. Liczba potwierdzonych przypadków nie przekroczyła dotąd 600, zaś zgonów 7. Przy tym realny spadek PKB w drugim kwartale wyniósł zaledwie 0,5 proc. Nieźle w tym zestawieniu radzi sobie także Korea Południowa oraz Litwa i Finlandia – kraje, którym w drugim kwartale udało się spłaszczyć krzywą zakażeń lub nawet znacząco zmniejszyć ich liczbę.

Relatywnie niezłe wyniki polskiej gospodarki w drugim kwartale nie mogą być w tym kontekście dziełem przypadku. PKB naszego kraju skurczyło się w tym czasie o 8,2 proc. Pomiędzy 1 kwietnia a 30 czerwca liczba nowych przypadków oscylowała jednak na średnim poziomie ok. 350-400 dziennie. Aż przyszła kampania wyborcza i rząd w pogoni za politycznymi fruktami nie tylko odtrąbił sukces w walce z epidemią, ale też zdjął niemal wszystkie obostrzenia. Jesienny skok statystyk nie jest zaskoczeniem ani polską specjalnością. Porównanie z innymi krajami – choćby z Niemcami – pokazuje jednak, że mieliśmy szanse mu w pewnym stopniu przeciwdziałać.

Tymczasem prognozy polskiego rządu zakładają, że przy obecnym tempie liczba zachorowań może wkrótce sięgnąć ponad 60 tys. dziennie. Być może uda się temu zapobiec. Pewne jest jedno – skok liczby zachorowań będzie kosztować polską gospodarkę więcej, niż kosztowałoby długie trwanie w ograniczonym reżimie sanitarnym.

Czekając na odbicie

Dane o bezrobociu przedstawione kilka dni temu przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej nie budzą na razie niepokoju – odsetek Polaków w wieku produkcyjnym zarejestrowanych w urzędach pracy nie uległ zmianie i od czerwca wynosi 6,1 proc. Ten sam obrazek w skali lokalnej staje się jednak mniej przyjemny: już w co trzecim polskim powiecie stopa rejestrowanego bezrobocia przekroczyła 10 proc. Są oczywiście na tej liście „stali bywalcy”, ale pojawili się niestety również debiutanci – wśród nich kolejne powiaty zamożnego województwa mazowieckiego, gdzie bezrobocie do tej pory utrzymywało się znacznie poniżej średniej krajowej. To również najlepsze miejsce do zaobserwowania tego, przed czym ekonomiści ostrzegają od początku pandemii – długofalowych spustoszeń na rynku pracy.

Relatywnie duży wzrost bezrobocia w powiatach Mazowsza w porównaniu z np. danymi ze Śląska jest oczywiście pochodną struktury tamtejszej gospodarki; wiele firm stanowiło po prostu zaplecze dla stołecznego sektora usług. Kiedy wiosną rząd zaciągnął mu hamulec, skutki uderzyły także w łańcuch kontrahentów. Pełne odmrożenie gospodarki ogłoszone z początkiem wakacji pozwoliło częściowo stanąć na nogi warszawskiej gastronomii, hotelom i klubom fitness, ale fala tego ocieplenia dotarła poza stołeczne rogatki już bardzo spłaszczona. Zleceniodawcy ograniczyli zamówienia i nauczyli się prowadzenia biznesu bez części usług dodatkowych, których zakup w okresie prosperity wydawał się drobnym wydatkiem.

To samo czeka cały polski rynek pracy. Autorzy raportu przedstawionego niedawno przez Polski Instytut Ekonomiczny, rządową placówkę zajmującą się analizami koniunktury, stawiają tezę, że w sprzyjających okolicznościach nasza gospodarka powróci do stanu sprzed pandemii najwcześniej w połowie 2022 r. Rynek pracy będzie dochodzić do siebie o wiele dłużej. Po tąpnięciu, jakie nastąpiło po kryzysie lat 2008-09, europejska gospodarka potrzebowała tylko trzech lat na powrót do pełnego zdrowia. Rynek pracy w UE osiągnął stan sprzed kryzysu dopiero sześć lat później.

Firmy, które przetrwają najostrzejszą fazę recesji, zapewne zwiększą też efektywność pracy, czy to wymuszając ją na personelu groźbą zwolnień, czy to inwestując w robotyzację (polskie przedsiębiorstwa mają dziś do dyspozycji spore przedkryzysowe zapasy gotówki sięgające łącznie 300 mld zł). Warto wziąć to pod uwagę, narzekając na niewygody noszenia maseczki. ©℗

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Historyk starożytności, który od badań nad dziejami społeczno–gospodarczymi miast południa Italii przeszedł do studiów nad mechanizmami globalizacji. Interesuje się zwłaszcza relacjami ekonomicznymi tzw. Zachodu i Azji oraz wpływem globalizacji na życie… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 42/2020