Reklama

Wydanie specjalne TP "Smak wolności"

Konstytucja: cena kompromisu

Konstytucja: cena kompromisu

18.04.2007
Czyta się kilka minut
Napiszę banał: obecnej konstytucji, obowiązującej od 1997 r., bez Tadeusza Mazowieckiego by nie było.
P

Projekt ustawy zasadniczej powstał, gdy dominującymi ugrupowaniami w parlamencie były Sojusz Lewicy Demokratycznej i Polskie Stronnictwo Ludowe. Nie dysponowały one jednak większością 2/3 głosów. By ją osiągnąć, musiały zawrzeć kompromis i nakłonić do głosowania za przyjęciem konstytucji jeszcze jedną partię - Unię Wolności, której przewodniczył wówczas Mazowiecki.

Sytuacja była niewesoła, bo SLD i PSL nie dość, że obciążone dziedzictwem komunistycznym, to jeszcze, im bliżej było do końca kadencji parlamentu, miały coraz słabsze poparcie społeczne. Z kolei główne autorytety publiczne, np. Kościół, szykująca się do przejęcia władzy Akcja Wyborcza Solidarność czy były prezydent Lech Wałęsa, krytykowały projekt, a czasami wzywały wręcz do jego odrzucenia, mimo że do końca prac było jeszcze daleko. Tak właśnie stało się m.in. wtedy, gdy Komisja Konstytucyjna przyjęła pierwsze pięć artykułów. Kościół, opozycja pozaparlamentarna (tworzyły ją wówczas głównie partie prawicowe) i Wałęsa odrzuciły je dla zasady - by uniemożliwić stworzenie konstytucji za czasów rządów SLD i PSL. Nie tylko według wymienionych partie te nie miały legitymacji do tworzenia ustawy zasadniczej...

Burzliwie dyskutowano np. o tym, czy zasada sprawiedliwości społecznej powinna stać się jedną z zasad ogólnych konstytucji. Podobnie jak wielu liberałów miałem wątpliwości, nie brakowało przeciwników. Jednak dla Mazowieckiego była ona zbyt ważna, na dodatek osadzona w nauce społecznej Kościoła. I to właśnie jego determinacji zawdzięczamy obecny kształt art. 2: "RP jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej". Wielką rolę premier odegrał także podczas prac nad art. 25 dotyczącym charakteru stosunków między Kościołami i związkami wyznaniowymi a państwem.

To, co najważniejsze zdarzyło się jednak tuż przed uchwaleniem konstytucji przez parlament. Potrzeba było jeszcze tzw. kompromisu zewnętrznego - by siły wzywające do odrzucenia dokumentu w referendum ostatecznie zmieniły zdanie. Bez postawy Tadeusza Mazowieckiego - opierającego się na przekonaniu, że trzeba brać pod uwagę zdanie każdego, przekonywać i dążyć do porozumienia - byłoby to chyba nie do pomyślenia. To dzięki niemu w preambule konstytucji znalazło się sformułowanie: "my, Naród Polski - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga, będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł...". Ten kompromis (warto przypomnieć, że autorem preambuły jest Stefan Wilkanowicz, który opublikował jej projekt w "Tygodniku") dla wierzących i niewierzących był niezwykle istotny; że przekonał wielu wyborców do głosowania "za" konstytucją zbyteczne dodawać.

Jednak - nic za darmo. Zakładano, że część elektoratu UW poczuje się takim kompromisem dotknięta i po prostu odwróci się od Unii. Odrzucenie konstytucji takiego ryzyka nie pociągało. Mazowiecki był świadom tej ceny - zorganizował spotkanie członków Komisji Konstytucyjnej delegowanych tam przez UW z konstytucjonalistami, by przekonać wątpiących, że trzeba i warto tę cenę zapłacić. Ani wcześniej, ani później nie widziałem w polskiej polityce, by dla dobra wspólnego przywódca partyjny i partia poświęciły bezpośredni interes polityczny. Przypomnę jeszcze tylko, że niewiele wcześniej członkowie Komisji Konstytucyjnej delegowani przez PSL i Unię Pracy zażądali sporych koncesji dotyczących praw socjalnych, warunkując głosowanie "za" przyjęciem konstytucji od wpisania do niej m.in. prawa do bezpłatnej edukacji (włącznie ze szkolnictwem wyższym) czy uznania za podstawę gospodarki rolnej rodzinnego gospodarstwa rolnego. I te koncesje przeszły...

Czy można się dziwić, że byłem poruszony postępowaniem Mazowieckiego? Zobaczyłem przecież, co to znaczy odważnie zaryzykować, poświęcić coś własnego na rzecz sprawy wyższej.

Prof. WIKTOR OSIATYŃSKI jest socjologiem i prawnikiem; specjalistą z zakresu prawa konstytucyjnego i praw człowieka, był ekspertem Komisji Konstytucyjnej przygotowującej projekt obecnej ustawy zasadniczej.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]