Reklama

Ładowanie...

Konkurs Wieniawskiego: Melodie pierwszej edycji

Konkurs Wieniawskiego: Melodie pierwszej edycji

06.10.2022
Czyta się kilka minut
Czy będziemy mieli szansę na podobne uniesienia jak w poprzednich edycjach konkursu – okaże się w trakcie najbliższych dni. Co jednocześnie powie nam, czy Konkurs Wieniawskiego dalej będzie wymieniany jednym tchem za Konkursem Chopinowskim – a może przed?
Veriko Tchumburidze podczas Konkursu im H. Wieniawskiego w 2016 roku. / FOT. ARCHIWUM MIĘDZYNARODOWEGO KONKURSU SKRZYPCOWEGO IM. H. WIENIAWSKIEGO W POZNANIU
W

Wydaje się, że o Konkursie Wieniawskiego słyszeli wszyscy. Przynajmniej kiedyś tak było, jednym tchem, choć w stałej kolejności, wymieniało się w Polsce najbardziej znaczące imprezy muzyczne: Konkurs Chopinowski, Konkurs Wieniawskiego. W tej samej kolejności też powstały i faktycznie Konkurs Wieniawskiego miał być odpowiednikiem skrzypcowym pianistycznego Konkursu Chopinowskiego. Gdy powołano go do istnienia w 1935 r., osiem lat po pierwszej edycji Konkursu Chopinowskiego, miał dyskontować jego powodzenie – przy okazji uczczenia setnej rocznicy urodzin wielkiego skrzypka. Ale czy miał też głosić podobną do Konkursu Chopinowskiego ideę? Zadaniem turnieju pianistów było przecież kształtowanie wzorca wykonawstwa muzyki Chopina i dbanie o jej pozycję w światowym repertuarze. Organizatorzy „Wieniawskiego”, na czele z bratankiem kompozytora, Adamem Wieniawskim, też chcieli podkreślić znaczenie polskiego wirtuoza skrzypiec i jego muzyki – jednak sytuacja była nieporównywalna. Utwory Wieniawskiego cieszyły się w tamtych latach, a nawet przez następne pół wieku, dużym powodzeniem – ale jednak jako repertuar popisowy, a przy tym bardziej powierzchowny, efektowny na granicy efekciarstwa. „Wyższa muzyka salonowa” – jak nazywano to na przełomie stuleci. Turniej pianistyczny służył do wyniesienia powszechnego uznania dla i tak wszechobecnego Chopina do poziomu geniuszu Beethovena – taka sama myśl przyświecała przecież powstającemu pomnikowi kompozytora w Łazienkach i szło za nim całe budowanie dumy narodowej wokół genialnego twórcy. Wieniawski nie dawał takiej możliwości. Toteż Konkurs skrzypcowy, mimo propagowania muzyki swojego patrona, nigdy nie starał się stworzyć dla niej modelu wykonawczego: brał, co najlepszego dostawał od kandydatów, którzy musieli po prostu wykazać się jako uniwersalni skrzypkowie.

Okazało się to jednak jego atutem. Pierwsza edycja przeszła do historii jako jeden z najlepszych turniejów muzycznych w dziejach: na estradzie zmierzyli się ze sobą artyści, którzy mieli należeć do czołówki wiolinistów XX wieku. Zwyciężczyni, Ginette Neveu, zostawiła niewiele nagrań, ale nadzwyczajnych: gęsty dźwięk buduje intensywne emocje, muzyka romantyczna pod jej smyczkiem kipi nimi i eksploduje – zwłaszcza w Koncertach Beethovena, Brahmsa czy Sibeliusa, ale mamy też (poza nagraniami oficjalnymi) m.in. równie wspaniałą wielką III Sonatę d-moll Johannesa Brahmsa. Karierę niesamowitej (by odpowiednie dać rzeczy słowo) skrzypaczki opóźniła II wojna światowa, a następnie przerwała tragiczna katastrofa lotnicza. Ginette Neveu zginęła w wieku 30 lat.

Dopiero II miejsce zajął na tym historycznym Konkursie Wieniawskiego Dawid Ojstrach. Jeden z największych i najbardziej uwielbianych skrzypków XX wieku, artysta, którego humanistyczna natura zdawała się nasycać słoneczny ton jego instrumentu, zapisał się w historii muzyki wśród absolutnie najważniejszych skrzypków w dziejach, nie tylko z powodu swej zachwycającej gry, ale też dlatego, że jemu właśnie dedykowanych było (a właściwie powstawały z jego udziałem), kilka muzycznych arcydzieł. Przede wszystkim I Koncert skrzypcowy a-moll Dymitra Szostakowicza – utwór-misterium, misterium przerażenia i na jego tle budowanego patosu i groteski. Uczuć, którymi żyło społeczeństwo rosyjskie w dobie stalinowskiej nocy. Koncertu a-moll Szostakowicz, wraz z Ojstrachem, nie odważyli się pokazać w momencie jego powstania (1948) – a nawet nie mieli na to szans – po raz pierwszy zabrzmiał dopiero pod koniec 1955 r. Ojstrach nie tylko miał na utwór realny wpływ, ale też dla niego Szostakowicz skomponował swe następne utwory skrzypcowe: II Koncert oraz refleksyjną, nowatorską przy tym Sonatę. Ojstrachowi także dedykował swój bardzo efektowny Koncert skrzypcowy Aram Chaczaturian.

Najmłodszą uczestniczką Konkursu Wieniawskiego w 1935 r. była pochodząca z Chełma Ida Haendel – wedle różnych źródeł jedenasto- albo nawet ośmiolatkę przywiózł na turniej ojciec, który opiekował się kształceniem swego „cudownego dziecka”. Dziewczynka zdobyła – uwaga uwaga – VII nagrodę, po czym wyjechała uczyć się dalej – u Carla Flescha, tego samego, u którego studiowała Ginette Neveu. I pewne podobne cechy znajdziemy w grze Polki – przede wszystkim intensywny, ciemny i gęsty dźwięk. Ida Haendel, szczęśliwie, mogła cieszyć się bardzo długą i bardzo piękną karierą – zmarła przed dwoma laty, w 2020, jeszcze niedawno grała i prowadziła kursy, kilkanaście lat temu parokrotnie odwiedzała też Polskę, występując – to były pamiętne koncerty.

Kolejnym bardzo młodym uczestnikiem, 11-letnim, był Józef Chasyd. Tego skrzypka niestety czekał inny los – tragiczny. Gdyby nie ciężka choroba psychiczna, która doprowadziła do izolacji, a następnie bardzo wczesnej śmierci, możliwe, że przyćmiłby wszystkich, o których mówimy. Wiedział o tym, gdy tylko go usłyszał, jeden z największych skrzypków w dziejach, Fritz Kreisler – stwierdził, że „taki skrzypek, jak Heifetz, rodzi się raz na sto lat, taki jak Chasyd – raz na dwieście”, po czym pożyczył mu jeden z własnych instrumentów. Te pół godziny wiolinistycznych drobiazgów, jakie po nim pozostały – utrwalonych, gdy miał 16 lat – stanowią do dziś właściwie niedościgniony szczyt w grze na skrzypcach. Samo niezrównane piękno tonu, do tego niezauważalna technika, służąca wyłącznie kształtowaniu płynącej naturalnie, niczym śpiew i mowa frazy – a wreszcie wyobraźnia: kto inny kiedykolwiek choćby próbował dostrzec taką dramatyczną perełkę w cukierkowej Melodii Czajkowskiego?

Chasyd już w trakcie Konkursu, na którym otrzymał zaledwie wyróżnienie, miał kłopoty z pamięcią – był to zwiastun czekającej go tragedii. Nie miał na szczęście takich problemów inny nagrodzony wirtuoz, który w życiu koncertowym chował się później niekiedy za pulpitem koncertmistrza (ale w orkiestrze Fritza Reinera!), zawsze jednak pozostawał solistą najwyższej klasy. Szkot z polskich, żydowskich rodziców, Henri Temianka należał do pierwszego pokolenia kształconego w Curtis Institut of Music i dyrektor uczelni, Józef Hofmann, pilnie doglądał jego sukcesów, śląc nawet przed Konkursem telegram do Adama Wieniawskiego, co zrobiło w Polsce ogromne wrażenie.

Temianka liczył się do faworytów Konkursu od samego początku, ostatecznie plasując się na III pozycji – i ciesząc się świetnymi recenzjami z koncertów w Polsce i napływającymi doń kolejnymi angażami. A grał w owym czasie w taki sposób:

Podczas I Konkursu fenomenalny Bronisław Gimpel uplasował się na zaskakująco odległym IX miejscu. Czy zaszkodziło mu to w późniejszej karierze – albo nie dość pomogło? Zważywszy na nadzwyczajną jakość jego gry, wydaje się, że faktycznie przeszła niedoceniona – mimo że skrzypek z powodzeniem rozwijał solową i kameralną działalność, grając bardzo szeroki repertuar ze znakomitymi partnerami. Niewątpliwie jako artysta mógł czuć się w pełni spełniony, ale jednak zaskakujące, że jego nazwisko nie figurowało regularnie na afiszach największych sal, z największymi dyrygentami i pod szyldem największych wytwórni płytowych. Mimo to nie brak nam na szczęście zapisów sztuki Gimpla, a ich pokaźna część wiąże się z Władysławem Szpilmanem, z którym tworzyli nie tylko duo, ale i znakomity Kwintet Warszawski.

To tylko wybór bohaterów z I Konkursu Wieniawskiego. Następne edycje, choć znacznie mniej licznie, też miewały swoich protagonistów. Ostatni, XV Konkurs, przyniósł oczekiwany od dawna triumf osobowości artystycznej nad sprawnością czysto mechaniczną – Veriko Tchumburidze już w piątek, na otwarcie turnieju, pokaże, czy ta inwestycja nagrody sprawdza się po sześciu latach, gdy skrzypaczka powinna pod każdym już względem osiągnąć dojrzałość.

Czy będziemy mieli szansę na podobne uniesienia w tym roku – okaże się w trakcie najbliższych dni. Co jednocześnie powie nam, czy Konkurs Wieniawskiego dalej będzie wymieniany jednym tchem za Konkursem Chopinowskim – a może przed?


https://www.tygodnikpowszechny.pl/wieniawski

Autor artykułu

Ur. 1973. Jest krytykiem i publicystą muzycznym, historykiem kultury, współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego” oraz Polskiego Radia Chopin, członkiem jury International Classical Music...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]