Reklama

Kołysanki nad uchem

Kołysanki nad uchem

03.06.2019
Czyta się kilka minut
Kiedy tuż po wyborach jesienią 1990 r. ks. Józef Tischner powiedział w telewizji, że ujawnił swoją obecność między nami homo sovieticus, miał na myśli nie tyle konkretnych ludzi, ile pewien odruch pielęgnowania złudzeń.
WOJCIECH SURDZIEL / AGENCJA GAZETA
P

Po lekturze pism Tischnera Rafał Woś pisze o swoim rozczarowaniu tym, jak autor „Etyki solidarności” mógł później sformułować i głosić koncepcję homo sovieticus w odniesieniu do postaw społecznych w pierwszej dekadzie transformacji (patrz: „TP” nr 22). Trudno z tym rozczarowaniem dyskutować. Można natomiast podsunąć kilka wątków, które inaczej pokażą kontekst, w jakim Tischner posłużył się wspomnianą figurą.

Podstawowym punktem odniesienia jest stan, w jakim znalazła się polska praca w PRL-u. Celowo używam sformułowania, jakiego używał Tischner: „polska praca”. Nie „polska ekonomia”, „polskie przedsiębiorstwa”, „polskie rolnictwo” jako pewne uogólnienia – ale to, z czym stykał się konkretny człowiek idący „do pracy”. Z opowieści, których słuchał przyszły autor „Etyki solidarności” (a miał...

13378

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dziękuję za ten tekst. Nie muszę już sam się silić, żeby przełożyć na słowa ten posmak, który mi leży na języku po lekturze artykułu Rafała Wosia.

poprzez procent od tzw. kapitału. Bo kapitałowym procentem "pracują" nie tyle bankowi depozytariusze zarobionych wcześniej "bezkapitałowo" pieniędzy, co same banki, których głównym kapitałem jest kredyt, udzielny potrzebującym na zasadzie wiarygodności w nieograniczoną kreatywność banku. Dopóki będziemy mieli taki "pracujący" procentem pieniądz pochodzącym ze społecznego Credo, to nigdy nie będziemy mieli normalnego pieniądza jako wiarygodnego i skutecznego środka wymiany towarów i usług. I permanentnie chorą pracę

Homo sovieticus przetrwał i ma się doskonale. Można go odnaleźć w instytucjach państwowych, związkach zawodowych i firmach zarządzanych przez „państwo”. Sam pracuję z człowiekiem starej daty, który całą własna energię skupia na nic nie robieniu, takich jest wielu. To oni stawiają głownie na dzisiejszą władzę, Pan Prezes, gdyby komuna nie padła, byłby prawdopodobnie dziś sekretarzem wysokiego szczebla. „ Jest takie miejsce, w którym »interes« zaczyna służyć temu, co »bezinteresowne«” Otóż takiego miejsca nie ma, nie dajemy nikomu kwiatów ani prezentów bezinteresownie. Kalkulujemy wszystko, począwszy od znajomych po uśmiech dla obcych, Tak już jesteśmy skonstruowani, że na wszystko patrzymy z perspektywy osobistej korzyści, czasami nawet odległej w czasie. Narosło wiele mitów i zakłamań dotyczących czasów transformacji, intelektualizowanie tego okresu jeszcze bardziej zaciemnia faktyczny obraz. Żyliśmy w szarym świecie, aby przetrwać i coś mieć, pracować trzeba było na legalnym etacie, który często był odskocznią do fuch. Zakłamanie pracy było tylko częściowe i jeśli ktoś potrafił pracować, radził sobie całkiem nieźle. Pisanie, że PRL był taki i owaki, pomija zazwyczaj to co najważniejsze. Zarówno wtedy, tak jak i dziś wśród nas są ludzie pracowici i totalni lenie. Ci pierwsi muszą zarobić na siebie i na tych drugich bo wartość ich głosu wyborczego jest taka sama.

i skupia się na odbudowie komuny - to jego zaplecze elektorskie, pełna zgoda - to między innymi wszyscy ci, co doskonale zdają sobie sprawę z tego, że nie dzięki swym kwalifikacjom i umiejętnościm, ale partyjnym albo rodzinnym koneksjom siedzą na stołkach państwowych firm i agencji

Było mi bardzo przykro po lekturze artykułu Pana Wosia. dzięki za ten wyważony osąd.

Jeśli poznawać Tischnera to z Bonowiczem, nie z Wosiem. Oczywiście Wosia poczytać można (każdy pisać może), z tym, że trzeba pamietać, iż nie zawsze w jego tekstach chodzi o dotarcie do prawdy, ale raczej o wzbudzenie sensacji. Tak było z tekstem o Tischnerze i tak było z tekstem o alternatywach ekonomicznych w 1989 r. Dla Wosia sprawy są czrno-białe, dla Bonowicza swiat to domminacja różnych odcieni szarości. Jednoznaczność Wosia wobec wątpliwości Bonowicza. Dobrane cytaty do z góry ustalonej tezy wobec szerokiej perpsektywy tekstów źrodłowych umieszczonych w konkretnym kontekście historycznym. Jednoznaczne sądy wobec wyważonych opinii. No cóż, ja nie mam watpliwości, stawiam na Wojtka Bonowicza.

a jak czytam, że u Morawieckiego też Woś - sprawa przybiera śmierdzący obrót...;/

Jak dobrze się stało, że doszło do publikacji pana Bonowicza. Dokuczliwa woś-trauma została przełamana i pacjenci wrócili do tischner-równowagi, che, che...

choć sądzę, że czas gdy potrafiliśmy się wzbić w refleksji na poziom ks. Tischnera minął na długo. Trudno mieć pretensje do red. Wosia - czytając jego wcześniejsze teksty niczego innego się nie spodziewałem. Jestem natomiast trochę zdziwiony, że TP zbytnio obniża poprzeczkę publikując teksty na poziomie Sztandaru Młodych. Może to duch czasu?

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]