Reklama

Nasza trauma

Nasza trauma

w cyklu Woś się jeży
19.12.2019
Czyta się kilka minut
30 lat temu uchwalono plan Balcerowicza. Tamta trauma do dziś nie pozwala naszej wspólnocie dojść ze sobą do ładu.
Rafał Woś / Fot. Grażyna Makara
W

W polskich kinach triumfy święci „Kraina Lodu II”. To film pozornie dla dzieci, ale przecież porusza także dorosłych. Nie mamy tu bowiem klasycznej opowieści o walce dobra ze złem. W tym filmie jest bardziej jak w życiu. Aby dojść ze sobą do ładu, główna bohaterka musi zmierzyć się z przeszłością własnej rodziny. A następnie przepracować i zadośćuczynić złu, które się wówczas dokonało.

Bardzo bym naszej wspólnocie życzył, żeby tak samo było z największą traumą III RP – z pratragedią leżącą u początków tego politycznego projektu. Czyli właśnie z owym pakietem 10 szczegółowych ustaw zmieniających polską rzeczywistość ekonomiczno-społeczną. Nazwanych „planem Balcerowicza” i dających początek tzw. terapii szokowej, której realizacja ruszyła 1 stycznia 1990 roku.

Formalnie za jego przygotowaniem stał zespół współpracowników wicepremiera Leszka Balcerowicza. Czyli grupa relatywnie młodych (wtedy w okolicach czterdziestki) ekonomistów, takich jak Stefan Kawalec, Wojciech Misiąg, Jerzy Koźmiński, Alfred Bieć, Stanisław Gomułka czy Jacek Rostowski. Wiadomo jednak, że inspiracja dla planu płynęła z zewnątrz: presję instytucjonalną wywierał Międzynarodowy Fundusz Walutowy, uzależniając pomoc finansową dla solidarnościowego rządu od maksymalnego otwarcia polskiego rynku dla zachodniego kapitału. Logikę terapii szokowej suflował zaś solidarnościowej wierchuszce w nieprzejrzysty i nieformalny sposób harwardzki ekonomista Jeffrey Sachs, odwiedzający Polskę w owym czasie całkiem prywatnie na zaproszenie miliardera George’a Sorosa (między kwietniem a wrześniem 1989 roku był nad Wisłą aż siedem razy).


Polecamy: Woś się jeży - autorska rubryka Rafała Wosia co czwartek w serwisie "TP"


W ciągu ostatnich lat rozmawiałem z większością współtwórców planu Balcerowicza. Każdy z nich nieco inaczej rozkładał akcenty. Narracja zmieniała się też i dopasowywała do bieżącego klimatu opinii. Gdy triumfy święciło przekonanie o bezprecedensowym sukcesie polskich przemian, pozwalali się fetować jako ci, co wybrali najlepszą drogę. Gdy pojawiała się krytyka, wracali do opowieści o bezalternatywności planu Balcerowicza. Dla wielu (choć nie dla wszystkich) uczestników tamtych zdarzeń obrona terapii szokowej stała się z czasem obroną ich własnej biografii i pomysłu na Polskę. Co do dziś znacząco utrudnia rozmowę na ten temat, w wielu przypadkach czyniąc ją wręcz niemożliwą.

Tymczasem krytyczne przepracowanie planu Balcerowicza nie miało przecież nigdy polegać na jego jednowymiarowej ocenie. Nikt nie chciał Balcerowicza i spółki z kart historii Polski wymazać. Szło raczej o to, by dopuścić rozmowę o niezaprzeczalnej traumie, jaką plan Balcerowicza w polskim społeczeństwie wywołał. To przecież oczywiste, że bez rozmowy o traumie nigdy nie uda się jej pokonać, nie wystarczy powtarzanie „byliśmy głupi”. 

Plan Balcerowicza był traumą przynajmniej na czterech poziomach.

Po pierwsze, to tam znaleźć można źródła braku szacunku dla instytucji i reguł demokracji, na które tak wielu z nas dziś narzeka. Problem polega na tym, że niejeden dzisiejszy krytyk PiS-owskich sztuczek legislacyjnych czy braku konsultacji społecznych nie dostrzega, iż to Balcerowicz i jego ludzie byli prekursorami takiego naginania demokracji do swoich potrzeb. Byli wręcz dumni, że pakiet 10 skomplikowanych ustaw udało im się przeprowadzić przez Sejm i Senat jak burza. I że prezydent Jaruzelski przed podpisaniem ustawy 31 grudnia miał tylko kilka minut na ich przekartkowanie. „Byliśmy jak barany prowadzone na rzeź. Nikt z nas nie wiedział w gruncie rzeczy, nad czym głosujemy” – napisał potem solidarnościowy parlamentarzysta Aleksander Małachowski. Tak oto działający bez demokratycznego mandatu technokraci z ministerstwa finansów zatriumfowali nad oszołomionymi przedstawicielami narodu, wyłonionymi w historycznych wyborach 4 czerwca. 

Nie chodzi tylko o samą procedurę parlamentarną. Plan Balcerowicza był przecież także dokończeniem procesu przejęcia Solidarności przez frakcję jej dawnych doradców. Pierwsza „S”, z lat 1980-81, była oddolnym ruchem robotniczym, któremu wsparcia użyczyła inteligencja. Było więc inaczej niż w roku 1968 czy 1970, gdy władzy udało się rozegrać obie te grupy przeciwko sobie. Po stanie wojennym i wyjściu „S” z podziemia coś się jednak zmieniło. Karol Modzelewski mówił o przejęciu Solidarności przez inteligentów i zaprzęgnięciu dawnego logo do realizacji ich własnego klasowego planu. Tak właśnie Solidarność z ruchu walczącego o upodmiotowienie pracownika stała się ruchem walki o prawa polityczne.


Czytaj także: Rzeczpospolita niesolidarna - rozmowa Rafała Wosia z Karolem Modzelewskim


Gdybyż je jeszcze realizowała równolegle! Ale, niestety, stały się one na pewnym etapie towarem wymiennym. Sprawy bytowe milionów Polek i Polaków pracujących w zakładach pracy okazały się drugorzędne. Balcerowicz obwieścił, że drastyczne zmiany są konieczne, a dyskutować nie ma co, bo już postanowiono. Cenę za przemiany polityczne i demokrację parlamentarną zapłacą robotnicy. Bo o ich zakłady nikt w rządzie walczył nie będzie. Dla świata pracy ta trauma trwała następnych wiele lat. Robotnicy mieli prawo poczuć się wykorzystani – no bo jakże to? W roku 1980 czy 1981 byliśmy potrzebni, więc nas hołubili. A teraz dostali, co chcieli, i nas zdradzili. Takich traum się nie zapomina.

Trzeci problem z planem Balcerowicza polega na jego legitymizacji. Aby przeforsować terapię szokową, trzeba było ludziom powiedzieć: „Jak tego nie zrobimy, to będzie katastrofa”. Takie straszenie zawsze odbywa się za cenę naginania faktów. Na przykład dotkliwa hiperinflacja, której gaszenie miało być podstawową motywacją planu. Oczywiście w myśl obowiązującej narracji była ona „odziedziczona po komunie”. Po trzech dekadach powtarzania zastygło to wręcz w dogmat, który z głów usunąć trudno. Tymczasem fakty są inne. Akurat większa część epoki PRL (lata 1957-81) to okres wręcz w historii Polski wyjątkowy, bo właściwie bezinflacyjny. Ceny zaczynają rosnąć dopiero w warunkach politycznego paraliżu wywołanego stanem bez mała wojny domowej (PZPR vs. Solidarność). Zaś pod koniec lat 80. w kierunku hiperinflacji pchają nas dopiero posunięcia rządu liberalizatorów Wilczka i Rakowskiego. Na przykład uwolnienie przez nich 1 sierpnia cen produktów żywnościowych spowodowało eksplozję hiperinflacji jesienią 1989 roku. Podobnym mitem jest „fatalny stan” polskiego przemysłu. To narracja o tyle smutna, że w gruncie rzeczy szkodząca własnemu interesowi. I będąca na rękę zagranicznym inwestorom, którzy mogli kupić majątek narodowy za niską cenę. No bo przecież przemysł był „fatalny”.

Po czwarte, plan Balcerowicza rozpoczął proces utraty wiary społecznej w posunięcia ekonomistów. Bardzo szybko krytycy wykazali wicepremierowi tzw. potrójne przestrzelenie. Plan obiecywał, że bezrobocie będzie wynosiło ledwie kilka procent. Szybko skoczyło do ponad dziesięciu. Mówił, że wielkim wysiłkiem zdławi inflację. W praktyce była ona realnym problemem jeszcze dość długi czas. Wzrost miał wrócić szybko, a tymczasem dopiero w połowie lat 90. polskie PKB wróciło do stanu z czasów Gierka. Na dodatek doszło do ostrego – i niezapowiadanego – skoku nierówności. W praktyce jednak media (zwłaszcza „Gazeta Wyborcza”) długo wyciszały wszelkie próby krytyki. Czyniąc z nich wręcz posunięcia antypaństwowe. No bo jakże to? Mamy krytykować nasz własny rząd? To także trauma, która do dziś siedzi głęboko i skutkuje brakiem zaufania części Polaków do liberalnych mediów.

Powtórzmy raz jeszcze: Leszek Balcerowicz ma swoje miejsce w historii Polski. Czas jednak ostatecznie pożegnać się z opowieścią, że jego rola jest bezsprzecznie pozytywna i tylko „mali, źli ludzie mogą ją podważać”. Plan Balcerowicza to nie jest żaden święty graal polskiej polityki. Od jego przepracowania Polska się nie zawali. Przeciwnie, może stać się miejscem lepszym i dla lepszej wspólnoty.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz ekonomiczny, laureat m.in. Nagrody im. Dariusza Fikusa, Nagrody NBP im. Władysława Grabskiego i Grand Press Economy, wielokrotnie nominowany do innych nagród dziennikarskich, np...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Świetny tekst. Sam jestem z pokolenia, które nie pamięta życia w czasach PRL, ale sporo wskazuje na to, że zwykły obywatel rzeczywiście miał wtedy dużo więcej spokoju i perspektyw, niż w latach dziewięćdziesiątych. Ten 'cud', o którym mówi Sz.P. 'eddiepolo' dotyczył niestety głównie specjalistów w większych miastach. Sam region Polski też był istotny (na południu konsekwencje, o których pisze autor, były znacznie mniej widoczne). Dobrze, że red. Woś co jakiś czas przypomina o fałszywości części liberałów i o tym, co dźwiga 'klasa robotnicza'.

sporo wskazuje na to, że podobnie jak red. Woś kompletnie n i c Pan nie pojmuje z realiów PRL-u, a fragment "zwykły obywatel rzeczywiście miał wtedy dużo więcej spokoju i perspektyw, niż w latach dziewięćdziesiątych" to mega-h u m b u g budzący co najwyżej uczucie p o l i t o w a n i a dla jego autora ⌛ w '78 rozpoczynałem studia, więc i gomułkowszczyznę pamiętam dobrze, jej otępną szarość codzienności i fajerwerki propagandowej obłudy, paraliżujące poczucie bezsilności i nieodwołalności wyroku dziadowskiego losu - późny Gierek, potem 'solidarność' i stan wojenny, wreszcie czas wielkiej narodowej smuty lat '80-tych aż do wyborów '89 to były lata, kiedy nie było m o w y o spokoju, a tym bardziej o p e r s p e k t y w a c h - dyplom broniłem w '83 z poczuciem kompletnej b e z n a d z i e i dominujące wśród nie tylko moich rówieśników, kto tylko mógł i jak tylko potrafił czmychał z tego gnijącego kraju, w mętnych ściekach po zbankrutowanej komunie walczyły o przeżycie miliony płotek, wśród nich żerowało niewielkie stadko ścierwojadów - i tyle, proszę Pana, koniec kropka, rozwijać nie będę bo autentycznie r z y g a ć mi się chce na wspomnienie tamtych z m a r n o w a n y c h moich młodych lat ⌛ odrodzenie Polski po roku '90-tym było uważam o niebo większym c u d e m, jak jedna wygrana z bolszewikami bitwa, bo dosłownie n i k t w nie nie wierzył jeszcze kilka lat wcześniej, z największego d z i a d a całego obozu dziś Polska jest jego największym m o t o r e m, i przede wszystkim dzięki reformom rządu Mazowieckiego, ci co poszli inna drogą zostali daleko za nami - głosy takie jak Pański czy red Wosia kwituję krótko: ok, c u m e l

Proszę Szanownego, sam Pan przyznaje, że nie ma doświadczeń, pewno za młody. Mogę jedynie poradzić: jeśli o czymś chce się mówić, dyskutować to trzeba tę sprawę poznać. Radzę poczytać, postudiować, popytać trochę starszych. Bez podstaw, proszę raczej nie dyskutować. Może przyda się postudiować problem przejścia od zbankrutowanej gospodarki do gospodarki kwitnącej i działającej sprawnie? Zakładając, że nikt tego wcześniej nie robił, a dookoła granic słychać tupot gotowych do przyjścia z 'przyjacielską pomocą" sąsiadów.

Moje opinie bazuję w dużej mierze właśnie na opiniach starszych. Dziwiło mnie to, ale ludzie w małych miastach i na wsiach rzadko wspominają komunę gorzej, niż lata 90-te. Te cechowały się pracą po 12 godzin dziennie, śmiesznymi zarobkami, albo brakiem pracy. Dodatkowo doszły typowe konsekwencje kapitalizmu: wychodziła fałszywość ludzi nowobogackich, konkurencja, żałosne warunki w miejscu pracy itd. Nie próbuję być adwokatem komunizmu - proszę nie zrozumieć mnie źle. Staram się raczej podpisywać pod krytyką reform przejściowych. Pod okiem polskich władz zachodnie korporacje, banki itd. grały o wpływy, niestety kosztem zwykłych ludzi. A środowiska liberalne krytyki nie dopuszczały. A słowa Małachowskiego? Dodam, że te reformy są krytykowane również ze strony kapitalistów, którzy twierdzą, że nie były one tyle kapitalistyczne, co dały do ręki władzę bankom i korporacjom. Czy uważa Pan, że to jest takie czarno-białe? Naprawdę można mówić o 'cudzie'?

ja się nie dziwię, że słyszy Pan głosy tęsknoty za PRL-em - hasło "komuno wróć" było do niedawna modne, dopóki faktycznie nie zaczęła wracać... mam na to wytłumaczenie proste - przede wszystkim człowiek ma statystycznie taką naturę, że z przeszłości woli pamiętać obrazki pozytywne, negatywy mniej czy bardziej świadomie wypiera - tym bardziej, że były to czasy m ł o d o ś c i, a te są zawsze w naszych wspomnieniach podkolorowane, pozłocone i najlepszymi perfumami skropione - po drugie, zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim w nowych warunkach było lekko - ba, komuś było?... - ale gra toczyła się wtedy o wszystko, o przetrwanie, to było klasyczne być albo nie być, odbić się od dna i przeżyć albo utonąć na dekady a może i dłużej w beznadziei marazmu, porażki - dla porównania dobrym przykładem Czechy, które jeszcze na początku lat '90-tych biły nas na głowę we wszystkich możliwych wskaźnikach ekonomicznych, dziś w zasadzie je dogoniliśmy, i nikt przy z d r o w y c h zmysłach już nie powie tak jak dawniej, że mogą być dla nas wzorem - a że nie wszyscy zdawali sobie sprawę z tragicznego stanu Polskiej gospodarki,polskiego państwa, nie mieli pojęcia, o co gra się toczy, mnie wcale nie dziwi, tacy są i dziś, tak jak tamci są jak dzieci we mgle - ktoś tu napisał, że reformy rządu Mazowieckiego były jak chemioterapia dla zrakowaciałego organizmu - ja bym to jeszcze inaczej ujął, dodał chirurgiczne c i ę c i a mające na celu wyeliminowanie w r z o d ó w i narośli zabijających gospodarkę - i tak padły PGR-y, może przy okazji likwidacji tej z z a ł o ż e n i a chorej i niewydolnej struktury usunięto tez parę procent zdrowej tkanki, trudno - tak chwała Bogu pod nóż poszła kopalnia Morcinek w Kaczycach, rozpaczliwy i idiotyczny pomysł władz końcowego PRL-u na zdobycie dodatkowych dewiz mających utrzymać upadający reżim [szkoda tylko, że więcej takich Morcinków nie zasypano...] koniec końców przeżyliśmy, dno nisko pod nami i właśnie o to chodziło i to się nam udało - i nie ma sensu myślę pisać dalej o pustej rządowej kasie w '89, o gigantycznym zadłużeniu z czasów Gierka, które jeszcze niedawno nawet Pan spłacał, to była bolesna, a przecież i tak złagodzona międzynarodowymi porozumieniami cena za te k i l k a, dosłownie k i l k a lat względnego spokoju i dobrobytu I połowy lat '70-tych...

Polacy po dekadach komuny stali się nacją mocno zróżnicowaną także pod względem zaradności życiowej i prawowitości, doskonale to zjawisko opisuje m. in. J. Hugo-Bader w swej nowej książce Audyt - poPGRowskie wsie to były i są ponoć po dziś dzień oazy zatrważającej niemoty i otępienia - i jest d r u g a strona medalu, m i l i o n y tych, co rozkładali łóżka polowe na trotuarach miast i miasteczek, starymi nyskami nocami gnali na giełdy do Wiednia i Berlina, inwestowali w swoich garażach każdy zarobiony grosz, by dziś być dobrze i godziwie żyjącymi emerytami albo nawet właścicielami dużych firm - i nikt przy zdrowych zmysłach uważam nie powie, że ci, co w ł a s n y m poświęceniem, potem i łzami reanimowali t r u p a polskiej gospodarki winni byli w tym samym czasie f u n d o w a ć kiełbaski i piwo przyglądającej się im z boku gawiedzi albo dziś nad nią w o s i o w y m i łzami płakać - a tak na marginesie, to polska bieda jest mocno przereklamowana, proszę Pana, kto po świecie trochę pojeździł ten wie, że mówienie o głodzie i nędzy w Polsce to policzek wymierzony p r a w d z i w i e głodnym i biednym, opieka socjalna państwa była i jest na poziomie zadziwiająco dla mnie wysokim, i tylko medialne przekazy epatujące tradycyjnie trupami, krwią i łzami mogą co poniektórym tworzyć ponurą wizje świata w którym żyją - ja patrzę po okolicy, i kiedy widzę obszarpanego, obrośniętego d z i a d a w moim wieku i jego dramatycznie zniszczoną żonę, wyglądających dokładnie jak 'ofiary transformacji', to jest to t e n sam co w latach '90tych alkoholik, przez ponad 20 lat na rencie k u p i o n e j jeszcze wtedy u znajomego lekarza, dziś na emeryturze rolniczej, właściciel kilkunastu hektarów i sporych zabudowań po ojcu - i parę domów dalej skromne i p r a c o w i t e do bólu małżeństwo, co odchowało w międzyczasie d w a n a ś c i o r o dzieci, dziś już samodzielnych i dorosłych, powydawanych, tych można nazwać bez wątpienia zwycięzcami w tej walce o przetrwanie, b o h a t e r a m i transformacji i paradoksalnie także s p o n s o r a m i tych pierwszych - takie proszę Pana ja mam obrazki przed oczyma, kiedy nie patrze w ekran tv

co najbardziej i najczęściej zżerało tych, co nie chcieli, nie potrafili albo nie mogli brać udziału w budowie nowej Polski, to była niestety tradycyjna polskokatolicka z a w i ś ć, ona a nie głód czy nędza najbardziej nakręcała i dalej nakręca spiralę wzajemnych animozji i pretensji, dziś wspomagana wspólnym wysiłkiem Kaczyńskiego i episkopatu, tak to widzę... na początku lat '90-tych ja też byłem przez jakiś czas zarejestrowany jako bezrobotny, wiem z własnego doświadczenia, że państwo zapewniło wtedy bardzo godziwe jak na swoje możliwości warunki opieki nad takimi jak ja - zasiłki potem już tylko malały, i bardzo dobrze, ale przez ładnych parę lat były stosunkowo wysokie - i może to własnie był błąd, bo w ten sposób system demobilizował i d e m o r a l i z o w a ł całe rzesze nieporadnych, leniwych, rozpitych, także realnie poszkodowanych, wraz z ich rodzinami - dziś wrzuca się te wszystkie przypadki do jednego worka pod tytułem, "wykluczeni" albo "ofiary transformacji" - a to jest zwykła b l a g a, bo najczęściej były to ofiary co najwyżej k o m u n y, żeby nie angażować do sprawy PB czy Losu - magicy tacy jak RW albo pojęcia nie mają o realiach tamtych czasów, albo wręcz przeciwnie, mają doskonałe, tylko podobnie jak niejaki Ś p i e w a k Jan do gry w robienie kariery, politycznej czy publicystycznej w przypadku RW, używają znaczonych kart, wierzchowca na dopingu, nie wahają się oszukiwać i faulować - to ich problem ale póki żyję będę dawał własne ś w i a d e c t w o tamtych czasów i mówił otwarcie o g ł u p o c i e albo z a k ł a m a n i u apologetów komuny, krytyków Mazowieckiego Balcerowicza - dziękujmy Bogu za tamten rząd, a mędrków jak RW ważnych i odważnych P O zawsze było i będzie na kopy, mówi się trudno

Sprawa tego, czy powinno powinno się ludziom, którzy nie podejmują się pracy, mimo że mogliby, i tym podobne problemy socjalizmu, to inny temat - może nawet filozoficzny. Niestety, mimo że kapitalizm jest lepszy dla budżetu, to dla życia społecznego nie zawsze (też nie twierdze, że to samo zło, ale socjalizm ma jednak pewne słuszne spostrzeżenia - to chyba również inny temat). Ale twierdzi Pan, że wyprzedawanie zachodowi polskich zakładów przemysłowych za bezcen było nie do uniknięcia? Przecież chore reprywatyzacje tamtego okresu są do dziś jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów owych reform. Dorabiali się na tym głównie ludzie, którzy po prostu nie bali się przekrętów - to działo się nawet u mnie w małym miasteczku. Inna sprawa tych reform dotycząca to to, o czym mówił np. Herbert (komunizm z ludzką twarzą). O ile dobrze rozumiem to stwierdzenie, to czy nie było tak, że wprowadzano 'kapitalizm' na niższym szczeblu, a na poziomie władzy nie było żadnej demokracji czy konkurencji, tylko polityczno-ideologiczne układy. - ale to również tylko wzmianka. Nie zajmuję żadnego stanowiska, jednak tych głosów nie da się zignorować.

Pan z gibkością zawodowca zmienia temat - dyskusja toczy się na temat postrzegania okresu PRL-u w przekazach tych co go doświadczyli, i tych co ich ta trauma ominęła, wrzuca Pan w niej ponoć zasłyszane, a prosto z podręcznika trolla/agitatora slogany typu "dużo więcej perspektyw i spokoju" czy "praca po 12 godzin, fałszywość ludzi", sugestia, że socjalizm był lepszy "dla życia społecznego" itepe - nie wiem, czy Pan w to wierzy, ja powtórzę: spokoju i perspektyw z e r o, praca w PRL bardzo często udawana za udawane wypłaty a po '90-tym aż do dzisiaj wciąż daleko do jej intensywności choćby w USA - fałsz owszem, był chlebem powszednim życia publicznego i nie tylko ale w PRL, życie społeczne było stłamszone narastającym od zakończenia wojny i wybuchającym co jakiś czas krwawymi rozruchami poczuciem zniewolenia, przygnębienia, beznadziei, rozpaczy i tęsknoty za w o l n y m światem itede - teraz z Pana strony kolejna typowo propagandowa wrzutka, jeszcze z sugestią że jakoby "ja twierdzę": "wyprzedawanie zachodowi za bezcen" czy "niektórzy się bogacili" ⌛ 20 lat pracowałem w jednym z tych "za bezcen wyprzedanych", prywatyzacja u r a t o w a ł a tego molocha PRLowskiego od zagłady w świecie realnej konkurencji, a był on klasycznym przykładem kumulującym niemal wszystkie grzechy tamtej księżycowej gospodarki - centralne planowanie, przerost zatrudnienia, zdemoralizowana i rozpita załoga, niska wydajność, na końcu byle jaki towar którego na półkach sklepowych i tak nie było - dziś to najlepszy w okolicy pracodawca, z załogą o połowę mniejszą i produkcją trzy razy większą zaopatrujący całą Europę w ramach systemu korporacji globalnego lidera rynku - i znów, t a k i obraz widzę kiedy nie patrzę w ekran tv - padały podmioty s k r a j n i e niewydolne i bez perspektyw, także bez chętnych na kupno, bo rzecz jasna państwo sprzedawało, i to wcale n i e za bezcen, firmy na które m o ż n a było kupca znaleźć, i po to sprzedawało, aby nie tylko dać s z a n s ę tym firmom, ale też przy okazji znaleźć środki na wypłatę choćby e m e r y t u r - bo tak była ż a ł o s n a sytuacja kraju po komunie, tak kompletnie p u s t y skarbiec - mantrę o "wyprzedawaniu za bezcen" mogą powtarzać zawistni nieudacznicy, naiwni głupcy, i rzecz jasna najgłośniej i najchętniej politykierzy próbujący na kontestacyjnej chabecie dopchać się do wymarzonego przez nich koryta [agentów obcych mocarstw nie wykluczam, ale zostawiam jako profesjonalistów na boku] - tak sobie myślę który z tych przypadków mógłby być Pana udziałem - bo skoro stosunkowo młody i pisze w TP to winien już być nieźle także historycznie i ekonomicznie wykształcony i poinformowany, a Pan leci archiwalnymi k a l k a m i... ⌛ p.s. pisze Pan "dorabiali się ludzie, którzy nie bali się przekrętów" - to zdanie to jeden wielki przekręt, proszę Pana - złodzieje i kombinatorzy byli i są na na całym świecie, także tu i teraz, i na pewno w o wiele większej niż wtedy skali - ale w Polsce w tamtym czasie był to margines, a dorabiały się głównie m i l i o n y tych, co pracy się nie bali, tylko jej chcieli i szukali, ja się nb do takich na pewno zaliczam - wielu ludzi niestety lubi szukać wytłumaczenia swych własnych niepowodzeń wśród innych albo w teoriach spiskowych, czyni tak [słusznie rzecz jasna] ten, co go okradli i pobili, ale także lenie patentowe, lekkoduchy, darmozjady, pijanice - co "wszystkim po równo" już świat przerabiał i Polska niestety też - i nie ma i nigdy nigdzie nie będzie takiej możliwości, żeby bogacili się wszyscy a nie tylko niektórzy, bo z natury rzeczy swej bogactwo w y m a g a biedy do swego istnienia - ba, oba są tego samego medalu stronami, proszę się spróbować nad tym zastanowić i Bogu dziękować, że cały ten proces polskiego z m a r t w y c h w s t a n i a się udał, i dzięki temu Pan i ja sobie możemy klikać i pisać po polsku, w Unii Europejskiej, z paszportem Schengen w kieszeni i pełna lodówką - a red. Woś albo Pan zamiast wymądrzać się na tematy sprzed dekad niech spróbują dziś, tu i teraz właśnie, rozwiązywać bieżące problemy, oferować swój wkład krwi i potu w budowę przyszłości - tylko na miłość boską, niech to nie będzie K o m u n a 2.0

Przyjmuję Pańskie opinie, ale rozumie Pan, że również rzuca Pan ogólnikami (w końcu to dyskusja pod artykułem - nie ma miejsca na rozprawy ekonomiczne). Cóż można powiedzieć na 'prywatyzacja u r a t o w a ł a tego molocha'? Nie mówię, że nie. Koniec końców prywatyzacja ratowała i trzeba było ją przeprowadzić, to jest jasne. Czy ta prywatyzacja wyglądała tak, jak powinna? Tu już opinie są podzielone. 'spokoju i perspektyw z e r o, praca w PRL bardzo często udawana za udawane wypłaty' - co to znaczy spokoju i perspektyw zero? To pewnie znaczy, że ludzie, którzy główny cel widzieli w dorabianiu się, nie bardzo mieli na to szanse. Całkiem możliwe. Nie wiem których było więcej, ale znam uczciwych ludzi, którzy po prostu chcieli iść do pracy i nie myśleć o bezrobociu czy o tym, że 'nie starczy do 1-ego'. Może ci ludzie właśnie byli wśród tych 'realnie poszkodowanych', o których pisał Pan wcześniej. Pytanie ilu było tych 'realnie poszkodowanych'. Ci 'zwykli ludzie' nie szukali wielkich perspektyw, ale spokoju. Tego nie było. Czy był w czasach PRL-u? Pewnie nie było go cały czas, ale wygląda, że mieli go trochę więcej. Pan, jako osoba po studiach, miała go pewnie mniej, bo takim ludziom PRL faktycznie nie dawał perspektyw. Ale oczywiście przyjmuję Pańskie spostrzeżenia i będę je miał na uwadze przy szukaniu innych opinii, o tamtych okresach(PRL i lata 90-te), których jest sporo i pewnie w każdej jest trochę prawdy. Dodam, że czasami wypowiadam się na łamach TP, żeby dostać nowe spojrzenia na różne sprawy. Staram się nie izolować na jedną stronę, tylko szukać opinii wszędzie i konfrontować je ze swoim obecnym stanem wiedzy. Szukam prawdy - politykierem, ani zawistnikiem raczej nie jestem. Naiwnym głupcem? Nie wiem.

Pan raczej nie potrafi sobie wyobrazić jaki to był powszechny ferment w kraju, wściekłość i rozgoryczenie przeszło trzema dekadami komuny, uczucia które doprowadziły do wybuchu masowych protestów, strajków, dziesięciomilionowej solidarności - wszystko po i pomimo pamięci brutalnego tłumienia podobnych wydarzeń w przeszłości... nie ma sensu faktycznie opowiadać o jednostkowych przypadkach, w PRL-u była całkiem spora grupa uprzywilejowanych i znacznie ponad siermiężną średnią żyjących, głównie funkcjonariuszy partyjnych, urzędników aparatu władzy, milicjantów, agentów służb, zawodowych wojskowych, górników itepe - ale choćby skala społecznego masowego buntu z roku '80 i dalej powinna dać Panu/i do myślenia i nakazywać ostrożność przy wysłuchiwaniu hymnów pochwalnych socjalizmu w PRLowskim wydaniu - no nie, nie dla zabawy ludzie wtedy na ulice wyszli narażając także swoje życie

red. Woś wie o traumie tamtych czasów tyle, co kura o gwiazdach - ci, którzy p r z e ż y l i bolesne doświadczenia PRL-u, jego apokaliptycznej końcówki w latach '80-tych, a potem faktyczny c u d zmartwychwstania gospodarczego po reformach przeprowadzonych przez rząd T. Mazowieckiego, mogą red. Wosiowi tylko gratulować, że go ominęły tamte doświadczenia i życzyć, by mu ideologiczne fantazmaty przestały zagłuszać rozum i zdrowy rozsądek - takie jak red. Wosia teksty to klasyka propagandowego bełkotu niespełnionych mędrków

Ślepy mądrzej pisze o kolorach, niż Red. Woś o sytuacji gospodarczej w PRL.

Lubimy się spierać kto jest fajny a kto nie, czy z tego cokolwiek wynika? Mamy jeszcze jedną ciekawą cechę, z ewidentnych porażek robimy sobie sukces i go celebrujemy.Chyba nie tylko ja mam takie coś co w głowie siedzi, że wypiera kiepskie doświadczenia i przerabia je w coś całkiem fajnego. Ponoć co siedem lat nasza świadomość tworzy sobie na własny i innych użytek nową historię. Niewątpliwie po 89 roku ubiegłego wieku nastąpił cud i to w skali całego narodu, mianowicie nastąpiło nawrócenie na masową skalę. Dotknęło ono większość działaczy starego systemu, głownie ludzi wykształconych, tak zwane elity. To oni zajęli niebawem pierwsze ławy nie tylko w kościołach, ale zapchali sobą wszystko co było do zapchania. Nastąpiła odnowa, jak to określił kiedyś Laskowik, stare zaczęło działać od nowa. Takim produktem był między innymi Balcerowicz, wtenczas jeszcze młody, a dzisiaj jest nim Prezes i jego ferajna. Ci ludzie na wskroś przesiąknięci są komuną, bez względu na to co deklarują. Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, traum i takich tam bzdur, nic z tego nie wynika. Mamy tu i teraz i tylko to się liczy, co będzie za tydzień, rok , dziesięć lat, niech zajmują się tym typki pokroju jasnowidza Jackowskiego, albo lepiej wróżbity Macieja. By żyć po ludku muszę zarobić na rachunki, wikt i opierunek jak to pięknie powiadają, nic mi po przeżytych i wyimaginowanych traumach, straconych okazjach niewykorzystanych możliwościach.

Oczywiście iż lata 90. to przede wszystkim okres lęku o utrzymanie rodziny, mieszkania, pracy (innej nie było). Zagrożone były podstawy egzystencji przeciętnej rodziny. I znowu obiecywano, że szok będzie przejściowy, a niebawem będzie tylko lepiej. I było, tylko że dla mniejszości (10-20%). „To lepiej” dla większości społeczeństwa miało trwać kolejne 2 dekady! A właściwie prawie 3, bo dopiero od 4 lat (tak!) wielu rodaków odzyskuje utraconą wtedy godność!!! Jaka to wolność, bez środków do utrzymania (życia)? Przy okazji, entuzjazm to był, ale w roku 1956 i 1980. W roku 1989 była tylko nadzieja… Kto zainteresowany, proszę: https://antyliberalny1.blogspot.com/2019/06/kleska-solidarnosci.html https://antyliberalny1.blogspot.com/2017/10/socjalizm-dla-bogatych.html https://antyliberalny1.blogspot.com/2018/01/tak-to-widze.html

Redaktor Woś w trosce o wyleczenie traumy posługuje się sposobami, które terapeuta by odrzucił, mianowicie opowiada pacjentowi rzeczy nieprawdziwe albo sugeruje nieprawdy. 1. Inflacja w Polsce w latach 56-81 była niska, bo w gospodarce, gdzie ceny są centralnie regulowane, państwo decyduje, na jaką inflację się zgadza. Ale nie był to "okres bezinflacyjny". Ostatnie lata z tego okresu "beinflacyjnego" miały inflację taką: 1978 - 8,1%, 1979-7%, 1980-9,4%. 2. Inflacja na jesieni 1989 tylko w drobnej części wywołana była uwolnieniem cen żywności, jej podstawowym powodem był gigantyczny i rosnący deficyt budżetowy, co wówczas nazywało się "nawisem inflacyjnym". 3. "Podobnym mitem jest „fatalny stan” polskiego przemysłu." To mit? Dlaczego Polonez, który po 1990 kosztował połowę tego, co podobnej klasy Corolla czy Golf, doprowadził FSO do upadku a nie do wspaniałego wzrostu? Dlaczego nikt nie chciał go kupować, ani w kraju ani za granicą? Polski przemysł produkował albo zbyt drogo, albo niedostatecznej jakości, albo rzeczy przestarzałe, albo wszystko razem. Gdyby było inaczej, to w warunkach konkurencyjnej gospodarki, gdy nasze płace były kilkakrotnie niższe niż w Europie, a energia elektryczna też tańsza, nasze towary podbiłyby świat. Mitem jest to, że polski przemysł był nowoczesny i znakomity - jak widać propaganda sukcesu z okresu Gierka trzyma się dobrze. 4. Redaktor Woś zapomninał wspomnieć o jednej drobnostce: w 1989 Polska była praktycznie bankrutem, ponieważ nie była w stanie spłacać 30 mld dolarów zadłużenia, sumy wówczas niewiarygodnie wielkiej w stosunku do możliwości eksportowych. Gdyby nie plan Balcerowicza w 1990 musiałaby ogłosić bankructwo. Balcerowicz nie zgodził się na wstrzymanie spłat długu (wbrew opinii Sachsa) i udało mu się wynegocjować rozłożenie spłat, które musieliśmy przez kilkanaście lat płacić, co się na sytuacji finansowej ludzi też odbijało. 5.Wzrost gospodarczy zaczął się po roku, od 1991, tak jak było obiecywane. 6. To,że bezrobocie i inflacja były wyższe i dłużej trwały niż obiecywano, to nie wynik świadomych kłamstw Balcerowicza i jego ekipy, jak sugeruje redaktor, tylko totalnej niepewności w warunkach eksperymentu gospodarczego bez precedensu: przechodzenia z gospodarki planowej do rynkowej. Owszem, Balcerowicz był zbyt optymistyczny, jak się okazało, ale tak na ogół jest z politykami, którzy wdrażają reformy i całe szczęście. Jakby byli pesysmistyczni, to by nic nie zrobili. 7. A w ogóle, to skąd redaktor Woś wie, że była trauma? Jakieś są badania na ten temat czy po prostu redaktorowi się reformy Balcerowicza nie podobają, bo wolałby system gospodarki planowej, który planowo zapewni dobrobyt? Co nie znaczy, że uważam, że wszystkim w Polsce po 1989 r. zyło się świetnie, było wielkie bezrobocie, dużo ludzi żyło biedniej niż poprzednio - ale nie ma co wmawiać,że społeczeństwo przeżyło traumę. Owszem, można ludziom wmawiać, że tak było i jeśli się dobrze postarać, to uwierzą - jak to w wielu miejscach można przeczytać - że komunizm był okresem dobrobytu i tylko machinacje MFW doprowadziły do nędzy, w której żyją dzisiaj Polacy.

w moim przekonaniu bezalternatywnego, miała wiele wad oczywiście, również i poważnych, ale to co wypisuje red. Woś to dyskwalifikuje go i jako dziennikarza, i jako historyka, o ekonomii nie ma co mówić. Poziom spod budki z piwem. Ot taki cytat: "Akurat większa część epoki PRL (lata 1957-81) to okres wręcz w historii Polski wyjątkowy, bo właściwie bezinflacyjny. Ceny zaczynają rosnąć dopiero w warunkach politycznego paraliżu wywołanego stanem bez mała wojny domowej (PZPR vs. Solidarność). Zaś pod koniec lat 80. w kierunku hiperinflacji pchają nas dopiero posunięcia rządu liberalizatorów Wilczka i Rakowskiego. Na przykład uwolnienie przez nich 1 sierpnia cen produktów żywnościowych spowodowało eksplozję hiperinflacji jesienią 1989 roku." No prawda, maluch cały czas kosztował 67 tys. pralka automatyczna - 10,5 tys. szynka cały czas 70 zł, tylko, spróbował kto to wszystko w tych cenach kupić. I uwolnienie cen spowodowało hiperinflację!!! Jaka to ekonomia?

przypomnę, że w tej Wosiowej mitycznej krainie ogłaszane przez rząd podwyżki cen kończyły się rozruchami na masową skalę i ofiarami śmiertelnymi, a reglamentacja nawet podstawowych towarów żywnościowych zaczęła się już w połowie Gierka, by we wspomnianym '81 osiągnąć monstrualne apogeum - pisanie w tym kontekście o gospodarce "bezinflacyjnej" to pisanie [delikatnie mówiąc] b e z r e f l e k s y j n e

Moim zdaniem plan. Balcerowicza był jak chemioterapia w leczeniu raka. Straszne efekty uboczne ale skuteczny. Ja żyłam w PRL i w latach 90. To co się wtedy w latach 90 działo miało wielki zastrzyk energii i nadziei po beznadziejnych szarych latach 80. Dla mnie w większości spelnionych

warto chyba przypomnieć lewitującemu w obłoku absurdu red. Wosiowi, że PB oprócz kapitalizmu wymyślił także s o c j a l i z m, długo przed zauroczonym nim dziś redaktorem - niestety, ten boski eksperyment zakończył się kompletną klapą, i niestety przed narodzeniem się redaktora - zresztą podobnych RW 'geniuszy ekonomicznego intelektu' było przed nim wielu, ich szczątki rozrzucone są po ś m i e t n i k a c historii i muzeach ślepych ścieżek i upadków ludzkości

Po tych tekstach Redaktora nawet jak ktoś był nieco krytyczny wobec planu Balcerowicza niechybnie stanie się jego apologeta.

Pan red. Woś po prostu żyje w błogim przeświadczeniu, że "było socjalizmu nie ruszać, bo to miód malina..."

Pan Woś jest taki ładny...

Zgadzam się, że ładny i rebel na dodatek. A teraz ad meritum. Naprawdę nie da się opisać tamtej zmiany z pomocą tych czterech dystynkcji. Trochę więcej szacunku dla tamtej rzeczywistości i jej złożoności. Wszyscy (chyba) mieli słabe pojęcie, co tak w rzeczy samej się wtedy działo; czytaliśmy szybko zaległe lektury, które wcześniej były niedostępne. Wreszcie nie rekwirowali ich na lotniskach i granicach lądowych i morskich. Poza samizdatem było to bardzo ograniczone. Teraz jest łatwo być Besserwisserem. Życie wtedy było zgrzebne, choć oczywiście miało też swoje uroki i piękności takie trochę biologiczne i naturalne. Zielone jest zielone. Jednak oparte było na opresji szczególnie wobec jednostki. Nie będę tu pisał studium tego okresu przemian ze wszystkimi jego nadziejami, sukcesami i porażkami - do tego Pan aspiruje! To niech się Pan weźmie do roboty, zostawi swoje konceptualne schematy i napisze cykl monografii na ten temat. Jak by Pan pochodził po Polsce tamtych czasów (ja chodziłem), to zobaczyłby Pan, że było już ich wtedy wiele. I naprawdę nawet Woś nie dał by rady a co dopiero taki Balcerowicz.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]