Reklama

W sprawie Tischnera i Balcerowicza

W sprawie Tischnera i Balcerowicza

17.08.2019
Czyta się kilka minut
Jest rzeczą znamienną, świadczącą o zamęcie w naszej pamięci i świadomości narodowej, że po 30 latach nie potrafimy w pełni docenić Leszka Balcerowicza i tych, którzy kontynuowali jego reformę.
Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
W

W „Tygodniku Powszechnym” (nr 22, 2 czerwca 2019) ukazał się artykuł Rafała Wosia „Homo sovieticus po latach”, który jest oskarżeniem ks. Józefa Tischnera, że nie rozwinął swej „Etyki solidarności” tak, by przystawała do czasów polskiej transformacji. Autor zarzuca też Tischnerowi, że inspirowany przez Zinowiewa odniósł do Polaków w okresie wielkiej przemiany pojęcie „homo sovieticus” (czyli człowieka pełnego roszczeń, gotowego do obwiniania innych, chorobliwie podejrzliwego i niezdolnego do poświęceń). Tischner, podobnie jak inni nieufni i niechętni wobec kapitalizmu (zwłaszcza Mazowiecki i Kuroń), poparł wtedy reformy Leszka Balcerowicza. 

Woś nie może mu jednak darować, że wolał dyskutować z liberałami, zamiast pisać o etyce pracowników. Mam jednak wrażenie, że publicysta „TP” nie wie i nie czuje, o co wtedy szła walka, nie rozumie ówczesnych dylematów i ogromnych zagrożeń, których udało się uniknąć, ale których nie uniknęli nasi sąsiedzi.


Czytaj także: Rafał Woś: Homo sovieticus po latach


1. Założeniem i celem transformacji – doraźnie nie były to takie czy inne założenia teoretyczne, ale wyjście gospodarki ze stanu bankructwa (50 mld dolarów długu i żadnych nadwyżek w eksporcie) oraz wdrożenie przedsiębiorstw do gospodarki wolnorynkowej. Miliony pracowników i setki tysięcy kierowników nie znało takiego sposobu gospodarowania, a w każdym razie od 45 lat pracowało w gospodarce nakazowo rozdzielczej, gdzie liczył się nakaz władzy, a nie efekt, czyli zysk z promocji i sprzedaży oraz niższe koszty pracy, materiałów, obiektów, energii, transportu itd. Marnotrawstwo było niebywałe. Wydajność pracy nie sięgała 1/3 wydajności pracowników w Europie Zachodniej.

Na początku było sporo zakładów, które nie potrafiły się uwolnić z tej „nakazowości”. Spotkałem takie na Śląsku. Kilkaset zakładów (na ponad 8 tysięcy) padło. W większości były tak przestarzałe i zrujnowane, że trzeba było je szybko zlikwidować, by nie obciążać innych. Część zakładów dawała sobie jednak nieźle radę (2-3 tysiące), ale los 3-4 tysięcy przedsiębiorstw stał pod znakiem zapytania. Wymagało to wielkiego wysiłku załóg, kadry i władz, by je uratować. I to był najważniejszy motyw wielkiej reformy: nie tyle jakieś zasady czy modele „chicagowskie”, ile ratowanie i przetrwanie trzonu przedsiębiorstw, wyjście ze stanu bankructwa i uzyskanie swobody handlowej. Udało się. Przedsiębiorstwa na ogół wytrzymały szok wolnego rynku. Już po 2-3 latach struktura handlu zagranicznego uległa radykalnej zmianie: z ok. 20 proc. eksportu do krajów UE doszliśmy już do 60 proc. ZSRR w tym czasie zbankrutował, a na Ukrainie i w Rosji padło wtedy sporo przedsiębiorstw.

2. Czechosłowacja i Węgry miały sytuację zdecydowanie lepszą od naszej, ale nie ustrzegły się pośpiesznej prywatyzacji, podobnie jak kraje b. ZSRR, co spowodowało oligarchizację gospodarki, bo zakłady oddawano tanio lub bardzo tanio. U nas prywatyzacja przebiegała powoli, ale na ogół racjonalnie. Nasi sąsiedzi osiągali też znacznie wolniejszy wzrost niż Polska.

3. Pamiętajmy przy tym, że byliśmy jednym z najbiedniejszych krajów w Europie, wyniszczonych przez wojnę, opóźnionych i osłabionych nieudolną gospodarką stanu wojennego. Wg obliczeń mojego ośrodka ekspertów KK „Solidarności”, a także szacunków Biura Analiz Sejmu, przerosty zatrudnienia wynosiły wtedy w naszej gospodarce co najmniej 2 do 2,5 miliona ludzi. Był to ogromny balast dla rozwoju, ale my, „okrutni reformatorzy” broniliśmy twardo tego przerostu zatrudnienia. Urzędnicy wyżsi i niżsi w centrali i w terenie mieli zadanie „obrony zatrudnienia” i dość skutecznie to realizowali. Znamiennym dowodem na to jest statystyka zmian w wydajności pracy: do 1993 r., a nawet 1994 r. wydajność pracy spadła nawet o parę punktów. Pomimo znacznej poprawy gospodarowania, ten przerost zatrudnienia, czyli ludzie niepotrzebni z braku doinwestowania, byli wielkim balastem gospodarki. Chroniliśmy ich długo. Dopiero po roku 1995, przy większym napływie inwestycji zagranicznych te przerosty zaczęły szybciej spadać, a wydajność pracy zaczęła szybciej rosnąć.


Czytaj także: Kołysanki nad uchem - polemika Wojciecha Bonowicza z Rafałem Wosiem


4. Korzystaliśmy z rad zachodnich ekspertów, ale nie wszystkie radykalne propozycje były przyjmowane. W walce z inflacją nie zastosowano np. pełnej blokady wzrostu płac. Walka z inflacją trwała długo (8-9 lat). Została wygrana, ale cały czas rządy i „solidarnościowe”, i „postkomunistyczne” starały się ostrożnie i dość skutecznie nie obciążać nadmiernie kosztami społeczeństwa.

5. Społeczeństwo w większości akceptowało i rozumiało sens wolnego rynku, który działał coraz sprawniej. Było tak mimo poważnego obciążenia startu transformacji w 1989 r. przez ostatni komunistyczny rząd Rakowskiego, który godził się na podwyższanie inflacyjne płac w wielu zakładach oraz znacznie podwyższył ceny skupu dla rolników, co od razu wywołało ostrą inflację. Rolnicy po początkowych zyskach stracili dużo z powodu niskich cen importowanej żywności. Mimo to pamiętajmy też, że powstanie w 1993 r. postkomunistycznego rządu Pawlaka nie było wynikiem wrogości Polaków do transformacji, bo rząd ten miał tylko 35 proc. poparcia wyborców, ale „solidarnościowcy”, którzy mieli większość wyborców za sobą, nie mieli większości sejmowej, bo część małych grup „solidarnościowych” nie przekroczyła progu wyborczego i nie weszła do Sejmu.

Udana transformacja i szybki wzrost gospodarczy umożliwiły nam wejście do NATO i UE, co zwłaszcza w tym drugim przypadku nie było początkowo dla Zachodu oczywiste. Ostatnie 15 lat umocniło naszą pozycję gospodarczą w Unii. Przekroczyliśmy już poziom 70 proc. średniej wydajności czołowych krajów UE. I jesteśmy jednym z jej silniejszych gospodarczo  krajów. Czy było warto podjąć ryzyko radykalnej transformacji, widać najlepiej przy porównaniu z krajami b. ZSRR, a także Rumunią i Bułgarią.

Jest rzeczą znamienną i świadczy o zamęcie w naszej pamięci i świadomości narodowej, że po 30 latach nie potrafimy w pełni docenić Leszka Balcerowicza i tych, którzy kontynuowali jego reformę, a także tych przywódców i autorytetów moralnych, którzy go wsparli.

Andrzej Wielowieyski (ur. 1927) był w czasie II wojny światowej żołnierzem AK, a w PRL działaczem opozycji demokratycznej i uczestnikiem obrad Okrągłego Stołu. W III RP wieloletni poseł, senator i europarlamentarzysta. Kawaler Orderu Orła Białego.

 

 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Szanowny Autorze Pan Leszek Balcerowicz opracował i wdrożył Plan zmian w Polsce (określany następnie jako tzw. plan Balcerowicza), przygotowany pod wpływem doktryny Jeffreya Sachsa (z Uniwersytetu Harvarda), który umożliwił rozpoczęcie szybkiego programu reform. W ciągu półtora roku doprowadzono do zdławienia hiperinflacji z poziomu 685,8% (1990) do 60% rocznie, urealniono kurs walutowy złotego, wprowadzono jego wewnętrzną wymienialność, przeprowadzono reformę bankowości, zrównoważono detaliczny rynek wewnętrzny, rozpoczęto reformy podatkowe i ubezpieczeniowe, które były później kontynuowane przez kolejnych ministrów. Ale kto o tym dziś mówi? Współcześni politycy (niezależnie od poglądów ideologicznych) nie mają pojęcia o tym, jak wiele my Polacy zrobiliśmy dla Polski i dla Polaków, a nawet dla Europy i Świata. W genach mamy zakodowaną nienawiść dla samych siebie. Własnych autorytetów nie uznajemy. Jesteśmy dla siebie nieobiektywni. Wystarczyła jedna kadencja obecnie rządzących, aby mentalnie przekreślić 35 -40 lat dorobku polskiego społeczeństwa w walce, pracy i przedsiębiorczości do zbudowania tego co mamy - coraz bogatszej Polski goniącej w zawrotnym tępie najbogatsze kraje europejskie. Przed czterema laty mottem wyborczym wyborów prezydenckich, a pół roku później parlamentarnych stało się hasło „Polska w ruinie”. Zapomnieliśmy, że potęgi państwa nie buduje się kupowaniem wyborców, populistycznym paplaniem i ich okłamywaniem, tylko mądrym zarządzaniem i ciężką pracą wszystkich dla wszystkich. Wielki Pan Leszek Balcerowicz także pomógł w zwycięstwie wyborczym ekipy zjednoczonej prawicy publikując sławny zegar zadłużenia publicznego Polski i komentując negatywnie rządzenie ówczesnej koalicji PO-PSL. Nie podkreślał, że wczasie rządów ekipy Tuska Polska jako jeden z nielicznych krajów UE zachował prawie 2% wzrost gospodarczy podczas kryzysu finansowego USA I Świata. Gdzie jest teraz Pan Leszek Balcerowicz. I jego zegar. Niezależnie od zasług Pana Balcerowicza w przeprowadzeniu transformacji ustrojowej i gospodarczej w Polsce po latach demokracji ludowej i uzależnienia od ZSRR, Pan Leszek Balcerowicz nie posiadał talentu politycznego. Będąc przewodniczącym Unii Wolności doprowadził ją do upadku i zniszczenia jej dorobku. To samo robi teraz z swoim niewątpliwie wielkim dorobkiem menedżerskim i naukowym, który niszczy za pomocą nieprzemyślanych wypowiedzi. Szkoda! Co do księdza prof. Tischnera - to za wcześnie odszedł do Wieczności. Dziś byłby wstanie udowodnić, że nadal czerpiemy ze spuścizny „homo sovieticus”. Trwa intensywna odbudowa państwa o ustroju pro sowieckim. Mam obawę, że polskie społeczeństwo nie potrafi się oderwać od PRL-owskiej zasady: „czy się stoi , czy się leży - 500+ się należy”. No i lubimy dokopać sąsiadowi, zarówno temu obok naszego domu, jak i temu narodowemu obok granic naszego państwa. Zawsze kochaliśmy Amerykę i woleliśmy ją niż rodzinę europejską. Obcych ceniliśmy gdy nam pomagali, a teraz niech się wypchają, gdy my mamy im pomóc. Wciąż rozpamiętowujemy i czcimy klęski, a nie myślimy o przyszłości. Jak szybko zapomnieliśmy o JP II. Byle dziś mamy dobrze, a co potomnym zostawimy?

"Zapomnieliśmy, że potęgi państwa nie buduje się kupowaniem wyborców, populistycznym paplaniem i ich okłamywaniem, tylko mądrym zarządzaniem i ciężką pracą wszystkich dla wszystkich". Zawsze mnie dziwi - albo właściwie już nie dziwi - że ludzie używający słowa populizm jako piętnującego epitetu uważają swoich współobywateli za w większości niezdolnych do logicznego myślenia na podstawie rzetelnych informacji, a przeto zalecają "swoim" politykom kłamstwa i przemilczanie w celu oszukania tegoż głupiego ludu i wodzenia go za nos. Czy to nie jest właśnie to, co zarzucają populistom? Czemu LB krytykował rząd PO-PSL i pokazywał ten alarmujący zegar? Może po prostu uważał, że rząd zasługuje na krytykę i jest powód do alarmu. Czemu go teraz schował? No cóż, może przemyślał swoje nieopatrzne postępowanie. Postawiłbym dolary przeciw orzechom, że zegar po prostu cyka wolniej, co niewątpliwie jest jakimś tam plusem, ale - jak zawsze - chodzi o to, żeby te plusy nie przesłoniły nam minusów. Znaczy, nie nam - czyli Balcerowiczom, kmajkom i innym, których pryncypialna ideowość nie dozna uszczerbku od byle cyferek - ale durnemu ludowi. Przejdźmy do programu pozytywnego: pracować mają wszyscy dla wszystkich. No jak, misiu, no jak? Dzieci, niepełnosprawni, chorzy wymagający kosztownych terapii mają być produktywni? Nie? No to już nie "wszyscy". To jest zwyczajnie nierealne. A "dla wszystkich" to znów coś absolutnie sprzecznego z duchem liberalnego kapitalizmu. Ciebie samą/samego denerwuje zasada "czy się stoi, czy się leży - 500+ się należy", a łapę po "pińcet" wyciągają już nie tylko cudze bachory, ale i pani Hartwich dla swojego dorosłego syna. Tymczasem każdy chce pracować dla siebie i swojej rodziny, oddając z tego możliwie najmniej pozostałym "wszystkim". Nie zmieściłbym się w limicie znaków, gdybym chciał komentować każdą twoją opinię, ale praktycznie każda z nich jest wewnętrznie sprzeczna.

Tymczasem każdy chce pracować dla siebie i swojej rodziny, oddając z tego możliwie najmniej pozostałym "wszystkim". Może nie każdy nie chce nic dać wszystkim? Posunęłam się być może do idealizmu, ale ty przeginasz sugerując, że chciałabym, żeby wszyscy łącznie z chorymi i inwalidami mieli pracować na wszystkich. Do tego dorzucasz panią Hartwich i jej dorosłego, ale n i e p e ł n o s p r a w n e g o syna (co cuchnie podłością). Czy ci się podoba czy nie, kupowanie wyborców jest brzydkim populizmem, a ci kupieni są niestety bardziej upośledzeni niż te „bachory” (jak ich nazywasz), które nie są wstanie żyć bez pomocy innych ( czytaj: bez pomocy państwa). A zegar zadłużenia tyka coraz szybciej, tylko Pan Leszek Balcerowicz może się zestarzał, albo przeszedł na drugą stronę.

Mam taką jedną wątpliwość, przy tak chętnie powtarzanych sloganach o geniuszu i determinacji Balcerowicza, skąd ten człowiek wiedział jak uzdrowić gospodarkę. Czyżby profesura robiona na kanwie ekonomi socjalizmu była aż tak rewolucyjnie elastyczna? Te wszystkie brednie o ochronie obywateli przed skutkami reform i transformacji, to chyba tylko tak aby z nas zadrwić. Ostrożna prywatyzacja - jakaś kpina z naszej pamięci. Jeszcze pięć lat temu, najpopularniejsza formą zatrudniania było samozatrudnienie i umowy śmieciowe, do dziś zarabiamy najmniej w unii. Nasza gospodarka działa jako wielka montażownia, innowacyjność nie istnieje. Uciekło z kraju kilka milionów młodych Polaków za chlebem, nie by robić oszałamiająca karierę. Wyprzedaliśmy majątek narodowy za bezcen, pracy poświęcamy najwięcej czasu w Europie. To nie Balcerowicz stawiał naszą gospodarkę na nogi, a szary obywatel, mały przedsiębiorca budowali i nadal budują dobrobyt tego kraju, Księży nawet najbardziej egzaltowanych do tego procesu wcale proszę nie mieszać.

wątpię na przykład, by miał Pan rzetelną wiedzę na temat umiejętności i kwalifikacji młodego Balcerowicza, frazes o "profesurze na kanwie" jest zwyczajną płytką manipulacją - jak chodzi o "ochronę przed skutkami" przypomnę Panu i ewentualnie innym czytelnikom, że od samego początku zaczęły w Polsce funkcjonować powszechne systemy socjalne, m. in. zasiłki i inne formy pomocy dla bezrobotnych, wtedy nb te zasiłki były w y s o k i e, sam z takiego przez pewien czas korzystałem i dobrze wspominam - później sukcesywnie je zmniejszano aż do niemal symbolicznej wysokości dziś; oskarżanie Balcerowicza o to de facto, że wziął się za z b a n k r u t o w a n ą gospodarkę i ośmielił się ją postawić na nogi - to jest kpina, już nie z niego, bo jedynie co najmniej równy może z innego kpić, ale ze zdrowego r o z s ą d k u, a przede wszystkim z pamięci i z faktów - na stronie obok: ☛ https://www.tygodnikpowszechny.pl/polska-chrystusem-transformacji-159966 ☚ przytaczam kilka liczb opisujących ten czas, tam w kontekście sporu o porównanie Polski i Czech - tu powtórzę szukającym w Balcerowiczu kozła ofiarnego, że startowaliśmy z niemal absolutnego d n a gospodarczego, z PKB per capita na poziomie 48% czeskiego, dziś ich doganiamy, a nasza polska gospodarka jest jedną z n a j s z y b c i e j od lat rozwijających się w UE podczas gdy ta przykładowa czeska [ale nie tylko] wydają się trwać w porównaniu z nami w beznadziejnej s t a g n a c j i - zachęcam do korzystania z danych eurostatu, liczby nie kłamią, proszę Pana ✍ że Polska to "wielka montażownia" - oczywiście nieprawda, jesteśmy też dla przykładu jednym z największych producentów żywności w UE czy producentem mebli - ale czy to wstyd być nawet montażownią, kiedy startowało się z pod każdym względem zacofanego b a g n a postkomunizmu, z ponad 30% udziałem ludności żyjącej z roli i nie mogącej zapewnić wyżywienia własnemu społeczeństwu??... więcej pokory, proszę Pana ✍ z "wyprzedażą majątku narodowego" dyskutować nie będę, bo to hasło tak i d i o t y c z n e, że polemika z je głoszącymi jedynie mogłaby ich utrzymywać z przekonaniu, że wcale nie są jacy są - resztki "niewyprzedanych" pozostałości po socjalizmie PRL-u do dziś są kulą u nogi całej gospodarki, de facto całego społeczeństwa ponoszącego koszty nie tylko ich utrzymywania, ale także cierpiących z powodu stricte socjalistycznej jakości dzieła, jakie one wykonują - górnictwo, koleje, służba zdrowia, edukacja, poczta, orleny i im podobne to pierwsze z brzegu przykłady - i przypomnę Panu także, że za pieniądze z tych "za bezcen" rząd wypłacał między innymi e m e r y t u r y i pensje dla nauczycieli w sytuacji, kiedy kasę państwową przejął dokładnie p u s t ą, a na grzbiecie miał jedynie weksle na olbrzymie sumy do spłacenia +++ tak, to szary obywatel jak umiał budował i buduje ten kraj - szary obywatel B a l c e r o w i c z się po prostu do tego wysiłku dołożył, i tyle

„ kiedy startowało się z pod każdym względem zacofanego b a g n a postkomunizmu, z ponad 30% udziałem ludności żyjącej z roli i nie mogącej zapewnić wyżywienia własnemu społeczeństwu??” Nie wątpię, że roczniki statystyczne tamtych lat nie kłamią, podobnie jak te dzisiejsze. Brałem kiedyś udział w spisie powszechnym, coś nieco zobaczyłem. Struktura rolna po upadku komuny była mniej więcej taka. 25% powierzchni uprawnej to gospodarstwa indywidualne, 75% uspołecznione, inaczej zwane kołchozami. Te ostatnie produkowały zaledwie jedną czwartą całej produkcji rolnej. Mimo to nigdy nie produkowaliśmy za mało żywności na własne potrzeby. Jeden ze strajków zaczął się od przyspawania do szyn wagonów ze zbożem w porcie, przeznaczonym do wysyłki do ZSRR. Zboże importowaliśmy, w porcie w Gdyni ładowaliśmy na wagony, świeżo wyremontowane i na wschód, tyle je widziano. Zawsze produkowaliśmy dużo żarcia, za komuny o wiele więcej niż teraz, no ale źródła, z nimi tak jak z tą Polską w ruinie pani Szydło - też zadziałało.

..że wszystko wysyłaliśmy na wschód i dlatego u nas brakowało - podobnie w ZSRR krążą do dziś legendy o tym, że ZSRR upadł bo musiał utrzymywać demoludy - skoro Pan powiela te opowieści o przyspawanych wagonach i zbożu, niech Pan zastanowi się czemu na przykład równolegle nie chcieli zakręcać kurka rurociągu z radziecką ropą? +++ zakład w którym pracowałem przez 20 lat RP za komuny zatrudniał 1100 osób i coś produkował, dziś zatrudnia 550 osób i produkuje 3 razy więcej, liczby znam od podszewki, maszyn tyle samo - różnica najbardziej widoczna taka, że dziś nie uświadczysz pijanego w pracy, dawniej to była reguła, druga taka, że skończyły sie kradzieże z zakładu - taka jest moja opowieść o komunie, pracy dla każdego w PRL i wydajności jaka z tego wynikała +++ p.s. a propos źródeł, nie podaje Pan ż a d n y c h poza owymi legendami - no ale to jest bajanie

Przyszedł do jubilera klient z cennym brylantem, w którym chciał przewiercić dziurkę. "Uuu, panie", mówi jubiler "jeden nieostrożny ruch i po cacku. Ale mam pomysł". I woła z zaplecza czeladnika. "A weźże, Icek, i przekręć w tym dziurkę". Zanim klient zdążył zaprotestować, chłopak poleciał na zaplecze. Po niedługim czasie wraca z pięknie przewierconym brylantem. "Nie bałeś się pan ryzyka?", pyta właściciel klejnotu, "przecież ten pański Icek nawet nie wie, ile to jest warte". "No właśnie! Nie wie, to i mu nie zadrży ręka". Jak doszło do tego, do czego doszło, opowiada prof. Kieżun tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=3Q__5mK_dQU. Zastrzegam, że prof. Kieżun nie jest moim autorytetem naukowym od czasu, kiedy nastolatkiem będąc przeczytałem w "Problemach" jego artykuł, którego spora część oparta była na trywialnym błędzie matematycznym, ale w końcu to świadek epoki, a opowieść jest całkiem zabawna. Przypominam też niegdysiejszą dyskusję u red. Wosia, gdzie i te tematy poruszono. https://www.tygodnikpowszechny.pl/odwazmy-sie-na-alternatywe-159154

Balcerowicz był takim samym słupem w ekonomii jak w polityce Wałęsa czy Mazowiecki.Wszystkie decyzje podejmowano za nas na zachodzie.Sprawna propaganda wmawiała nam,że to my sami się rządzimy.Chodziło o to by dokonać niemożliwego-transformacji z komunizmu do kapitalizmu i liberalnej demokracji w warunkach spokoju społecznego.Tak naprawdę ta zmiana trwa do dzisiaj.Zmiana mentalności jest często niemożliwa i dopiero zmiana pokoleniowa ten problem rozwiąże.Jeśli nie zainwestujemy w infrastrukturę,naukę czy oświatę to zawsze będziemy montażownią zachodu.Teraz wystarczy powielać wzorce np. Korei Pd.i za kilka dekad możemy być w czołówce światowej

No to powielajmy. Tylko nie zaczynajmy od inwestycji w oświatę (dać te +1000 zł naszym krowom Minerwy?), bo to jako żywo przypomina sławetne kulty cargo. Wzorem Tajwanu i Korei Południowej najpierw należy zapewnić sobie nieprzyjazne otoczenie polityczne, najlepiej z jednym sąsiadem zagrażającym samej egzystencji państwa. następnie zainstalować u siebie amerykańską armię i zbroić własną po zęby (Tajwan, będąc wielkości województwa mazowieckiego i licząc sobie tyle ludności co Polska, ma ponad trzy razy więcej myśliwców, wyprzedzając pod tym względem nawet Francję), a przede wszystkim postawić na autorytarne przywództwo. To ostatnie dotyczy także kolejnego tygrysa, czyli Singapuru. System polityczny może sobie nawet później zmięknąć, ale nie wcześniej niż po osiągnięciu gospodarczych celów. Poziom oświaty to skutek uboczny, chociaż kraje te inwestują w nią niemało. System szkolny Korei Płd. na tle krajów rozwiniętych należy do najbardziej tradycjonalistycznych, opartych na pamięciowym zakuwaniu i wymuszających bezwzględną rywalizację wśród uczniów. W Singapurze w okresie egzaminów kawiarnie i parki są pełne młodzieży zajętej nie piciem mojito, pogaduszkami i robieniem zdjęć na Insta, mimo że komórkowy internet jest tam tani i dużo szybszy niż u nas, lecz ślęczącej nad podręcznikami i notatkami. Azjatycka nowoczesność jest zakorzeniona w bardzo konserwatywnej społecznej glebie. Weźmy kwestie LGBT - najnowszy papierek lakmusowy postępu i nowoczesności. W Azji małżeństwa jednopłciowe są możliwe tylko na Tajwanie - od niedawna i WBREW wynikowi krajowego referendum. Ale i bez sprzeciwu, bo posłuszeństwo jest ważniejsze. W Korei dopiero od stosunkowo niedawnego czasu dzieci pozamałżeńskie nie są dyskryminowane w dostępie do szkół (na przykład), i to tylko dlatego, że władze postanowiły promować dzietność nawet kosztem tradycji. A ostatnie wydarzenia w Hong Kongu - gdyby ktoś chciał sięgnąć po ten kontrargument - równie dobrze mogą być początkiem azjatyckiej wiosny, jak i końca samodzielnego bytu tego miasta-państwa - dla mnie osobiście jednej z najsympatyczniejszych i najciekawszych metropolii świata. Jeśli skończy jako część południowochińskiego megalopolis zwanego Deltą rzeki Perłowej - albo zgoła dzielnica Shenzhen - to będę żałował, ale się nie będę dziwił (tfu, na psa urok!).

Celowo napisałem bardzo ogólnie nie wchodząc w szczegóły.Nie chcę dawać nauczycielom 1000 zł.Edukacja w Korei Pd. przynosi wyniki i jak wszystko na Świecie jest chwalona i krytykowana.Bez przyswojenia sobie pewnej ilości wiedzy na pamięć nie da się iść do przodu.Reżim autorytarny już mamy.Wydatki na armię już kiedyś mieliśmy na wysokim poziomie [1949-1954 na poziomie 15% dochodu narodowego] i ....wszystko było na kartki.Itp. itd.

Idealizm? Raczej bezmyślne klepanie frazesów bez ładu i składu. Ja ci nie dyktowałem twojego postu. Jeśli występujesz z krytyką 500+, to właśnie pomstujesz na dotowanie "cudzych bachorów" (wszystkich bez wyjątku - czy dodałem, że tylko upośledzonych?) i żądasz, żeby ich los był zależny wyłącznie od pracowitości i zapobiegliwości ich rodziców. W sprawie długu mam do dodania tylko tyle, że jego wartość bezwzględna ukazana na zegarze Balcerowicza rośnie. I tak daleko nam do tragicznego wyniku Niemiec, które mają dług 6 razy większy, za to możemy pozazdrościć Gambii - w porównaniu z nami prawie nie zadłużonej. Ale liczona w proporcji do PKB maleje i to jest fakt, który sprawdzisz sobie w Internecie. I już zupełnie rozrywkowo: https://www.fakt.pl/pieniadze/finanse/kiedy-wybije-zegar-balcerowicza-sprawdz/n59gc8y#slajd-1.

Myślałam, że skojarzysz PRL-owakie powiedzenie, że czy się stoi czy się leży 1500 się należy. Użyłam 500+ bez zamiaru krytyki dotacji dla „bachorów” (jak upraszczasz. Dotacje 500+ (i więcej, i mniej) objęły wiele grup społecznych i nie zawsze dla najbardziej potrzebujących, ale z myślą o wyborach. A Pan Leszek Balcerowicz, ówczesna ekipa rządowa i znaczna część ówczesnego przedsiębiorczego oraz pracowitego społeczeństwa polskiego dokonała pierwszy raz w historii Świata przebudowy „komunistycznego” systemu polityczno-gospodarczego na system demokracji parlamentarnej z gospodarką rynkową. Popełniono trochę błędów, bo nie uwzględniono części mniej przedsiębiorczego i nie predysponowanego społeczeństwa (osoby starsze, chore, rodziny wielodzietne, ubogie itp.). Ta transformacja to była bezkrwawa rewolucja. Pan Balcerowicz był liderem procesu transformacji gospodarczej i wywiązał się doskonale z tego przywództwa. Gorzej go oceniam za obecne zachowanie. Za to co zrobił dla Polski w latach 90-tych XX w. należy mu się wdzięczność.

Pan Andrzej Wielowiejski! Przeżyłem aktywnie zarówno końcowe lata PRL-u, jak i pierwsze lata okresu transformacji, na różnych stanowiskach kierowniczych w Hucie Warszawa. A była to pierwsza huta, która została w Polsce sprywatyzowana, już w 1994 roku. Sprzedano ją za bezcen włoskiemu koncernowi hutniczemu. Gdybym chciał z Panem polemizować w sprawie reform Balcerowicza zajęłoby to zbyt dużo czasu, którego mi brak a szcególnie brak mi chęci aby prostować oczywiste banały i publicystyczne głupoty jakie stanowią większą część Pańskiego artykułu. Napisano o tych sprawach tomy książek w tym o prywatyzacji huty Warszawa również. Stwierdzę tylko króko. Pan Balcerowicz i nie tylko pięknie i skutecznie stworzyli z Polski półkolonię oczywiście w interesie międzynarodowego kapitału. I jezscze dwa fakty. Znam jeszcze dość dużo hutników emerytów, którzy byli pracownikami Huty przed jak i w czasie Transformacji - najczęściej wówczas aktywni działacze Solidarności. Teraz wszyscy razem wołają - OSZUKANO NAS!!!. Upłynęło wiele lat aby przekonać, ze się mylą. Jakoś tego nikt nawet nie pomyślał aby zrealizować. DLACZEGO??? Przez wiele lat każdy urlop spędzałm w pobliżu granicy Słowacko - Polskiej. Poznałem Słowację i Słowaków dość dobrze. Powiem krótko! Pierwsze lata transformacji to dla Słowaków porównując ich z Polakami - był to okres biedy i nędzy. Słowacy nam przez kilka ładnych lat zazdrościli naszego poziomu życia. A aktualnie? Słowacy przewyższają nas w wysokości PKB na głowę ludności, od kilku lat posługują się EURO i traktują nas jak biedaków. Zgadnij Pan dlaczego???Pozdrawiam.

Ładnie, ładnie...Teraz nasyłamy świeżych trolli na pana Wielowiejskiego:))))))))))

Sam Balcerowicz też kiedyś był „wizjonerem”. Nie trzeba było go długo namawiać do przeprowadzenia w Polsce transformacji według pomysłu Jeffreya Sachsa, którego zaproponował Polsce sam George Soros. Wizję Sorosa przyklepało Biuro Polityczne PZPR, a Polska straciła w jej wyniku potężny majątek. Sachs został przysłany przez George’a Sorosa, a cała transformacja została zaplanowana właśnie przez tegoż Sorosa, który w dniu 8 maja 1988 r. przyjechał do Polski i spotkał się z kierownictwem komunistycznej partii, tzw. Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i przedstawił im program przejścia na gospodarkę kapitalistyczną przy jednoczesnych zyskach, bo przy takim przejściu są możliwości zawłaszczenia dużej części przedsiębiorstw przez nomenklaturę. I tak się stało — przypomniał w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl ekonomista prof. Witold Kieżun. Nikt nie sprawdził, że Sachs wcześniej położył Boliwię. (…) Efekt był taki sam jak w Polsce - olbrzymie bezrobocie, całkowita likwidacja przedsiębiorstw państwowych, olbrzymia, po prostu olbrzymia inwazja kapitału zagranicznego. Z tym doświadczeniem przyjechał do Polski — podkreślił.

Żeby lepiej zrozumieć problem i pomysły p. Balcerowicza, polecam! The Shock Doctrine (2009) Documentary (720p) Koło 37-dmiej min. jest też polski wątek.

ja nie potrzebuję grzebać w klipach na yt - końcówkę komuny i lata 90-te przeżyłem jako dorosły, w pełni świadomy człowiek, dlatego bez problemu w swej pamięci odnajduje powody, dla których prof. Balcerowicze będę cenił i szanował do końca życia
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]