Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Kabriolet w drodze na Marsa

Kabriolet w drodze na Marsa

07.02.2018
Czyta się kilka minut
Elon Musk wysłał w kosmos rakietę Falcon Heavy, największą, jaką świat widział od 40 lat. Miliarder rozumie siłę obrazu. Aby przetestować rakietę, mógł obciążyć ją betonowym balastem. Ale kogo obchodziłby betonowy balast?
FOT. SPACEX / HO / AFP PHOTO / EAST NEWS
FOT. SPACEX / HO / AFP PHOTO / EAST NEWS
T

To jeden z najbardziej absurdalnych obrazów w historii ludzkości. Gdzieś między czernią kosmosu a błękitem Ziemi, wiśniowy kabriolet powoli obraca się wokół własnej osi. Jego ubrany w biały skafander pasażer, z łokciem nonszalancko wystawionym za okno i dłonią opartą na kierownicy, patrzy gdzieś przed siebie, w stronę Marsa, do którego zmierza. Z radia David Bowie śpiewa „Is there life on Mars?”, choć pytanie pozostaje nieusłyszane, bo jego głos pochłania próżnia. A wyświetlacz na środkowej konsoli samochodu wyświetla, dużymi, przyjaznymi literami słowa „Don’t Panic”.

– Myślę, że te obrazki rozpalą wyobraźnię ludzi na całym świecie – powiedział na konferencji po starcie. – Ja odleciałem.

Otworzyć kosmos

Kabriolet, pasażer i cała reszta zostali wyprawieni w stronę Marsa przez zbudowaną przez niego największą rakietę, jaką świat widział od 40 lat. 70-metrowej wysokości Falcon Heavy jest w stanie wynieść na niską orbitę Ziemi (tą, gdzie znajduje się większość satelitów i Międzynarodowa Stacja Kosmiczna) prawie 64 tony ładunku. Promy kosmiczne zabierały zaledwie 28 ton. Po raz pierwszy od przełomu lat 70-tych i 80-tych, od uziemienia amerykańskich rakiet Saturn V i radzieckich Energii, ludzkość dysponuje pojazdem, który byłby w stanie, bez większego problemu, wysłać załogowy pojazd na Księżyc, a może nawet dalej. Do tego zrobić to niezwykle tanio: jeden start Falcona Heavy to koszt „zaledwie” 90 milionów dolarów; przygotowywana przez NASA nieco większa rakieta SLS będzie kosztować ponad 10 razy więcej.

Należąca do Muska firma SpaceX przygotowywała rakietę od ponad 6 lat. Poziom komplikacji był ogromny. Bo chociaż Falcon Heavy to w pewnym uproszczeniu trzy spięte ze sobą doskonale przetestowane rakiety Falcon 9, to sam fakt, że podczas startu trzeba skoordynować pracę 27 rozgrzanych do białości, wibrujących silników rakietowych, był inżynierskim koszmarem. Kiedy podobnej sztuki w 1969 roku próbował dokonać Związek Radziecki, ich 30-silnikowa księżycowa rakieta N-1 nie zdołała się utrzymać w powietrzu dłużej niż 183 sekundy.

– Falcon Heavy otwiera kosmos dla zupełnie nowej klasy ładunków, ma ładowność dwa razy większą od następnej największej rakiety, może wystrzeliwać pojazdy prosto na Plutona, może robić, co tylko chcecie – zachwalał na konferencji miliarder.

Pierwszymi klientami SpaceX będą zapewne firmy komunikacyjne, które będą mogły umieszczać na orbicie satelity telekomunikacyjne wielkości autobusów, agencje szpiegowskie i NASA. Ogromna, a jednocześnie tania rakieta otwiera przed agencją możliwości, jakich nie miała nigdy – szansę na wysyłanie niskim kosztem wielkich satelitów badawczych na drugi koniec Układu Słonecznego; albo całych flotyll mniejszych, tanich, seryjnie produkowanych sond kosmicznych. Fakt, że Tesla Muska poleci w stronę Marsa to nie przypadek, to reklama. „Możemy wysłać na Marsa nawet samochód; macie jakieś pomysły?”.

Tankowanie na orbicie

Tyle, że – paradoksalnie – dla samego SpaceX Falcon Heavy jest swoistą ślepą uliczką. Na konferencji prasowej tuż po pierwszym starcie południowoafrykański miliarder zapowiedział, że rakieta, która właśnie tryumfalnie wystartowała i wróciła (wróciły i wylądowały synchronicznie na Przylądku Canaveral 2 z 3 jej modułów, trzeci, centralny, miał wylądować na barce na oceanie ale awaria doprowadziła do rozbicia modułu) nie będzie rozwijana. Wersja, która wystartowała 6 lutego będzie wersją ostateczną. Firma wstrzymuje też dalszy rozwój swojego dotychczasowego konia roboczego, popularnego Falcona 9.

 – Falconem Heavy można nawet wysłać załogową ekspedycję z powrotem na Księżyc, jeśli skorzysta się z tankowania na orbicie, ale nie polecam tego. Nasza następna rakieta będzie do tego o wiele lepsza – zapowiedział Musk.

Ta następna rakieta znana jest pod roboczym skrótem BFR, oficjalnie nigdy nie rozwijanym, bo nieoficjalnie tłumaczy się on jako „Big F$%^ng Rocket”, czyli „Wielka, P#@$ona rakieta”. I chyba można tutaj przymknąć oko na wulgaryzm, bo samo słowo „wielka” rzeczywiście nie oddaje jej skali. 9-metrowej średnicy kolos (każdy z 3 członów Falcona Heavy ma 3,7 metra średnicy) ma zabrać na orbitę 150 ton ładunku, a w drogę na Marsa – zatankowany z orbitalnej cysterny – zabierze nawet 100 astronautów jednocześnie. Dla porównania, od początku podboju kosmosu na ziemskiej orbicie znalazły się 533 osoby.

I nawet nie to jest najbardziej szokujące w planie Muska. Najbardziej szokujące były słowa, które padły na tej samej konferencji po starcie jego ostatniego dzieła. Zapowiedział, że BFR pierwsze, krótkie skoki zacznie wykonywać… w przyszłym roku. Pierwszy lot orbitalny może, przy odrobinie szczęścia, odbyć się już za 3 lata.

W tym czasie wiśniowa Tesla Roadster, jej pasażer i kopia „Autostopem przez Galaktykę” Douglasa Adamsa zamknięta w schowku na rękawiczki samochodu, powinny kończyć pierwszą z milionów swoich słonecznych orbit. Pozornie bezużyteczny ładunek Falcona Heavy może okazać się ważniejszy niż rakieta: jednym, surrealistycznym obrazkiem Musk przypomniał o czymś, o czym ludzkość chyba zapomniała przez ostatnich 40 lat: tam, na górze, czeka na nas największa przygoda w historii.

 

Autor artykułu

Dziennikarz naukowy, reporter Polsat News, gdzie prowadzi autorski program popularnonaukowy "Horyzont zdarzeń". Stale współpracuje z "Tygodnikiem Powszechnym". Pasjonat wszystkiego, co lata...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Wizja z 1981 roku -> https://youtu.be/3Ojne2qiC4I?t=43s

Make history: można zajmować się 1945 albo iść do przodu... Amerykanie lepiej to robiąod nas.

Polacy też to potrafią, tyle, że... nie w Polsce. I to jest najsmutniejsze.

jakich "nas"?!... To Kainowe plemię.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]