Jezus bezdomny

Kilka tekstów ewangelicznych mocno mnie ostatnio najpierw uderzyło, a potem… pomogło.
Czyta się kilka minut

Najpierw dialog Jezusa z pierwszymi kandydatami na uczniów w Betanii (zob. J 1, 35-39). Andrzej i Jan, usłyszawszy od Jana Chrzciciela o Jezusie: „Oto Baranek Boży”, idą za Nim. On, gdy ich zobaczył, pyta: „Kogo szukacie?”; a oni odpowiadają pytaniem: „Rabbi, gdzie mieszkasz?”.

Mówi im: „Chodźcie, a zobaczycie”.

I Ewangelista kończy: poszli i zobaczyli, gdzie mieszka, i pozostali u Niego tego dnia; godzina była prawie dziesiąta (nasza 16.00; trochę posiedzieli).

Zawsze mnie intrygowało w tym wydarzeniu owo „mieszkanie” Jezusa. „Zostali u Niego”, tzn. gdzie? Nie pochodził przecież z Judei. W Betanii, niedaleko Jerycha – „tam, gdzie Jan udzielał chrztu” (J 1, 28) – był dobre 150 km od swego domu w Nazarecie.

Jan jednak zapamiętał, że Jezus tego popołudnia przyjął ich „u siebie”.

Podobne pytanie pojawia się przy lekturze drugiego rozdziału Ewangelii Marka. Otwiera go zdanie: „I znów wszedł do Kafarnaum (…), i usłyszano, że jest w domu, i zebrali się liczni…” (Mk 2, 1n).

Usłyszano, że „jest w domu” – znów przecież wiadomo, że nie we własnym, nie w Nazarecie. Z Nazaretu – jak świadczy równoległy tekst Łukasza – został właśnie wyrzucony; dopiero co ledwie uszedł z życiem. Nazywają Go „Nazarejczykiem”, ale Nazaret Go odrzucił.

Przeniósł się więc o jakieś 35 km na północ, nad Jezioro Galilejskie, i zatrzymał się w Kafarnaum. Tu znalazł pierwszych swoich uczniów: Andrzeja i Szymona, Jana i Jakuba oraz Mateusza Lewiego. Tu dokonał wielu ze swoich znaków. Nie zawsze znajdywał zrozumienie – potrafił ganić Kafarnaum mocnymi słowami (zob. Łk 10, 15); prawdą jest jednak ostatecznie to, że do dziś na bramie do wykopalisk biblijnego Kafarnaum wita pielgrzyma napis: „Miasto Jezusa!”.

Nazarejczyk znalazł dom w Kafarnaum – dobrze wiemy, gdzie: u Szymona, którego kiedyś ustanowi Piotrem. To jego dom stał się domem Jezusa – do tego stopnia, że kiedy Jezus wracał doń ze swoich wypraw misyjnych, mówiono, „że jest w domu”.

Dom to jest niesłychanie ważne słowo.

Nie bez powodu mówimy, że jednym z największych dramatów człowieka jest bezdomność.

Paradoksalnie Jezus mawiał o sobie, że jest bezdomny – w przeciwieństwie do lisów, które mają nory, i ptaków, które mają swoje gniazda, On „nie ma, gdzie by głowę skłonił” (Łk 9, 58).

Wydaje się jednak, że pozostając bezdomnym, miał Jezus wielką zdolność zadomawiania się. Nie, nigdy nie przestał być Nazarejczykiem – przypomniano Mu też Jego tożsamość podczas procesu (odsyłając Go do Heroda) i na krzyżu („Jezus Nazarejczyk Król Żydowski”).

Był Nazarejczykiem, ale miał dom w Kafarnaum. Był u siebie, mieszkając u Piotra.

Może zresztą było odwrotnie?

Może to On miał w sobie coś takiego, że zamieniał miejsca, w których Go przyjmowano, w dom?

Może właśnie tak.

Taką postawę dostrzegał u wszystkich pierwotnych chrześcijan autor „Listu do Diogneta”, kiedy pisał: „Każda ziemia obca jest im ojczyzną, i każda ojczyzna ziemią obcą”. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 4/2018