Rozmowa Macieja Müllera z Justyną Bednarek pt. „Czy łobuzy pójdą do nieba?” jest nie tylko dla tych, którzy się tam wybierają. Autorka książek dla dzieci w każdym wieku mówi: „Nie mam recepty na życie. Każdego dnia popełniam błędy, więc z jakich racji miałabym tłumaczyć innym, jak postępować? Lepiej przyjrzeć się wspólnie różnym problemom, a potem każdy, na własny rachunek, znajdzie dobrą odpowiedź”. Tak może powiedzieć tylko ktoś, kto naprawdę czuje świat i go lubi. Zastanawiam się więc nad problemami jej bliskimi, lecz tylko nieco związanymi z jej pisaniem.
Zastanawiam się też nad tymi, którzy nigdy – niezależnie od wieku – nie odnoszą się do „życia po życiu”. Nad tymi, dla których śmierć jest po prostu końcem. Spotykałem i spotykam ich wciąż. Oczywiście nie wiem, czy gdzieś w głębi serca nie żywią nadziei na dalszy ciąg swojej egzystencji, choć przyznam, że wątpię. Czasem są to ludzie życiowo bardzo doświadczeni. Wiedzą, że „nic potem nie będzie”, i nie ma z nimi dyskusji, a jeśli nawet, to moje szanse w niej są słabe, bo przeświadczenie kresu istnienia jest u nich wystarczająco silne. Zadaję sobie pytanie (raczej zadawałem, bo dziś sądzę, że znam odpowiedź), czy to jest sprawa argumentów, czy pewności, która dla ugruntowania się dobiera argumenty. Argumenty przemawiające za tym, że śmierć to kres, są na tyle mocne, że te przeciwne zdają się bezsilne. Pozostaje więc czekanie. A wierzącym – przekonanie, że uczciwa wiara zawsze jest więcej warta aniżeli udawanie, więc i po tamtej stronie jakoś to ocenią.
Jest jednak z drugiej strony świadectwo, którego nie sposób lekceważyć. Są ludzie, którzy żyli albo żyją wiarą (nie mówię o wmawianiu w siebie czy udawaniu – to w zderzeniu z nadchodzącą śmiercią traci na sile lub całkiem wyparowuje) i wiedzą, że jest, czasem wręcz widzą dalszy ciąg istnienia „po tamtej stronie”. Trudno udawać, że tego (czasem) nie ma u odchodzących. Wiara w obliczu śmierci u tych ludzi jest właściwie pewnością, czymś niezachwianym i zdumiewającym. Nie ma to wiele wspólnego z grubymi tomami dzieł teologicznych, z wykładami profesjonalnych ekspertów nauki o Bogu, ale jest pewnością dającą odchodzącym spokój, a nawet radość. Tak, nie ma to nic wspólnego z wiedzą teologiczną, w każdym razie ma się nijak do formacji w tym zakresie.
Często ludzie umierający mają pewność spotkania „tam” ludzi zmarłych, których kochali, a którzy odeszli wcześniej. O ile jest zrozumiałe myślenie w chwili umierania o sobie i o tych, którzy zostają, a nawet o tych, którzy umarli niedawno, to zaskakuje pamięć o ludziach w jakimś sensie dalekich. Przedziwne są te działające w chwili śmierci mechanizmy pamięci. Daleki jestem od namawiania do wiary w ingerencje zmarłych w nasze życie, jednak i ten element jest wpisany w nasze eschatologiczne doświadczenie.
Oczywiście nie wiemy, jak to będzie. Zaawansowana długowieczność niczego nie gwarantuje. Co do jednego można chyba mieć nadzieję, że jeśli – jak wierzymy – istnieje jakaś rzeczywistość po tamtej stronie śmierci, to dobry Bóg, nie dziwiąc się naszemu niedowiarstwu, otworzy nam bramy na swoje łąki zielone, na niewyobrażalną szczęśliwość poza czasem, jaki znamy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















