Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Sposoby na dobrą śmierć

Sposoby na dobrą śmierć

20.03.2015
Czyta się kilka minut
Popularną formą przekazu doświadczenia osoby umierającej jest w internecie blogosfera, a odrębną kategorię blogów stanowią blogi osób borykających się z nieuleczalną chorobą.
Magda Hueckel, Autoportrety obsesyjne
W

Współczesność – ze swoją racjonalizacją rzeczywistości, podejmowaniem przez ludzi decyzji o własnych działaniach przy zastosowaniu jako podstawowego narzędzia rachunku zysku i strat, rozwojem nauki, z dominującą rolą nauk stosowanych przyrodniczych, technicznych, ścisłych i ekonomicznych oraz wszechobejmującą dalece zaawansowaną specjalizacją – przyzwyczaiła nas do systematyzacji i kategoryzacji, do podziału wiedzy na dziedziny i dyscypliny szczegółowe.

Tanatologia widziana jest jako źródło wiedzy i pole badań dotyczące tematyki społecznych i indywidualnych postaw wobec śmierci, psychicznych i kulturowych ich uwarunkowań, historycznych reprezentacji śmierci i wzorców umierania oraz źródeł ich kształtowania. Jednak to, w jaki sposób odnosimy się do perspektywy śmierci własnej, osób bliskich, lub ogólnie do śmierci jako zjawiska powszechnego i nieuchronnego, albo jak odnosimy się do wzorców umierania, mówi zdecydowanie więcej o nas samych, o tym, jak żyjemy, jakie wartości nami kierują w naszych codziennych działaniach, jakie instytucjonalne wzorce przyjmujemy za obowiązujące, jaki reprezentujemy światopogląd, aniżeli o śmierci jako takiej.

Eutanazja – jak w starożytności rozumiano dobrą śmierć

Termin „eutanazja” współcześnie używany jest na określenie spowodowania śmierci osoby nieuleczalnie chorej ze względu na jej cierpienie. Dla uściślenia należy dodać, że o eutanazji mówimy w kontekście medycznym; może mieć ona charakter czynny, polegający na podjęciu pewnych działań zmierzających do spowodowania zgonu przez personel, bądź bierny, polegający na pewnych zaniechaniach o tym samym skutku. Może mieć charakter dobrowolny, kiedy pacjent w swojej świadomości podejmuje decyzję i zwraca się z prośbą o pomoc, lub niedobrowolny, kiedy pacjent nie jest zdolny podjąć takiej decyzji lub przekazać swojej woli. Pierwotnie jednak słowo eutanazja, zgodnie z jego znaczeniem w języku greckim, oznaczało dobrą śmierć właśnie.

Sokrates w swojej obronie przed lożą sędziowską twierdzi, że żaden człowiek, poza głupim, nie może powiedzieć, czy śmierć jako wydarzenie i pośmiertny los człowieka są czymś dobrym, czy też złym, a konkludując, zmierza wręcz ku pozytywnej jej waloryzacji:

„Bo albo tam niejako nic nie ma i człowiek po śmierci nawet wrażeń żadnych nie odbiera od niczego, albo jest to, jak mówią, przeobrażenie jakieś i przeprowadzka duszy stąd na inne miejsce. Jeśli to brak wrażeń, jeśli to coś jak sen, kiedy ktoś śpiąc – nawet widziadeł sennych nie ogląda żadnych, toż przedziwnym zyskiem byłaby śmierć. (...) Więc jeżeli śmierć jest czymś w tym rodzaju, to ja ją mam za czysty zysk. Toż wtedy cały czas nie wydaje się ani odrobinę dłuższy niż jedna noc. Jeżeli zaś śmierć to niby przesiedlenie się duszy stąd na inne miejsce i jeżeli to prawda, co mówią, że tam są wszyscy umarli, to jakież może być większe dobro ponad nią, sędziowie! (...) Toż ja chcę częściej umierać, jeżeli to wszystko prawda” (Platon).

To nie sama śmierć jest zła, ale nierozsądny i zły jest ludzki lęk przed nią. Co zatem oznaczało dobrze umrzeć w dobie starożytności? Z przekazów filozofów, pisarzy i poetów tego okresu dowiadujemy się, że ocena procesu umierania zależała przede wszystkim od psychicznej dyspozycji umierającego, jego gotowości do nadchodzącego wydarzenia, braku lęku i cierpienia, czyli opierała się w znacznym stopniu na stosunku umierającego do jego własnej śmierci.

„Gdyby to wszystko, co sprawia przyjemność rozpustnikom, mogło uwolnić ducha od trwogi wywoływanej przez zjawiska niebieskie, śmierć i ból, a ponadto mogło nas pouczyć o kresie pożądań, nie mielibyśmy żadnej podstawy do tego, by ich za to ganić, wszak oni by tylko wiedli życie wypełnione wszechstronnie przyjemnościami bez domieszki bólu czy zmartwienia, a przecież te uczucia – to zło” (Diogenes Laertios).

Polecanym przez Epikura panaceum na lęki spowodowane zagrożeniem ze strony śmierci jest filozofia. Także w kierunku pozytywnego waloryzowania śmierci jako takiej, zwłaszcza w kontekście potencjalnego bólu i cierpienia towarzyszących życiu, skłania się rzymski filozof z I w. n.e.:

„Śmierć jest ostatecznym wyzwoleniem z każdego bólu. Jest kresem, poza który nie wychodzą nasze cierpienia. Śmierć nas przywraca do tego stanu pokoju, w którym trwaliśmy przed naszym urodzeniem. Kto się lituje nad tymi, którzy zmarli, niech się również lituje i nad tymi, którzy się jeszcze nie narodzili. Śmierć nie jest ni dobrem, ni złem” (Lucjusz Anneusz Seneka).

Te cytaty świadczą o tym, że starożytni, przynajmniej ci, którzy odnajdywali swój światopogląd w dziełach współczesnych im filozofów lub budowali go z nich czerpiąc, starali się nie nadawać śmierci moralnej oceny. Widziana była ona jako szansa na wyzbycie się doczesnych niedogodności życia w postaci bólu i cierpienia. Dobre i polecane przez filozofów było zatem odważne stawanie w obliczu ostateczności i to de facto decydowało o eutanazji, czyli dobrej śmierci.

Traktaty ars moriendi – idea dobrej śmierci

Znane od XV w. traktaty ars moriendi pouczające o sztuce dobrego umierania są, poza warstwą estetyczną i pierwotną funkcją dydaktyczno-moralizatorską, po tylu wiekach, które minęły od ich napisania, przede wszystkim świadectwem czasów, przekazem norm, wartości i wzorów kulturowych, które ówcześnie dominowały w społeczeństwie europejskim.

W zdecydowanej większości traktatów poświęconych sztuce umierania pisanych w Europie doby średniowiecza, renesansu i baroku główny akcent położony jest nie tyle na jakość procesu umierania (w naszym współczesnym rozumieniu tego pojęcia) ani na starożytną postawę umierającego wobec nadchodzącej śmierci, co na pośmiertny los człowieka, czyli zbawienie lub potępienie. Przygotowanie do nadejścia śmierci, otwartego i akceptującego jej przyjęcia, podobnie jak w tekstach starożytnych było również ważne, jednak o tym, czy umieranie jest umieraniem dobrym, decydowało to, co po tym umieraniu nastąpi. Sam gatunek traktatu ars moriendi miał na celu przygotowanie do takiego dobrowolnego przyjęcia śmierci:

Krótko mówiąc, to dla ciebie jedyną może być nadzieją i pociechą,
Jeśli ochotnie przyjmiesz, czego uniknąć nie możesz.

(Piotr Diesthemius)

Jednak, w odróżnieniu od starożytnych pism, autorzy średniowieczni nie unikali obrazowego przedstawiania rzeczywistości eschatologicznej, a była ona według nich pełna wzbudzających lęk kar czekających na grzeszników żyjących wbrew nakazom moralnym chrześcijaństwa.

Tysiąc szatańskich duchów tu z nią wnet ujrzycie,
Wielkie księgi niosące także oglądacie;
Widły także żelazne, łańcuchy ogniste,
Przy tych insze piekielne narzędy też wszystkie

(Sebastian Tuliszkowski)

Podkreślanie potencjalnie grożących umierającemu kar w przypadku nieprzychylności sił niebieskich miało na celu wywołanie lub wzmożenie poczucia winy, żalu za grzechy i skruchy przed samym zgonem, a co za tym idzie – umożliwienie rozgrzeszenia i w konsekwencji uniknięcie losu potępieńca. Mając na względzie swój los pośmiertny, człowiek powinien wieść całe życie w zgodzie z Bogiem i jego nakazami, z dala od pokus i grzechów, a jeśli już się im poddawał, to na łożu śmierci mógł im zadośćuczynić.

Poza moralnym i mentalnym przygotowaniem na Sąd Boży pokorny chrześcijanin powinien poddać się także ściśle określonym zabiegom rytualnym. Modlitwa należała do jednej z istotniejszych form pobożnościowych realizowanych przy łożu umierającego i to bez względu na to, czy on sam ją był w stanie wypowiedzieć, czy też robili to inni. Kontemplacja wizerunków Chrystusa cierpiącego na krzyżu lub świętych, zwłaszcza św. Barbary i św. Krzysztofa oraz Michała Archanioła – patronów „dobrej śmierci”, a nawet samo słuchanie przykładów dobrej śmierci pochodzących z Pisma Świętego mogły dopomóc umierającemu w ostatniej drodze. Podobnie jak obecność księdza przy łożu śmierci oraz spowiedź, komunia św. i msze odprawiane w intencji losu zmarłego przed lub po jego zgonie.

Zdecydowana większość, o ile nie wszystkie, warunków dobrej śmierci miała wówczas wyraźnie religijny charakter, a dobrze umrzeć znaczyło żyć w zgodzie z religią i przez nią wytyczaną moralnością i w konsekwencji doznać łaski zbawienia i raju w obliczu Boga. Punkt ciężkości nie leży tu w psychicznej i intelektualnej akceptacji śmierci i stoickim jej przyjęciu oraz rozumieniu jako możliwości uwolnienia z niedogodności życia, ale w sakralnie nacechowanym eschatologicznym przeznaczeniu jednostki.

Jakość umierania – współczesna ars moriendi

W XIX i XX w. śmierć i wszystko, co z nią związane lub co jest jej pochodną, czyli sam umierający i jego pozostałości, miejsca pochówku, kultu i czci zmarłych, zostało odseparowane od codziennej rzeczywistości. W konsekwencji zniknęło z pola widzenia tych, którzy cieszą się zdrowiem i życiem doczesnym nieskalanym myślą o vanitas. Zmarli chowani są na miejskich cmentarzach, zamkniętych w murach, na obrzeżach lub poza murami miejskimi. Chorzy i umierający przekazywani są do profesjonalnych, przeznaczonych im instytucji i swoim widokiem oraz potrzebami nie zajmują już własnych bliskich, lecz wyspecjalizowany i przeszkolony personel. Można powiązać zmianę podstawowego miejsca umierania z przestrzeni domowej na zbiurokratyzowaną organizację szpitala, domu starców lub hospicjum, ze zmianami w charakterze i strukturze rodziny, emancypacją i wzrostem aktywności zawodowej kobiet, ewolucją struktury i rozwojem miast.

Wraz z separacją i profesjonalizacją możemy mówić o medykalizacji śmierci i umierania, a zatem przejściu chorego i umierającego (niekoniecznie będącego chorym) we władanie medycyny z jej technologią, farmaceutyką, procedurami, lekarzami i pielęgniarkami. Zjawisko to z kolei należy rozumieć jako element procesu sekularyzacji, czyli wyłączenia poszczególnych dziedzin życia społecznego spod kurateli instytucji religijnych oraz doktrynalnego, mającego tendencje do wszechogarniania baldachimu. Funkcjonariuszem zapewniającym dobrą śmierć nie jest już zatem ksiądz, lecz lekarz. Rytualne działania zmierzające do zbawienia umierającego zostały zastąpione przez procedury medyczne. Enigmatyczną perspektywę eschatologiczną wyparło myślenie w kategoriach jakości umierania, a więc przyszłość została zastąpiona przez „tu i teraz”, „dobra śmierć” zaś uległa zamianie na „jakość umierania”.

Od lat 90. XX w. CBOS regularnie, co kilka lat, przeprowadza sondaże dotyczące postaw Polaków wobec śmierci i umierania. Dobra śmierć według większości Polaków to śmierć nadchodząca w stanie nieświadomości. Zdecydowana większość, na przekór tendencjom zachodzącym we współczesnym społeczeństwie, wolałaby umrzeć w domu, a nie w szpitalu.

Według ostatniego sondażu z 2012 r., wbrew starożytnym i średniowiecznym wytycznym dla sztuki dobrego umierania, a także wbrew naukom pochodzącym z doktryny katolickiej, tylko jedna piąta Polaków chciałaby się do śmierci wcześniej przygotować (CBOS 2001). Takie przygotowanie miałoby polegać na pożegnaniu z bliskimi (81 proc.), przyjęciu sakramentów (71 proc.), uporządkowaniu spraw majątkowych (62 proc.), zakończeniu konfliktów (42 proc.) i zorganizowaniu sobie miejsca pochówku (24 proc.). Zatem takie przygotowania miałyby charakter psychiczno-interpersonalny, dopiero później religijny, a na ostatnim miejscu pragmatyczny.

Do największych lęków związanych ze śmiercią i umieraniem wcale też nie należą lęki egzystencjalno-eschatologiczne, czyli te związane z pośmiertnym przeznaczeniem człowieka, ale te, które wiążą się z jakością umierania, cielesnym wymiarem procesu prowadzącego do zgonu, oraz te, które można przyporządkować wymiarowi psychiczno-interpersonalnemu jednostki. Na najwyższej pozycji wśród obaw związanych z odejściem są: ból towarzyszący umieraniu (65 proc.), konieczność opuszczenia bliskich (63 proc.), umieranie w samotności (42 proc.), a ostatnia to niewiadoma dotycząca losów pośmiertnych (29 proc.). Na liście zmartwień wiążących się ze śmiercią kwestie religijne, takie jak śmierć bez wcześniejszego przyjęcia sakramentu (55 proc.) czy brak przebaczenia ze strony Boga (48 proc.), są także na trzecim i czwartym miejscu, zaraz za potencjalną tęsknotą i pamięcią bliskich (61 proc.) oraz brakiem możliwości wcześniejszego pożegnania z bliskimi (57 proc.).

CBOS w 2012 r. zapytało w ankietach o preferowaną śmierć. Na pierwszym miejscu wśród odpowiedzi była śmierć we śnie, zatem śmierć nieświadoma (59 proc.), kolejno: pozbawiona cierpienia (50 proc.), umożliwiająca pożegnanie z bliskimi (32 proc.), poprzedzona sakramentami (29 proc.) i we własnym domu (25 proc.). Zatem i tu kryterium religijne nie jest kryterium podstawowym do pozytywnego waloryzowania śmierci. Oddało ono pole wymiarowi psychiczno-interpersonalnemu i fizycznemu komfortowi, które to wymiary można określić jako zasadnicze dla współcześnie rozumianej dobrej jakości umierania.

Co współcześnie spełnia rolę traktatów filozoficznych czy literackich traktatów ars bene moriendi? Wydaje się, że podstawowymi środkami przekazu i nośnikami ogólnie przyjętych i powielanych wartości oraz wzorów zachowania są media, a w szczególności internet. Popularną formą przekazu doświadczenia osoby umierającej w internecie jest blogosfera, a odrębną kategorię blogów stanowią blogi osób borykających się z nieuleczalną chorobą, z własnym umieraniem lub z żałobą po stracie osoby bliskiej. Dzięki tej formie przekazu umierający, wypowiadając swoje doświadczenie, umożliwiają innym poznanie go za pośrednictwem języka lub obrazu, a sami mają możliwość podzielenia się swoimi lękami, obawami, przełamując niechęć do podejmowania tego tematu w sytuacjach codziennych, z bliskimi, tym samym zmniejszając poczucie samotności.

Poruszanie tematu śmierci w internecie może też mieć na celu oswojenie zjawiska, co dla niektórych jest warunkiem pełnego i świadomego życia, jak stanowi motto bloga zatytułowanego „Dobra śmierć”:

„Śmierć bez tabu. Śmierć bez lęku. Poznaj śmierć, pozbądź lęku i ŻYJ W PEŁNI. Czytając tego bloga, przestaniesz bać się śmierci, i intensywniej zajmiesz się życiem” ( http://www.dobrasmierc.pl/).

Inną formą współczesnych traktatów ars moriendi są dyskusyjne fora internetowe, które w nieco mniejszym stopniu mają charakter otwarty i demokratyczny, gdyż z reguły są kierowane i monitorowane przez założyciela lub moderatora, ale za to są bardziej otwarte na dialog i wymianę informacji. Obie formy mogą w konsekwencji prowadzić do wytworzenia się wspólnoty ludzi wokół zagadnienia śmierci lub osoby umierającej.

Poza tymi najpopularniejszymi internetowymi formami, które w znacznym stopniu zdemokratyzowały możliwości tworzenia i podtrzymywania lub modyfikowania kulturowych wzorców umierania, śmierć i umieranie są też obecne w telewizji, w formie produkcji filmowych, seriali i przekazów informacyjnych. Rzadko jednak śmierć prezentowana w tego rodzaju produkcjach ma charakter naturalny, dotyczący większości z nas. Takie wyjątki tworzą przekazy informacyjne o śmierci osób znanych, swego rodzaju współczesnych bohaterów kulturowych. Przykładem zmediatyzowanego umierania bohatera była śmierć papieża Jana Pawła II w 2005 r., w pogrzebie którego za pośrednictwem radia lub telewizji uczestniczyła, według deklaracji, zdecydowana większość Polaków (95 proc.).

Proces zmiany w ramach wyobrażeń dotyczących tego, jak powinna wyglądać dobra śmierć, nie musi być odczytywany chronologicznie. Równie uprawnione jest pojmowanie tej charakterystyki jako próby zarysowania pewnych typów postaw wobec śmierci, a zatem i życia, i tego, co jest w nim dla nas (wciąż żyjących) najważniejsze. ©

MAŁGORZATA ZAWIŁA jest wykładowczynią w Instytucie Religioznawstwa UJ; napisała książkę „Religia i śmierć. Trajektoria umierania i jej religijne elementy na przykładzie środowisk hospicyjnych w Polsce” (Kraków 2008).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

nagła i niespodziewana? Katolicy proszą, aby taką nie była. Czy w ogóle można przygotować się na śmierć? Chyba zawsze przychodzi nie w porę, zawsze za szybko, chociaż wielu twierdzi że przynosi ulgę w cierpieniu. Może jest tak, jak w piosence; 'jakie życie taka śmierć'? wolałabym jednak, aby niezależnie od tego jakie ono było - była dobrą. Ostatnie chwile spędzone z osobą umierającą, jeśli taka chwila jest nam dana, są jakby złożonym w nasze ręce ostatnim testamentem, jakby dawał nam się cały... Utkwiła mi w pamięci pewna rozmowa pod artykułem "Tygodnika" podejmującym ów temat w okolicach "Wszystkich Świętych" .
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]