Lojalnie wykonywała dyrektywy swojego szefa po to tylko, by zostać odsuniętą w dość upokarzającym stylu. Powszechne spekulacje na temat jej rychłego końca nie zaczęły się wraz z wejściem psychodramy pt. „Rekonstrukcja” w gorącą fazę w październiku. Już w trakcie lipcowej konwencji partii w Przysusze ówczesna premier nie odegrała żadnej roli. Wkrótce potem, w momencie pierwszego pęknięcia na linii partia–prezydent wokół zawetowania dwóch ustaw sądowych, opowiedziała się jednoznacznie po stronie Kaczyńskiego, co w niczym nie pomogło, a pozbawiło jej potencjalnie ostatniego sojusznika, bo to też warto przypomnieć, iż to Szydło była jednym z głównych motorów zwycięskiej kampanii Dudy w 2015 r.
Potem zręcznie tworzyła prosocjalny, ciepły, swojsko-rodzinny wizerunek pisowskich rządów, co być może pozostanie po niej jako jej największy własny dorobek, skoro strategia, nominacje i szczegółowe wytyczne pochodziły z Nowogrodzkiej. A w obecnych czasach skutecznie podtrzymany wizerunek i narracja to równie istotne polityczne zasługi, co konkretne decyzje i wymierne liczbowo dokonania. ©℗
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















