Jan nie napisał więcej

Kto - poza księżmi - pamięta, jak kończy się Ewangelia Janowa? Odważę się powiedzieć, że prowokacyjnie: "Jezus dokonał jeszcze wielu innych rzeczy. Gdyby je chcieć opisać, (...) świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać".
Czyta się kilka minut

Ale Jan ich nie pisze. To jest koniec jego relacji o Jezusie. Dwa jego listy to wprowadzanie nas w chrześcijaństwo, Apokalipsa to wizja przyszłości. A i pozostali Ewangeliści dali nam opowieści bardzo skromnych rozmiarów. O największym i najważniejszym w całej historii świata wydarzeniu powstały cztery niewielkie książki. Tyle że po dziś dzień czytamy je wciąż na nowo i odkrywamy je ciągle tak, jakby były nam dawane teraz, dzień po dniu. Te same słowa.

A równocześnie zalewa nas topiel mnożących się bez wytchnienia coraz i coraz nowych słów, mówionych i pisanych, przekazów, książek. Całodobowe programy mediów elektronicznych stwarzają ciśnienie, w którym przerwa w mówieniu nie może być odbierana inaczej niż jako niedopuszczalna awaria, skandal po prostu. Słowa wypływające co dzień z komputerów coraz bardziej przypominają zgromadzenia indywiduów, z których nikt nie jest ciekaw, co mówi ktoś inny, czyha tylko, by jak najszybciej samemu zabrać głos i wylać z siebie to wszystko, co jemu z kolei zdaje się jedynie ważne i ciekawe. I nawet książki-świadectwa zdają się nieraz ulegać gorączce rywalizacji, która każe się ścigać z innymi w pierwszeństwie zasług czy bodaj doświadczeń, w których się uczestniczyło i o których koniecznie wiedzieć powinien cały świat.

Dopiero co zastanawiałam się nad powinnością pamięci, która przecież zobowiązuje do słowa właśnie. Mówionego i pisanego. Ale przecież słowa wiernego. W kontekście dopiero co przeżywanej awantury o "mówione źródła historii", które okazały się zbieraniem anonimowych plot i pomówień, ani sprawdzanych, ani ważonych w kategoriach przydatności i potrzeby dociekania przeszłości, powróciło hasło "prawdy, która wyzwala" i ostrzeżeń, że żądanie odpowiedzialności za słowo to "wołanie o cenzurę". Okazało się jeszcze raz, że ewangeliczny tekst o prawdzie, którą uosabia Bóg-Człowiek, podstawia się jako usprawiedliwienie manipulacji pseudoinformacjami, a ósme przykazanie Dekalogu, którego nie neguje nawet żaden kodeks karny w cywilizowanym świecie, w ogóle może nie być brane pod uwagę, bo "wolność słowa" nawet oszczerczego, wywindowana została do rangi najwyższej. I w tej sytuacji powraca pytanie: a może to milczenie jest tym, co potrzebne częściej, niż nam się zdaje? I to potrzebne nie tylko tym, którzy jak Norwid "smutni że aż Bogu smutno", ale nam wszystkim?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 15/2009