Jak pokonać strach

Coraz częściej myślę o tym, jak dobrze jest powiększać w sobie miejsce dla odwagi. Także na powiedzenie o własnym wstydzie czy strachu.
Czyta się kilka minut
Olga Drenda / Fot. Maciej Zienkiewicz dla TP
Olga Drenda / Fot. Maciej Zienkiewicz dla TP

Jeśli miałabym powiedzieć, co ostatnio robię najczęściej, to zapewne odpowiedziałabym, że konfrontuję się ze strachem. Chwalę sobie i doceniam, że dostałam w podstawowym oprogramowaniu raczej niski poziom lękliwości; miewam różne rozterki, ale dobry los oszczędził mi skłonności do międlenia zmartwień. To nie znaczy oczywiście, że aż taki ze mnie chojrak. Nie znoszę nagrań typu „jumpscare”, patrzenia w pusty szyb windy, a przez większą część życia dokuczała mi prawdziwa fobia na tle ciem oraz niespodziewanych połączeń telefonicznych, co prowadziło do scen godnych dobrego komediodramatu.

Teraz sama zdecydowałam się uwzględnić w moim życiu kilka elementów, którym strach towarzyszyć jak najbardziej może. Jednym z nich, który zapewne najłatwiej sobie wyobrazić (i przeżyć w wyobraźni chwile grozy), jest nauka nowego sportu zupełnie od zera w wieku dorosłym. Na naukę jest czas za młodu, myśli pewnie niejeden. Wtedy mamy czas i opiekę menedżerską w osobach rodziny i kadry pedagogicznej, mniejszą podatność na urazy i mniejszą złą samoświadomość – tę, która podpowiada, że czeka nas niechybna kompromitacja – za to silniejszy odruch zabawy. Dajmy na to sportowa kontuzja: dla młodzieży to obok wszelkich nieprzyjemności czasami przewrotna przyjemność z dodatkowych wakacji (jeśli oczywiście obrażenia nie są zbyt groźne) albo okazja do zbierania autografów na gipsie. Dla dorosłego – kombinowanie, kto nas może zastąpić w pracy i rodzinie, składanie pism do ZUS-u i dojmujące poczucie, że kości i stawy już nie te. Albo (wersja dla tych, których nęka w dzień i nocy tzw. Uogólniony Inny) świdrujące oczy innych zawodników, przypominające, że nie tylko jesteśmy początkujący, ale też, by łagodnie to ująć, dojrzali. Strachów jest tu cała moc, a co najgorsze, przecież to po człowieku dorosłym świat się spodziewa, że będzie pomocnym ramieniem.

A jednak działam (i tu spieszę potwierdzić, że kontuzje są realne, a złośliwy Uogólniony Inny to na szczęście jedynie przykry lokator naszych głów). To zapewne brzmi komicznie, ale lubię powiedzieć sobie poważnie: „powstrzymuje mnie bariera psychologiczna” – czuję się wówczas jak Smerf Ważniak. Ale też wtedy ta bariera wydaje się mniej serio i spieszno mi do tego, żeby ją sforsować. Obserwowanie tego, jak znikają niepewność i obawa, to prawdopodobnie jedna z najbardziej sycących rzeczy, jakich można doświadczyć. Teraz odwagę ćwiczę i ja, i mój nowy kot, bo choć defekt łapki mogą naprawić ludzkie ręce, to śmiałości, by skakać i się wspinać, musi on już nabrać sam. Mam poczucie, że im bardziej ja się staram, tym więcej będę mieć cierpliwości, żeby rehabilitować tego puchatego nieszczęśnika.

Ze słowem „odwaga” spotykam się ostatnio głównie w specyficznym kontekście. Często słyszy się o odważnym wyznaniu, o odwadze powiedzenia czegoś na głos. Przypadło nam żyć w czasach, w których wiedza psychoterapeutyczna i związane z nią metody – nawet jeśli nie zawsze doświadczone na spotkaniach twarzą w twarz, to zapośredniczone przez wywiady, książki czy filmy dokumentalne – docierają do ludzi, którzy dotychczas byli z różnych przyczyn poza jej zasięgiem. To sprawia, że więcej osób czuje, iż może powiedzieć otwarcie, że np. czegoś się boi, czy opowiedzieć o czymś zupełnie neutralnym, czego akurat wyjątkowo się wstydzili. Obserwowanie tego, jak opuszcza ich dotkliwy ciężar, jak przeżywają katharsis, jak doświadczają przebłysku czegoś ewidentnie dobrego, chwili pocieszenia, nawet jeśli dzieje się to tylko na skalę komentarza w internecie – to coś poruszającego i niesprawiedliwy jest ten, kto uważa te przeżycia za błahe.

Ale ulga płynąca z możliwości bycia szczerym czy własne zadziwienie faktem, że posiada się uczucia – to tylko część drogi. Opowiedzenie o swoim osobistym bagażu czy dotarcie do przyczyn tego, co nas boli, jeszcze nie wyposaża w metodę radzenia sobie z nim ani nie pozwala jakoś lżej go znosić. Jeśli ktoś wpadnie z taką delikatną materią w nieodpowiednie ręce, bagaż może jeszcze urosnąć albo przykleić się do pleców na dobre.

Coraz częściej myślę ostatnio o tym, jak dobrze jest powiększać w sobie miejsce dla odwagi, jak dobrze jest zyskiwać pewność. Strach traktuję jako przykrą część doświadczenia ludzkiego, jak fakt, że paznokcie wymagają obcinania, a zęby mogą się zepsuć. Nie jest to coś, czego można pozbyć się raz na zawsze; to irytujący, lecz niestety regularny pasażer. Mało jest jednak równie budujących doświadczeń jak świadomość, że można przesunąć strach na drugi plan – i skupić się po prostu na czymś ciekawszym.

Sprawność godna wiewiórki nie spada sama z nieba. // Fot. Olga Drenda

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 25/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Nie bój żaby