Tegoroczny Dzień Dziecka pochłonęła pełna napięcia cisza wyborcza. Dzień chodzenia na lody z dziadkami, festynów, puszczania baniek i wrzucania swoich dziecięcych zdjęć na media społecznościowe przysłoniło wybieranie prezydenta i przyszłości – również dla dzieci. Można więc to napięcie, które towarzyszyło dniu 1 czerwca, wykorzystać do refleksji o wpływie polityki na życie naszych potomków. Ostatnie dni podpowiadają tematy wcale nie błahe, w których politykom chyba jednak nie dostaje mocy przewidywania, sprytu, woli i troski.
Sieć: Prezydenckie dzieci w czasach internetowego hejtu
Pierwszy pojawił się już w czasie wieczoru wyborczego za sprawą komentarzy do spontanicznych reakcji siedmioletniej córki prezydenta-elekta. Oto przed polskim społeczeństwem i klasą polityczną stanęło nowe zadanie: traktować z troską dwoje nieletnich dzieci nowej, budzącej emocje prezydenckiej pary. Trochę to inne zadanie niż gdy prezydencko urzędował nam Lech Wałęsa mający ośmioro dzieci albo gdy do Pałacu Namiestnikowskiego wprowadzili się Kwaśniewscy z czternastoletnią Aleksandrą.
Nie znaczy to, że ich dzieci nie budziły zainteresowania mediów, ale to były jednak czasy obowiązujących w nich, mniej lub bardziej, zasad, a nie współczesność, w której każdy ma w kieszeni narzędzie do publicznego komentowania cudzego życia. Co więcej – w której wizerunki łatwo podlegają nadużyciom, a nawet erotyzacji z pomocą narzędzi sztucznej inteligencji. Z lękiem myślę, czy starczy wszystkim mądrości, delikatności i dojrzałości, by temu zadaniu sprostać.
Zwłaszcza że mimo opisywanych w mediach sytuacji rówieśniczej przemocy, prowadzącej niekiedy do najdramatyczniejszych skutków, czyli samobójstw dzieci, dorośli zdają się nie doceniać siły narzędzi, jakimi są telefon i media społecznościowe. Wraz z kończącym się sezonem komunijnym pewnie w niejedne dziewięcioletnie ręce trafił smartfon, a w domu zaczęła się era walki o czas i uwagę dziecka. Co dostają wraz z telefonem, świetnie podsumowuje kampania „Nie zostawiaj dziecka samego w internecie”, widoczna ostatnio na warszawskich autobusach i tramwajach, zaczepiająca nas pytaniem „Zostawiłbyś dziecko samo w obcym mieście?”.
Sieć: Ponad połowa dzieci ma konto w mediach społecznościowych
Kampanię współtworzy miasto Warszawa oraz kilka organizacji pozarządowych. A co dzieci mogą w tym obcym mieście spotkać, opisał ostatni raport „Internet dzieci”, przygotowany przez współtworzący kampanię Instytut Cyfrowego Obywatelstwa. Monitoring aktywności dzieci i młodzieży w internecie pokazuje, niestety, że spotykają tam przemoc, hejt, mowę nienawiści oraz treści pornograficzne.
Ponad połowa dzieci w wieku 7-12 lat jest aktywna w przynajmniej jednym serwisie społecznościowym (najczęściej TikTok) lub komunikatorze, który teoretycznie powinien być dostępny od 13. roku życia. „W imię własnych interesów lub dobrego samopoczucia dorosłych unikamy zmierzenia się z jednym z największych wyzwań współczesności: adaptacją do życia w świecie nowych technologii. W tym procesie konieczne jest podejmowanie działań chroniących przed krzywdzeniem grupy, która sama nie jest w stanie się obronić” – pisze we wstępie raportu prezeska fundacji Magdalena Bigaj. I dodaje: „Od teraz nikt nie ma już podstaw, by twierdzić, że »dzieci w mediach społecznościowych nie ma«”.
Sieć: Dzieci w mediach społecznościowych – internetowi giganci nie widzą problemu
Musiała się nieźle zdziwić, gdy podczas wspólnego posiedzenia Sejmowych Komisji ds. Dzieci i Młodzieży oraz Komisji Cyfryzacji, na którym dyskutowano o wynikach raportu, przedstawicielki koncernów upierały się przy zdaniu, że dzieci w serwisach nie ma. Przedstawicielka Mety (właściciel Facebooka, Instagrama, Messengera, WhatsAppa) zaprzeczyła obecności dzieci w serwisach, zasłaniając się regulaminem. Z kolei przedstawicielka Google’a (właściciel YouTube’a) przekonywała, że platforma wideo gromadząca subskrybentów nie jest medium społecznościowym.
Na poziomie krajowym i europejskim regulowanie gigantów technologicznych i egzekwowanie od nich ochrony najmłodszych jest ważne i potwornie trudne, zwłaszcza w obliczu wewnętrznego zepsucia tych firm politycznymi wpływami i bezkarności, jaką się cieszą. A także wobec braku uporu polityków, pozostających pod lobbystycznym wpływem tych gigantów albo urokiem politycznej mocy ich platform, które niejedne wybory pomogły ostatnio wygrać.
Zbyt wiele wiemy o wpływie tych serwisów, manipulacjach wyborczych, sprzedaży danych (nawet nastoletnich dziewcząt) reklamodawcom oraz o naszej, dorosłych, bezbronności. Gdy pomyślimy o wszystkich grzechach popełnionych przez właścicieli terenów internetowego uniwersum, w którym żyjemy, jeżą się nam włosy na głowie. Więc pomyślmy teraz, że żyją w nim, wbrew wszelkim regulaminom, także nasze dzieci.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















