Ile powinno kosztować czytanie?

Jestem czytelnikiem. Każdego dnia odwiedzam kilka krakowskich księgarń i antykwariatów, zachodzę na dworzec, by sprawdzić, co wystawili działający tam bukiniści, a gdy poszukiwana przeze mnie pozycja jest niedostępna na rynku, korzystam z biblioteki.
Czyta się kilka minut

Kupując nowości, zawsze porównuję ceny proponowane przez różnych sprzedawców. Zdarza się, że oferta sieciówek oraz sklepów internetowych jest dużo atrakcyjniejsza (10–15 zł mniej). Wydaje się, że wybór jest oczywisty – chodzi przecież o to, by jak najtaniej nabyć wymarzoną powieść czy tomik wierszy. A jednak sprawa jest bardziej skomplikowana.

Propozycja ustawy o stałej cenie książki wywołuje coraz większe emocje, których efektem jest publiczna debata na temat rynku wydawniczego. Zwolennicy tego rozwiązania podkreślają, że państwo powinno wziąć w opiekę autorów, wydawców i księgarzy (zwłaszcza niezależnych), by ochronić ich przed działaniami wielkich sieci dystrybucyjnych. Te ostatnie – z racji swojego zasięgu – mogą dyktować warunki innym podmiotom zaangażowanym w proces tworzenia, wydawania i sprzedaży książek. Dystrybutor może obniżyć cenę nowości, by jak najszybciej pozbyć się towaru, który wziął na tymczasowe przechowanie. Stąd liczne promocje, na które nieświadomi czytelnicy reagują z entuzjazmem. Niestety, obniżka ceny powoduje straty po stronie wydawcy, a także po stronie pisarza, który – często tak bywa – otrzymuje tantiemy od sprzedanych egzemplarzy (oferta specjalna jest równoznaczna z mniejszym zyskiem po stronie autora). By przeciwdziałać temu procesowi, instytucje wydawnicze podnoszą cenę nowości, co prędzej czy później obraca się przeciwko czytelnikom. Cierpią na tym również księgarze, bezradni w starciu z wielkimi sieciami dystrybucyjnymi, sklepami internetowymi czy hipermarketami.

Co po księgarniach w świecie, w którym wszystko można zamówić do domu, rzekomo oszczędzając przy tym czas i pieniądz? Przede wszystkim są to miejsca o ogromnym – choć niedocenianym – znaczeniu społecznym. Odbywa się w nich kulturalna wymiana. Sprzedawcy pasjonaci, dysponujący ogromną wiedzą na temat literatury, potrafią doradzić czytelnikom, organizują spotkania z pisarkami i pisarzami, ściągają ciekawe książki, traktując je jako medium komunikacji, a nie jako towar.

Przeciwnicy ustawy odwołują się do podstawowego prawa konsumenta: możliwości wyboru najtańszej oferty. Jest to bałamutny argument. Jak pokazują przykłady Francji, Niemiec i Włoch, wprowadzenie ustawy o książce skutkuje wolniejszym wzrostem cen (Francja) lub wręcz ich spadkiem (Włochy). Wszystkie instytucje działające w przestrzeni wydawniczej zaczynają funkcjonować w bardziej stabilny sposób, co w efekcie wzmacnia pole literackie. Dzięki temu znów można dyskutować o książkach i zawartych w nich wizjach świata, a nie tylko o ich cenie. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 27/2015