Reklama

Ikonowicz na RPO

Ikonowicz na RPO

w cyklu Woś się jeży
16.09.2020
Czyta się kilka minut
Przez ostatnie 30 lat pełnił funkcję nieodpłatnego „rzecznika praw obywatelskich zwykłego człowieka”. Dziś nie ma w Polsce lepszego kandydata na zastąpienie Adama Bodnara w roli konstytucyjnego RPO.
Rafał Woś / FOT. GRAŻYNA MAKARA
S

Skończyła się kadencja Rzecznika Praw Obywatelskich. Adam Bodnar nie kandyduje na kolejną. Zresztą nie miałby żadnych szans na uzyskanie poparcia obecnej sejmowej większości. Podobnie pracująca dotąd z Bodnarem Zuzanna Rudzińska-Bluszcz. Została ona wprawdzie oficjalnie zgłoszona przez kluby parlamentarne KO oraz Lewicy i uzyskała poparcie kilkuset organizacji pozarządowych, można jednak przypuszczać, że też nie zdoła zgromadzić wymaganej większości głosów. A gdy upadnie kandydatura Rudzińskiej-Bluszcz, procedura wyboru rozpocznie się od nowa. Nowych kandydatów będą mogli zgłosić marszałek Sejmu albo grupa 35 posłów. Do czasu wyboru nowego RPO rzecznikiem pozostaje Adam Bodnar. 

Dlaczego sejmowa większość nie zgłosiła na razie swojego kandydata? To oczywiście efekt politycznego pata. Bo tak jak pewne jest odrzucenie kandydatury Rudzińskiej-Bluszcz w Sejmie, tak samo w ciemno obstawiać można, że kandydat Zjednoczonej Prawicy nie dostałby zgody antyPiS-owskiej większości w Senacie. A do wyboru nowego RPO konieczna jest zgoda (lub przynajmniej brak weta) drugiej izby parlamentu.

Z tego pata wyjść można na trzy sposoby. Dwa są nieładne i osłabią ustrojową pozycję Rzecznika. Stanie się tak zarówno, jeśli antyPiS-owski Senat postanowi odrzucać wszystkich kolejnych kandydatów przysyłanych z PiS-owskiego Sejmu i w ten sposób będzie sztucznie przedłużał kadencję Bodnara. Równie niepokojąco będzie wtedy, gdy PiS spróbuje obejść senacki opór, zmieniając ustawę określającą tryb wyboru RPO i dopisze tam np., że „do czasu uzyskania zgody drugiej izby, urząd sprawuje p.o. Rzecznika”. I jedno, i drugie wyjście to parlamentarne kuglarstwo.

Na szczęście jest wyjście trzecie, najuczciwsze i najbardziej demokratyczne. Myślę o znalezieniu kandydata kompromisowego – akceptowalnego dla szerokiej większości, ale jednocześnie nie bezbarwnego i nijakiego. Do takiej właśnie roli Piotr Ikonowicz nadawałby się znakomicie. 


Czytaj także: Rafał Woś: Czyja jest Solidarność


Po pierwsze, ten znany lewicowy polityk i społecznik jak mało kto spełnia kryteria, które kandydatowi na rzecznika stawia ustawa. Utarło się przekonanie, że obowiązki RPO pełnić w Polsce musi wybitny prawnik z akademickim doświadczeniem (Ewa Łętowska, Andrzej Zoll). Tymczasem jest to tylko rodzaj ususu. Nie zaś twardego wymogu. Ustawa mówi bowiem jedynie o tym, że rzecznik musi „wyróżniać się wiedzą prawniczą i doświadczeniem zawodowym”. Ale wyraźnie dodaje też drugi kluczowy komponent przymiotów RPO: „wysoki autorytet ze względu na swe walory moralne i wrażliwość społeczną”. Mówiąc wprost: nigdzie nie jest napisane, że RPO musi być koniecznie prawnikiem teoretykiem i legitymować się autorstwem szeregu prawniczych monografii. Równie ważne są praktyczne doświadczenie związane z obroną praw obywatelskich oraz wyznawane wartości.

Oceniając wedle tych kryteriów, pytanie nie brzmi więc, „czy Ikonowicz spełnia wymagania?”, lecz raczej, „dlaczego dotąd jeszcze nie został rzecznikiem praw obywatelskich?”. Bo patrząc na jego dokonania, zasługuje na tę posadę bardziej niż ktokolwiek inny. Mówimy tu przecież o człowieku, który od ponad 30 lat w praktyczny sposób pomaga ludziom, których podstawowe prawa obywatelskie są łamane: reprywatyzowanym lokatorom, wyzyskiwanym pracownikom albo bezdomnym, którzy popadli w spiralę zadłużenia i stracili dach nad głową. Mało tego: robi to zarówno od strony systemowej (jako pierwszy w Polsce zaczął udzielać darmowych porad prawnych w ramach Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej), jak i „na ulicy”: blokując eksmisje na bruk czy wspierając nielegalne strajki tam, gdzie oficjalne związki zawodowe boją się nawet zaglądać.

Broniąc praw człowieka „tu i teraz” Ikonowicz bywał ciągany po sądach, fizycznie atakowany i publicznie oczerniany. Nigdy go to jednak nie złamało. Jeśli to mało, to zaiste trudno powiedzieć, co lepiej znamionuje postulat „wrażliwości społecznej”. I jeszcze coś dla purystów: Ikonowicz jest absolwentem wydziału prawa UW, co powinno zamykać temat spełniania przez niego kryteriów formalnych.

Po drugie, wybór Ikonowicza byłby ważnym sygnałem, że w Polsce obowiązuje cała konstytucja i cały dorobek ONZ dotyczący praw człowieka. A nie tylko ich część, dobierana wedle zasady, „co nam akurat politycznie wygodne”. Obserwując bowiem dotychczasowe debaty wokół roli RPO, można odnieść wrażenie, że większość sił politycznych chce bronić praw człowieka, ale… na wyrywki. Skupiając się głównie na tzw. pierwszej generacji praw człowieka (prawa obywatelskie i polityczne) lub ewentualnie sięgając po ich generację czwartą (prawa mniejszości seksualnych). W tak ustawionym sporze na dalszy plan spada tzw. druga generacja praw człowieka. Czyli prawa ekonomiczne: do pracy, do godziwego wynagrodzenia, do słusznych warunków pracy, do tworzenia związków zawodowych, do świadczeń socjalnych i ubezpieczeń zdrowotnych, do wypoczynku, do ochrony zdrowia, do zabezpieczenia społecznego. A przecież są to prawa nie mniej ważne i godne ochrony. Ikonowicz, który ochronę przed przemocą ekonomiczną ma w swoim politycznym DNA, byłby najlepszym gwarantem, że i te prawa będą w Polsce na serio chronione. Na co czekają miliony ludzi.

Po trzecie, Ikonowicz wydaje się dziś postacią strawną dla obu stron konfliktu politycznego w Polsce. Oczywiście: wielu w PiS-ie czy antyPiS-ie będzie go miało za „radykała”, „komunistę”, „warchoła” etc. Tego nie unikniemy. Po obu stronach znajdzie się jednak zapewne więcej takich, którzy mają dla dokonań Ikonowicza głęboki szacunek. A także wielu tych, co zgodzą się na niego, wierząc, że nie będzie narzędzi RPO wykorzystywał do eskalacji trwającej w Polsce wojny kulturowej. A to by już było bardzo wiele.


Polecamy: Woś się jeży - autorska rubryka Rafała Wosia co czwartek w serwisie "Tygodnika Powszechnego"


Oczywiście, za postacią Ikonowicza ciągnie się wiele zarzutów, choćby o tanie efekciarstwo jego akcji, pogardę dla prawa i instytucji państwa albo brak umiejętności działania w zespole. Zastanówmy się jednak, czy są to zarzuty do końca fair? Trudno go przecież na serio krytykować, że bronił ofiar eksmisji, szarpiąc się z policją. No bo niby jak miał to robić inaczej w sposób skuteczny? Listy otwarte czy książki na temat przeróżnych niesprawiedliwości współczesnej Polski pisało wielu. Ilu miało odwagę walczyć o słuszną sprawę w praktyce? Za darmo, bez zrozumienia opinii publicznej, niezależnie od pory dnia czy pogody? Czy nie jest przypadkiem tak, że Ikonowicz przez te wszystkie lata bronił praw człowieka przy pomocy jedynych narzędzi, jakimi dysponował? A teraz zastanówmy się, o ile bardziej skutecznie mógłby to robić, gdyby miał do dyspozycji nie tak znowu małe zasoby instytucjonalne oraz autorytet, jakie daje w naszej demokracji urząd RPO? I czy Polska nie byłaby dzięki temu krajem trochę lepszym i bardziej sprawiedliwym?

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz ekonomiczny, laureat m.in. Nagrody im. Dariusza Fikusa, Nagrody NBP im. Władysława Grabskiego i Grand Press Economy, wielokrotnie nominowany do innych nagród dziennikarskich, np...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

litości!
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]