Reklama

Są przewrotne konstytucje

Są przewrotne konstytucje

w cyklu WOŚ SIĘ JEŻY
13.05.2021
Czyta się kilka minut
W ostatnich latach „konstytucja” stała się w Polsce wręcz synonimem „demokracji”. Ale czy słusznie? 
Rafał Woś / FOT. GRAŻYNA MAKARA
W

W 1823 roku angielski filozof i ekonomista Jeremy Bentham napisał „Leading Principles of a constitutional code for Any State”. Czyli po polsku: „Główne zasady konstytucyjne dla KAŻDEGO kraju”. Wytłuszczam słowo „każdego” nieprzypadkowo. W pełni oddaje ono uniwersalistyczne ambicje projektu konstytucyjnego. Zamiar stworzenia jednego wzorca nieba na ziemi, który powinien być uniwersalny dla wszystkich ludzi. Niezależnie od kontekstu kulturowego, politycznego czy społecznego.

Starszy od Benthama o dwie dekady Edmund Burke właśnie tej ambicji w konstytucyjnym zapale XVIII-wiecznych elit najbardziej nie znosił. Uważał, że uczynienie z konstytucji absolutnego superprawa jest, owszem, kuszące, ale zwyczajnie nieżyciowe. To znaczy ignorujące fakt, że ludzie są istotami ułomnymi, niestałymi oraz słabymi. Istnienie konstytucji wcale więc nie ochroni świata przed tyranią rządzących. Przeciwnie - prędko stanie się użytecznym narzędziem opresji i legitymizacji sprawowanej aktualnie władzy.

Ten fundamentalny spór o konstytucję między dwoma brytyjskimi myślicielami sprzed stu lat to tylko jedna z ciekawych lekcji, jakie przynosi głośna książka „The Gun, the Ship and the Pen. Warfare, Constitutions and the Making of the Modern World" (Broń, Okręt i Pióro. O wojnach, konstytucjach i stworzeniu nowoczesnego świata) autorstwa brytyjskiej historyczki Lindy Colley. Czytając jej wywody można dojść do dwóch wniosków jednocześnie. Pierwszy jest taki, że owszem, nikt nie może podważyć roli, jaką pisane konstytucje odegrały w budowaniu potężnych machin państwowych zachodnich imperiów. Tych, które już za chwilę podporządkują sobie (w różnych formach) większą część świata, stoczą ze sobą wiele śmiertelnych wojen, wojny te przetrwają i nadal będą dominować jako najbardziej rozwinięte i najbogatsze narody globu. I tylko kilka z nich (Wielka Brytania) zdoła się przez te wszystkie wieki bez pisanej konstytucji obejść.


Polecamy: inne teksty Rafała Wosia z rubryki "Woś się jeży"


Drugi wniosek z lektury Colley jest jednak taki, że konstytucje to nie są święte bóstwa. Historyczka pokazuje, że w zasadzie wszystkie współczesne ustawy zasadnicze (z wyjątkiem tej japońskiej, z 1889 r.) zostały uchwalone po wielkim politycznym przełomie (wojna, rewolucja) właśnie po to, by zwycięzcy mogli swoją nowo zdobytą władzę ugruntować. Zabezpieczyć przed utratą. Zazwyczaj odbywało się to przy dźwiękach obietnicy, że teraz to już jest ta właściwa i docelowa konstytucja. Tymczasem taka na przykład Francja miała od 1791 roku aż 16 konstytucji. Zaś poprawianie istniejących (model amerykański) to raczej wyjątek potwierdzający regułę, którego efektem ubocznym jest (bo być musi) niesamowity rozrost orzecznictwa konstytucyjnego i - co za tym idzie - przesunięcie ośrodka władzy od wybieralnych polityków w kierunku omnipotencji prawników.

Nieważne jednak, czy mówimy o Ameryce, Francji, Wielkiej Brytanii czy Japonii. Studiowanie (wraz z Colley) dziejów pisania, uchwalania, łamania i obalania konstytucji prowadzi nas do zderzenia perspektyw Benthama i Burke'a. A schodząc jeszcze głębiej, do walki o władzę i dominację. Zwolennicy konstytucji uważają ją za ramę chroniącą kraj przed zmianą, której nie chcą i której się obawiają. Oczywiście nazywają to inaczej, podkreślając hasła „obrony ładu” czy „zabezpieczenia przed tyranią”. Krytycy ustawy zasadniczej podnoszą zaś z kolei jej nieadekwatność do bieżących okoliczności. A często także „nieżyciowość". W tej walce żadna ze stron nie ma obiektywnej moralnej racji.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]