Nie być jak Adam Michnik

Nie być jak Adam Michnik

w cyklu Woś się jeży
29.04.2021
Czyta się kilka minut
„Demiurga” – nową biografię Adama Michnika napisaną przez Romana Graczyka – najlepiej czytać… od końca.
Rafał Woś / FOT. GRAŻYNA MAKARA
A

Adam Michnik nie był mi nigdy ni szefem, ni mentorem. Wspólne mamy tylko to, że obaj urodziliśmy się 17 października. Pamiętam, że gdy to odkryłem – a miałem wtedy może 18 albo 19 lat – to mi nawet imponowało. Potem przestało. Po prostu im głębiej wchodziłem w świat polskich mediów, tym wyraźniej i na własne oczy mogłem zobaczyć i na własnej skórze doświadczać, jakie są konsekwencje działalności długoletniego redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” dla polskiej debaty publicznej. Konsekwencje niedobre. I to właśnie pokazanie owego Michnikowego cienia jest największą zasługą książki Romana Graczyka.

Aby to docenić, rzecz trzeba czytać od końca. Bo tam Graczyk pokazuje coś, co jest dla środowiska dziennikarskiego tajemnicą poliszynela. Tkwi ona w tym, że Michnik nie stanął na wysokości zadania. I nie chodzi nawet o to, że poparł Mazowieckiego zamiast Wałęsy. A potem (czy przedtem) kolegował się z Kwaśniewskim i Urbanem. Nie w tym rzecz! Idzie o to, że to Michnik – może najmocniej – przyczynił się do zmarnowania ważnego wspólnego dobra, jakim była wyrastająca z ducha solidarnościowego zrywu „Gazeta Wyborcza”. Opozycyjne medium czerpiące swą wiarygodność i zawdzięczające swoje pole position z roku 1989 właśnie temu, że było dobrem wspólnym. To dobro potem sprywatyzowano, zmonetyzowano i zbudowano na jego miejscu działający już wyłącznie w interesie akcjonariuszy koncern Agora. Tej „Wyborczej” – od której wszystko się zaczęło – od 30 lat lideruje właśnie Adam Michnik. Owszem, raz jest bliżej, innym razem dalej, ale jednak ma wpływ. Wyznacza standardy i kierunki. Pewnie słabiej niż kiedyś, ale jednak wyznacza.

A liderem jest fatalnym. Fatalnym, to znaczy takim, który ze swego otoczenia konsekwentnie i przez lata eliminował tych wszystkich, którzy mieli własne (inne niż jego) zdanie. Wraz z upływem lat zmieniły się oczywiście metody. Kiedyś Michnik miał tyle werwy, że uwodził. Dopuszczał blisko i roztaczał wizje ekskluzywnego partnerstwa albo wręcz sukcesji. By potem – jeśli jego absolutny prymat nie został uznany – odtrącać od siebie. Często wręcz mszcząc się na niewdzięczniku, obkładając go środowiskowym ostracyzmem. W miarę jak wpływy Michnika i „Gazety Wyborczej” słabły, a w Polsce udało się zbudować dzisiejszy medialny pluralizm, nie było już nawet uwodzenia. Wolnomyśliciele i marzyciele byli z Michnikowego (dziś Agorowego) świata wypędzani. Jedni tracili robotę, inni poświęcali kręgosłupy. W sumie – na jedno wychodzi. W książce Graczyka historii takich znajdziemy wiele: czy to w formie bardziej rozbudowanych case studies Artura Domosławskiego, Rafała Kalukina czy Grzegorza Sroczyńskiego, czy wielu pomniejszych. W tym także autora „Demiurga”.

Zastanawiam się, czy gdybym miał dziś znów 20 lat i trafił na „Demirurga”, to czy uwierzyłbym Graczykowi? Możliwe, że nie. Może nawet z wyższością odmówiłbym czytania. Sam przecież dobrze pamiętam swój dystans wobec wszelkich antymichnikowskich argumentów. Co ja mówię „argumentów”? Antymichnikowszczyzna to nie jest jeden czy dwa teksty. To jest przecież cała publicystyczna katedra – książki, filmy dokumentalne, setki nagłówków prasowych i internetowych.

Istnienie tej katedry w pierwszej chwili przytłacza. Myśli sobie człowiek – „no nie, to jest jakaś obsesja! Daliby mu już spokój!”. Do tego dochodzi zaprawiona w bojach machina obronna, którą się Michnik przez lata obudował. Ta machina (zwana „środowiskiem Gazety” – jak lubią o sobie mówić jego członkowie), proszona czy nie, wpycha do ręki kolejne narzędzia pomocne w tym, by krytykę Michnika upupić i pozbawiać legitymizacji: „Krytykują Adama? No wiadomo, ci prawicowi antysemici!”. Albo „Michnik uwiera, bo mu się… udało. A ci, co go nie znoszą to zwykli frustraci”. Etc.


Czytaj inne teksty z Rubryki Rafała Wosia w otwartym dostępie


 

Problem tylko w tym, że… Graczyk pisze prawdę. I to nawet nie jest w tej ocenie Michnika z ostatnich 30 lat jakiś szczególnie napastliwy. Daje tylko rzetelny zestaw realnych i dobrze odmalowanych historii. Zazwyczaj podpartych słowami ludzi, którzy z Michnikiem byli niegdyś bardzo blisko. Z tych opowieści widać, że to nie jest jeden czy drugi odosobniony przypadek. Tylko system działający od 30 lat. I od 30 lat psujący polskie media oraz polską debatę publiczną. Czyniąc ją mniej ciekawą i tworząc sztuczne bariery czy podziały.

Dlatego „Demiurga” czytam przede wszystkim jako ostrzeżenie. Im bardziej czytam wstecz – to znaczy cofam się w życiu Michnika do czasów heroiczno-opozycyjnych, albo jeszcze dalej – do wywrotowej młodości „poszukiwacza sprzeczności”, tym bardziej nie mogę się nadziwić. Jak to możliwe, że bystry, uczciwy, odważny i ciekawy świata demokrata-wywrotowiec staje się – już po zwycięstwie i wyniesieniu na piedestał – zaprzeczeniem samego siebie i własnych ideałów. To znaczy zamkniętym i nieciekawym odmiennego punktu widzenia (czasem nawet gotowym otwarcie szkodzić) konserwatystą i myślowym arystokratą. Wygodnie zagrzebanym wśród tych, co mu tylko potakują.

Czy to jest los każdego nietuzinkowego lidera? Czy można inaczej? Czy mamy tu przed oczami jakiś diabelski mechanizm dziejów, którego wykoleić się nie da? Nie wiem, czy ta książka daje odpowiedź. Pozwala jednak uczepić się mantry: „Nie być jak Michnik, nie być jak Michnik, nie być jak Michnik”. Może to komuś coś da.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz ekonomiczny, laureat m.in. Nagrody im. Dariusza Fikusa, Nagrody NBP im. Władysława Grabskiego i Grand Press Economy, wielokrotnie nominowany do innych nagród dziennikarskich, np...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Ego, ego niszczy każdego.. Żeby być opozycjonistą, a tym bardziej rewolucjonistą trzeba mieć silne i odporne na inny punkt wiedzniea ego. Bez władzy takiego ego jest nawet sympatyczne i uwodzicielskei, no ale jak dostanie trochę władzy to pokazuje co warte. Michnik to w sumie słaby przykład. Ma może na swoim sumieniu złamane kariery ale jednak nie życia. Te historie od brawurowego rewolucjonisty do bezwzględnego konserwatysty można mnożyć do znudzenia. Wystarczy przejść się po mieście i popatrzeć na pomniki. Pan sobie Panie Redaktorze czasem powie: "Nie mam racji" to lepsze niż "Nie być jak Michnik".

Szanowny Panie redaktorze Woś, mnie już nawet się nie chce rąk podnosić by je nad Pańskimi tekstami załamywać - za dużo i za często powodów do tego, tym razem sięgając do personaliów wspina się Pan na wyżyny - proszę Pana, nie dzień i miesiąc, a rocznik mają tu decydujące znaczenie - o tych z Pańskiego moje pokolenie mówi szczyle, co oni mogą wiedzieć o historii, tekstem o AM doskonale ilustruje Pan tę opinię... oczywiście wolno Panu mieć poglądy nawet najbardziej idiotyczne, wolno AM nie lubić a bujać się w Kaczyńskim czy Ikonowiczu - ale kiedy pisze Pan o faktach historycznych i używa frazy "zmarnowania ważnego wspólnego dobra" to po prostu Pan nie wie o czym pisze - Adam Michnik tę gazetę stworzył, od zera, owszem wraz z zespołem który wokół siebie zebrał i któremu szefował przez lata, dla którego był także mentorem i nauczycielem - to jego gazeta, jego dzieło, bez dwóch zdań, a nie żadne "wspólne dobro" - a jeżeli już koniecznie wspólne to dlatego, że dzięki AM gazetę te czytały miliony i miliony dzięki niej uczyły się wolności i demokracji - na koniec Panu podrzucę gratis wskazówki do tematu 'zmarnowane wspólne dobro' pasujące jak ulał : 'Tygodnik Solidarność' i Jarosław Kaczyński - Pan poszpera w necie, w archiwach, może Pan coś zrozumie, może zamiast mantrować zacznie Pan myśleć, to lepiej leczy frustrację i kompleksy

Choć wywodziła się z Solidarności i na jej bazie budowała początkową potęgę, to szybko stała się nadzwyczajnym dobrem Unii Wolności - jej partyjnym organem, przyjaznym a niekiedy nawet serdecznym dla postkomunistów . Nadzwyczajnym dobrem stał się także sposób uwłaszczenia GW , wątpliwy moralnie a polegający m.in. na tym że ok .100 osób dostało akcje wartości koło 1 mld zł (największy pakiet był wart około 20 mln USD - wg. ówczesnego kursu). Doszło przez to do niebywałych różnic między uwłaszczonymi - kasta została wielokrotnymi milionerami, inni dostali kilkadziesiąt razy (!) mniej. Gdy natomiast za czasów AWS powstała ustawa, wspierająca materialnie dawnych opozycjonistów, którym nie ułożyło się w wolnej Polsce i klepali biedę - w Gazecie pojawiły się komentarze w stylu "myśmy nie walczyli dla pieniędzy" ----------------------------- Jako niezmiernie wpływowe pismo codzienne o wielkim nakładzie - Wyborcza już od lat 90. wprowadziła język pogardy i podziału. Ostro dyskredytowała przeciwników politycznych określając ich ciemnogrodem, oszołomami i ogłaszając rankingi największych oszołomów. Dzieliła Polaków na ludzi rozumnych i niedomagających umysłowo, wypychając ostatnich na dalekie peryferie polityczne, poza możliwości wypowiedzi na publicznym forum -------------------- Opowiadała się przeciw dekomunizacji i lustracji . Otoczyła troskliwą opieką postkomunistów i wyniańczyła tzw. ludzi honoru, dokonując tym samym chyba największego przekrętu politycznego w III RP. Była akuszerką KOD, patronowała Obywatelom RP i innym agresywnym przedsięwzięciom, byle prowadziły do zmiany władzy. Ostatnio zajęła się ku uciesze także demokratycznych wychowanków na swoim forum - mściwym tropieniem i demaskowaniem miejsca pobytu i pracy oraz informacji o zmianie nazwiska - byłego księdza Tymoteusza Szydło, pewno dlatego, że się ośmielił "zostać" synem pisowskiej premier ------------------- Promowała fałszywych bądź wątpliwych bohaterów jak wspomniani ludzie honoru czy Palikot, jeden z największych dewastatorów publicznej debaty albo zbuntowanych duchownych. Nie wahała się też wykorzystać do politycznej walki ludzi, którzy leczyli się psychicznie lub sprawiali wrażenie, że takiej opieki potrzebują np. samopodpalacz tzw. szary człowiek, (innego podpalacza bez ściągawki z haseł KOD - GW uznała za szantażystę, zamiast poinformować bez epitetów bądź przemilczeć ten przypadek). Propagowała akcję "I Ty możesz naurągać politykom. Obśmiać ich albo pochwalić" . Adorowała ośmiogwiazdkowych twórców, rozwijającym wymyślnie mowę nienawiści. Służyła medialną pomocą wszelkim nienawistnikom obiecującym dorżnięcie watahy , strząśniecie szarańczy z drzewa bądź grożącym "będziecie wyskakiwać przez okna". Przyczyniła się tym samym do coraz bardziej niebezpiecznych dla państwa i porządku publicznego burd i ekscesów, które doprowadzić mogą do rozlewu krwi.

...a tu Sz. P. podsuwa cały ich zestaw na tacy, bóg zapłać ㋡ będę także wdzięczny za przybliżenie red. Wosiowi i czytelnikom tematu Tygodnik Solidarność i jego losy po przejęciu przez Kaczyńskiego i Porozumienie Centrum

NSZZ Solidarność przez zaniedbanie i naiwność stracił „Gazetę Wyborczą” i nie mógł sobie pozwolić na utratę Tygodnika, opanowanego przez środowisko z nią związane , tym bardziej że Wałęsa był przez nie coraz ostrzej atakowany. W przeciwnym razie mielibyśmy dodatkowe dobro kręgów lewicowo-liberalnych i podobny do GW przekaźnik o dużej mocy opiniotwórczej oraz jeszcze większą dominację michnikowszyzny (tytuł książki R.Ziemkiewicza) na rynku mediów i w życiu politycznym, bez pluralizmu. Wątpliwe zresztą czy możliwe byłoby na dłuższą metę harmonijne pogodzenie w jednym piśmie silnej światopoglądowo i politycznej roli - ze związkowym (pracowniczym) charakterem, w atrakcyjnym wydaniu. Takie próby skończyłyby się wcześniej czy później kolizją, bez względu na skład dziennikarzy i wydawcę. Przez ok. półtora roku Kaczyński pełnił w Tygodniku bardziej funkcję komisarza politycznego skierowanego na ten odcinek przez Wałęsę, niż redaktora. Pismo zaś istniało nadal, tyle że stawało się szarym tygodnikiem związkowym o coraz mniejszym, dziś już niszowym znaczeniu. Zauważmy przy okazji że 10 mln Związek zmienił się po roku 1989 - w milionowy (dziś zapewne jeszcze mniejszy). Gazeta Wyborcza wychodzi dzisiaj w ok. pięciokrotnie mniejszym nakładzie. Urbanowe "NIE" z 750 tys.egzemplarzy zjechało do finansowych strat . Wiele zaś literackich bądź kulturalno-społecznych czasopism upadło, bez przejmowania się ich losem przez inteligenckie wpływowe elity.

no mniej więcej się zgadza - za TS kolejki się ustawiały w 1981, pisali w nim ówcześni najlepsi i sprzedawał się jak ciepłe bułeczki - a kiedy Kaczyński dostał w swe łapy TS to poszło jak zwykle u Kaczyńskiego, spieprzył, komisarz Kaczyński de facto zlikwidował TS, została wydmuszka - w tym samym czasie Michnik od zera tworzył GW i jest bez dwóch zdań ojcem wielkiego bo trwającego już 30 lat sukcesu tej gazety - dziękuję za uwagę, bóg zapłać, i z panem bogiem

no tak, jeden od zera tworzył gazetę i stał się ojcem jej sukcesu, drugi zamiast pismaczenia wolał politykę, więc stworzył partię od zera i stał się ojcem jej sukcesu - dziękuję za uwagi, krytyko polityczna zapłać i z panem michnikiem!

Żaden związek zawodowy nie wydaje związkowego, pracowniczego organu, który byłby rozchwytywanym powszechnie atrakcyjnym pismem. Chyba, że dzieje się to w nadzwyczajnych, rewolucyjnych czasach. Gdybyście eddie w 1981 roku lub w 1989 dostali wsparcie oraz logo Solidarności i ze dwóch znanych bohaterów "S" na ozdobę, to byście mogli także swoje prasowe dzieło sprzedawać na pniu jak świeże rogaliki. Dopiero po jakimś czasie masy klientów zaczęłyby smakować i rozróżniać nadzienie bułeczek. Takie były wtenczas klimaty, które zaczęły się zmieniać wraz z tym, jak przyklejone do Związku elity zaczęły zdradzać kim są i dokąd zmierzają , ujawniając własne nieznane wcześniej społeczeństwu oblicze. A jak mocno , eddie, wasze widzenie rzeczywistości jest zaburzone , świadczy koślawa opinia """" jak zwykle u Kaczyńskiego - spieprzył "''''''. ----- Stworzenie od podstaw imperium biznesowego dla własnej partii (zaplecza na chude czasy i różne inicjatywy polityczne). Bezczelna podwójna wygrana w wyborach 2005 r. Przetrwanie partii w opozycji, przy wściekłej na nią nagonce prowadzonej od 2005 roku . Od 2015 r. kolejne wygrane wyborcze na różnych poziomach lub w skali wystarczającej do samodzielnych rządów, nieosiągalnej dotychczas w Polsce dla żadnego ugrupowania. Czy to ma być spieprzenie o jakim może sobie tylko pomarzyć niejedna partia ? A jeśli Kaczyński spieprzył, to m.in. wielokrotnie i długotrwale dobre samopoczucie, tych wszystkich którzy od wielu lat życzą mu jawnie lub skrycie wszystkiego najgorszego.

W sumie Graczyk z red. Wosiem nie robią wielkiego odkrycia. Nikt lub prawie nikt nie chce być jak Adam Michnik. Być jak Adam Michnik to być takim człowiekiem, który żył w czasach mordu na ks. Popiełuszce, a potem któremu wyraźnie jako jedynemu w towarzystwie opozycyjnym imponowało że przypija to niego sam naczelny dowódca sił wewnętrznych. O jak imponowało, to widać na tej buzi ze znanych nagrań. Żeby chcieć być takim jak ten człowiek, trzeba być więźniem jakiegoś wulgarnego masochizmu.

"Droga Czytelniczko, drogi Czytelniku,z radością witam Cię wśród prenumeratorów „Wyborczej” Jest nas już ponad 240 tysięcy! Dzięki Tobie czujemy, jak żywa i potrzebna jest nasza misja. „Wyborcza” to dziennikarstwo rzetelne, niezależne, które nie kłania się ani władzy politycznej, ani reklamodawcom.Obrona praw człowieka, demokracja i rządy prawa, zdrowe środowisko, uczciwe państwo, mówić „sprawdzam”, informować o rzeczach istotnych - to nasze wartości.Jesteśmy dumni, że stajesz się właśnie naszym prenumeratorem. Pozwól powiedzieć – naszym przyjacielem. Wicenaczelna Gazety Wyborczej". Jak nie ma telewizji kabaretu, wtedy wyświetlam sobie ten tekst z powitania prenumeratorskiego.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]