Reklama

Rozejrzyjcie się

Rozejrzyjcie się

w cyklu Woś się jeży
20.05.2021
Czyta się kilka minut
Wrażenie niedotrzymania przez liberalizm jego własnych obietnic jest więcej niż dojmujące.
Rafał Woś / FOT. GRAŻYNA MAKARA
R

Rozejrzyjcie się wokół” – proponuje amerykańsko-irański publicysta Sohrab Ahmari. Niedawno premierę miała jego nowa książka „The Unbroken Thread. Discovering the Wisdom of Tradition in the Age of Chaos”. Na język polski można jej tytuł przetłumaczyć jako „Niezerwana nić. O odkrywaniu mądrości tradycji w czasach chaosu”. 36-letni Ahmari zadaje w niej wiele ważnych pytań, które znajdziemy także w jego nowym eseju opublikowanym na łamach londyńskiego „Spectatora”. Pytania są ważne, bo próba uczciwej na nie odpowiedzi może pomóc w zrozumieniu, jak daleko w ślepą uliczkę zapędziła się ideologia liberalna.

Chodzi tu oczywiście o liberalizm w znaczeniu szerokim. To znaczy o ideologię, która (pójdźmy tropem, jakim podążają sami jej zwolennicy) wyrasta wprost z oświecenia i jest oparta na takich filarach jak poszanowanie praw oraz wolności jednostki, prymat rozumu, postulat tolerancji oraz demokracji. Zgodzimy się też chyba co do tego, że ideologia jest obecnie – mniej lub bardziej – oficjalną „panującą” doktryną społeczną. A fakt, że od ładnych paru lat coraz więcej sił politycznych otwarcie ją krytykuje, skłania obrońców liberalizmu do mobilizacji w obliczu grożącego niebezpieczeństwa.

„Rozejrzycie się” – proponuje Ahmari. Czy liberalizm naprawdę spełnił obietnicę o zagwarantowaniu neutralności państwa i zapewnieniu tolerancji wobec rozmaitych światopoglądów? Bo jeśli uważacie, że spełnił, to jak to możliwe, że (sprawa z roku 2018) katolicki ksiądz Mark Morris zostaje wydalony z Uniwersytetu w Glasgow (gdzie sprawował funkcję kapelana) po tym, jak odprawił w uniwersyteckiej kaplicy mszę w intencji „przebłagania za grzech, jakim jest promowanie homoseksualizmu w ramach parady LGBT” w tym szkockim mieście. Ahmadi pyta również, jak to możliwe, że w Stanach Zjednoczonych działalność zakończyć musiało w ostatnich latach bardzo wiele działających od dziesięcioleci katolickich organizacji dobroczynnych zajmujących się pośrednictwem w adopcji dzieci? Organizacje te przestały działać, bo nie chciały się zgodzić na uwzględnianie wniosków adopcyjnych ze strony małżeństw jednopłciowych. Były więc notorycznie skarżone o „dyskryminację osób nieheteroseksualnych”.

Chciałbym być dobrze zrozumiany. Nie zamierzam rozstrzygać czyhających tu sporów litery prawa i odruchów sumienia. Uważam po prostu, że pytanie Ahmariego jest zasadne. Bo pyta on po prostu o to, czy przytoczone tu przykłady są faktycznie dowodem, że zasada „neutralności światopoglądowej” i tolerancji wobec rozmaitych religii jest w liberalnych społeczeństwach realizowana. Czy też raczej mamy do czynienia z sytuacją, w której jeden dominujący (świecki i liberalny) porządek miażdży inny (stary i religijny) porządek? A jeśli tak, to czy to jest to spełnienie liberalnych obietnic, czy właśnie ich zaprzeczenie?

Idźmy dalej. Ahmari każe nam ciągle się rozglądać. Pyta o wolność mediów, postulat u zarania liberalizmu wręcz fundamentalny. Ale jak z wolnością mediów pogodzić sytuację, w której Twitter i Facebook blokują jesienią ubiegłego roku zasięgi starego amerykańskiego dziennika „The New York Post” (to macierzysta redakcja Ahmariego), który próbuje pisać o tym, jak syn Joego Bidena Hunter wykorzystywał kontakty ojca do robienia interesów na Ukrainie i w Chinach. A przecież to tylko jeden drobny przykład cenzorskich posunięć największych mediów społecznościowych w czasie zeszłorocznych wyborów prezydenckich. Na czele z zablokowaniem konta wciąż jeszcze urzędującego prezydenta Donalda Trumpa. Czy na tym polega wolność mediów, którą sławili liberalni myśliciele? I co to za różnica, czy cenzuruje prawicowa wojskowa junta, czy odwołująca się do wolnościowej frazeologii prywatna globalna korporacja z siedzibą w słonecznej Kalifornii? Cenzura jest cenzurą, czyż nie?


Czytaj: Monopol na sprawy ważne dla całych społeczeństw ma dziś kilka prywatnych firm. A one znalazły się właśnie w punkcie zwrotnym – nie wiemy tylko, czy na lepsze, czy na gorsze.


 

Rozglądajmy się z Ahmarim jeszcze przez chwilę. Czy liberalizm dowiózł (mówiąc sportowym żargonem) swoją obietnicę równości ludzi niezależnie od ich majątkowego statusu lub przywileju urodzenia? I jak pogodzić tę obietnicę z rzeczywistością realnego kapitalizmu, rosnących nierówności oraz faktu, że po ziemi chodzą dziś ludzie, których osobiste majątki przekraczają wartość wszystkiego, co mają dwie trzecie pozostałych istot ludzkich? Czy to jest świat, który śnił się oświeceniowym mędrcom i ich postępowym następcom? Czy można się w ogóle łudzić, że takie nagromadzenie nierówności może doprowadzić do rozbicia zastanych hierarchii?

Nie lekceważmy tych pytań. Nawet jeśli będą nas otaczać ludzie pragnący z nas uczynić żołnierzy w świętej wojnie o utrzymanie liberalnej hegemonii. Bo jeśli jest tak (a wydaje mi się, że tak właśnie jest), iż obywatele liberalnych państw nie mogą kwestionować podstawowych założeń liberalizmu, to jaki jest sens całej tej zabawy w wolność, równość i demokrację? Poza tym, że można się pod takimi sztandarami poczuć trochę lepiej. Nie przejmując tym, że to tylko puste frazesy.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz ekonomiczny, laureat m.in. Nagrody im. Dariusza Fikusa, Nagrody NBP im. Władysława Grabskiego i Grand Press Economy, wielokrotnie nominowany do innych nagród dziennikarskich, np...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

A lewactwo do liberalizmu ma się tak, jak krzesło elektryczne do krzesła, przy czym jakimś "dziwnym" trafem lewactwo świetnie koegzystuje z systemem korporacyjnym i czymś co nazwę islamofilią, jak to możliwe, że taka egzotyczna koalicja dominuje w Świecie Zachodu? Nie mam pojęcia, ale tak to wygląda.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]