Reklama

I znowu się na coś strasznego zgodzimy

I znowu się na coś strasznego zgodzimy

16.11.2015
Czyta się kilka minut
Monolog Krystiana Lupy z instalacji „SPI>RA>LA”.
Agata Puterko i Paweł Hajnos w scenie z instalacji „SPI>RA>LA”. Krystian Lupa (obraz z projektora) wygłasza monolog „I znowu się na coś strasznego zgodzimy”. Kraków, 4 listopada 2015 r. Fot. Łukasz Popielarczyk / POP-UP
J

Jak wyartykułować ten lęk?
Wzrastającą obcość...
Rosnące problemy ze zrozumieniem...



Mogę oczywiście próbować brać udział w tym wszystkim...
Próbować wkręcać się w hazard polemik...
Formułować jakieś sądy... Ale nie wierzę, że w ten sposób coś odczytuję...
Albo pomagam komuś odczytać.
To, co myślę i mówię – mnie samemu wydaje się coraz dziwniejsze...
Czy jest sens dzielić się swoim poczuciem obcości i niezrozumieniem?
Czy w tej rzeczywistości artysta jest jeszcze komuś potrzebny?
Albo, czy ja jako artysta... I tak dalej...
Ktoś coraz bardziej obcy...
Ktoś coraz bardziej w niezgodzie...
Jedynym dostępnym narzędziem wydaje się skandal totalnego podważenia
„Golgota Picnic”, na przykład...
Coś takiego...

Mówiąc – nie rozumiem waszego świata – wiem, tylko się skarżę...
Użalam się nad sobą...
Takie stwierdzenie, takie wyznanie jest wam niepotrzebne, cóż macie począć z takim wyznaniem?...
...
A mimo to mam potrzebę to wyznać,
W przeciwnym razie nie mam dostępu do dalszego ciągu...

Mówię WY,
Ale nie wiem do końca, co to znaczy...
Wy, czyli ci, co teraz patrzycie?
Skoro jesteście, czekacie na coś,
Czegoś chcecie od sztuki,
Spodziewacie się czegoś od artysty...
Co to jest?
To jest prawda czy tylko przyzwyczajenie?

To jest jeszcze wszystko nie to, co chcę powiedzieć...
To nie zostanie właściwie zrozumiane...
I znowu ten podły tchórzliwy lęk,
Że to nie zostanie właściwie zrozumiane...

Chcę powiedzieć, że kurczy się rola artysty w inercyjnym prądzie świata,
W jego duchowych możliwościach, energiach, wartościach...
W możliwościach kreatywnych naszych sumień....
I w ogóle...
Nie wiem...
W znaczeniu tych sumień,
Bo w ogóle chyba zmniejsza się rola naszych dusz,
Nasze dusze są nikomu niepotrzebne...
Bo w ogóle chyba znika rola i znaczenie
Naszych sumień i naszych prawd...
Nasze prawdy są nikomu niepotrzebne.
Chyba zmniejsza się rola naszych kreatywnych wyobrażeń
W tym, co stwarza spieniony karnawał
Rzeczywistości politycznych...
Bełkotliwe wiry społecznych kabaretów...

Może jeszcze jakieś przyzwyczajenie do obcowania ze sztuką.
Mam poczucie, że powtarzamy coraz bardziej automatycznie,
Coraz bardziej sennie to przyzwyczajenie,
Nic istotnego z tego nie wynika.
Mam wrażenie, że wszyscy w gruncie rzeczy daliśmy za wygraną,
Pogodziliśmy się z naszą przegraną ze światem.
Od jakiegoś czasu czujemy, że to ponad siły
Dalej się zmagać,
Przeprowadzić jakąś myśl,
Wznieść jak dom jakąś, jakąkolwiek konstrukcję woli.

I znowu się na coś strasznego zgodzimy,
I znowu zgodzimy się na coś straszliwego...

Mówię my.
A może to tylko mój problem...
Nie!
Mówię dalej MY,
Cokolwiek to znaczy...

[Pauza]

Czujemy się oszukani... Demokracja nie broni nas przed demonami miernych. To targ opanowywany przez spryciarzy, spryciarz żerujący na lękach miernoty, na resentymentach i nienawiści, na frustracjach, nazywa się geniuszem politycznym.

Więc nie znalazło się 10 procent ludzi, którzy zagłosowaliby na humanistyczny postęp?

Trzeba wyartykułować ten lęk. To jest diagnoza THOMASA BERNHARDA! Teraz my doszliśmy do tego momentu...
Thomas Bernhard nazwał to nazizmem, większość – ta decydująca większość dopuszcza do władzy ludzi resentymentu – którzy niezależnie od deklaracji będą realizatorami ciasnej myśli, tropu egotycznego i niedojrzałego, wszystkich tych schronionych pod płaszcz Boga wrogów ludzkiego rozwoju.
Niezgoda na życie w miejscu, gdzie jest taki naród – cokolwiek to słowo znaczy...
Niezgoda...

Dziś wszystkie te jeremiady przerażonych brzmią naiwnie.
Ale jest coś w tym powtarzanym tak powszechnie przez pojedyncze, nagle osamotnione jednostki: chcę wyjechać, nie chcę mieszkać w takim miejscu, gdzie ludzie wybierają coś takiego, gdzie ludzie dokonują takiego wyboru. Jak możecie to lekceważyć? Tego nie wolno lekceważyć...

Każdy z tych – mówiących o ucieczce – jest nagle przeraźliwie samotny.

Nagle zdezorientowany, oszukany. Nagle...

Co oni teraz nazywają narodem?

Boję się flagi biało-czerwonej, możecie sobie wyobrazić, co to znaczy? Więc rzeczywiście zostałem sam, jeśli pragnę wyjechać, zostałem sam... Nie czuję się Polakiem, tak jak Thomas Bernhard pod koniec swego życia chorował na uporczywą potrzebę ucieczki z miejsca, gdzie musiał być Austriakiem.
Powstaje coś w ludziach, wobec czego czuję się coraz bardziej obcy.
Nie wystarczy mieć pracę, mieć mieszkanie, nie mieć finansowych kłopotów.

Nie mogę się pogodzić, że jak roślina jestem przytwierdzony do miejsca, gdzie ludzie dokonują wyboru regresu w CIASNĄ OPCJĘ. GDZIE BARYKADUJĄ I ZAMYKAJĄ DROGĘ MARZYCIELA HUMANISTYCZNEGO POSTĘPU.
Żyć gdzieś indziej, rzeczywiście – nie mogę żyć w miejscu, w którym rośnie faszyzm, to w Austrii zostało nazwane faszyzmem, ale co to jest faszyzm?

Tu oburzają się na słowo „faszyzm”, i łatwo wyśmiewają tego, który samotnie rzuca to słowo, samotnie i rozpaczliwie rzuca to słowo, bezradnie szermuje tym słowem – bo to jest słowo wielkiego przerażenia i wielkiego potępienia.

„Nie macie pojęcia, co to jest faszyzm, poczytajcie historię”, mówią ci śmiejący się... To wy, śmiejący się historycy, nie wiecie, o czym mówicie... Mówię FASZYZM, bo nie umiem powiedzieć nic innego. Faszyzmem nazywam zmowę ciasnoty, wspólnoty, która swoją nienawiść przekuwa na kryterium lepszości wtrącającą każdego innego do koncentracyjnego obozu. Faszyzm był zawsze, ale to epoka spadająca w tajemną NOWOŻYTNOŚĆ – wydestylowała go i wyodrębniła.

Faszyzm to coś, przed czym uciekam, to zatrute ciasną nienawidzącą wspólnotą powietrze. To wynaturzona narodowość w epoce, w której naród staje się czymś niezrozumiałym i anachronicznym. Narodowość jako choroba, narodowość jako naczynie resentymentu, wspólnota wykluczająca INNEGO, niezależnie od kryterium, dla czy według którego staje się on „innym”.

Faszyzm to religia negatywnego Boga – to RELIGIA KOZŁA OFIARNEGO palonego dla Boga. Kultu własnej lepszości przez zabicie tego ofiarnego kozła...

Bóg znika z horyzontu ludzkiej myśli, nieubłaganie znika z horyzontu ludzkiej myśli, jest dostępny tylko przez wyodrębnienie wroga...

Ten zamaskowany, który dziś przychodzi, to Wojna Religijna... Stąd ten lęk i mglista potrzeba wyjazdu? Niemożność pozostania w tak wybierającej wspólnocie. Nie chcę budzić się w kraju, gdzie wywiesza się biało-czerwone flagi...
Stężenie odczuwanej zewsząd nienawiści nie pozwala oddychać...

Klatka, w której z powodu marzeń o rozwoju, możliwym rozwoju człowieka – zostałem wydestylowany jako obcy.
Faszyzm to destylacja wroga z INNEGO, TO PRASTARA DROGA WSPÓLNOTY MIERNYCH...
Faszyzm to religia miernych...

TEN NIEOKREŚLONY LĘK SAMOTNYCH, ZNOWU OSAMOTNIONYCH, okrążonych tajemną zmową...

Na Brackiej palą się samochody, nikt się tym nie interesuje, bo to oni je podpalili... Wspólnota wybrała prawo do dewastacji, do likwidacji inności, do zamknięcia wszystkich dróg prowadzących na zewnątrz. Do zamknięcia wszystkich dróg prowadzących do myśli i pytań – KIM MOŻE BYĆ CZŁOWIEK. Oto, czego najbardziej boi się mierny. Demokracja opanowana przez MIERNYCH zamienia się w faszyzm. Faszyzm to zamknięta przestrzeń, w której MIERNOTA SWOICH staje się NAJWYŻSZĄ WARTOŚCIĄ.

Niezrozumiała, lecz przemożna potrzeba ucieczki z miejsca, gdzie się to dzieje, z miejsca, gdzie palą się samochody jako ofiara religijna...

Plac Bohaterów to plac, na którym przemawiał człowiek, który usankcjonował religijny kult nienawiści...

Brak telewizora! Telewizor zepsuty! Ten motyw! Może dobrze, że zepsuty! Choć to również mętny powód, żeby stąd wyjechać. Bo jesteśmy ofiarami pornografii żurnalistów... To oni są odpowiedzialni za tę szopkę, za tę masakrę na kryteriach, za polityczną pornografię, która zaciera wszelkie drogi możliwości duchowych, a nawet zaciera sens tych dróg. Uprawianie codziennej przyjemności codzienną dawką narkotyczną przyjemności politycznej. Nawet wieczór wyborczy staje się narkotyczną przyjemnością polityczną dla ogłupiałych... ©

27 października 2015 r., 14.50

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Ale dał radę, jakoś sobie poradził. Pewnie dlatego, że nie był miernotą.

Jest WY więc musi być także ON. ON wie, że brzmi naiwnie, żeby nie powiedzieć żałośnie, a jednak... ON wie, że MU nie po drodze i dlatego skamle? Kiedy było MU z NIMI po drodze? Wtedy ON czuł się rozumiany, potrzebny, doceniony... Brakuje MU ciepłej wody w kranie? MI też nie po drodze, ale NIKOGO nie zamierzam straszyć, że wyjadę.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Podobne teksty

Jan Englert, Michał Mizera
Dorota Buchwald, Paweł Płoski
Grzegorz Jarzyna, Arkadiusz Gruszczyński

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]