Czciciele złotego cielca

Pozostajemy przy dobru MOIM albo dobru mojej wąsko pojętej GRUPY. To jest prawdziwa moja religia, której nie wolno mi zabrać. Dla niej staję się religijnym krzyżowcem.

Reklama

Czciciele złotego cielca

Czciciele złotego cielca

05.08.2019
Czyta się kilka minut
Pozostajemy przy dobru MOIM albo dobru mojej wąsko pojętej GRUPY. To jest prawdziwa moja religia, której nie wolno mi zabrać. Dla niej staję się religijnym krzyżowcem.
Krystian Lupa, Kraków, 2015 r. ADAM GOLEC / FORUM
1

16:07, 25.07.2019

O ludziach moralnie (etycznie) niedojrzałych, infantylnych. Rodzina → zwłaszcza rodzina dewocyjna → tradycyjnie pozostawiająca jednostkę w stanie dziecięcym → w etycznym mechanizmie KONFESJONAŁU → nie wytwarza w jednostce głębszej potrzeby prawdy, głębszej potrzeby fair play w relacji z drugim człowiekiem. Dzisiejszy katolicyzm promuje moralność na pokaz, wyłącznie zewnętrzną → jako jednostkową i grupową strategię społecznego SUKCESU.

Społeczność aprobuje to kłamstwo pokazowej moralności, jakby chodziło o oszukanie wroga → jakby chodziło o strategię, o fortel wobec jakiegoś OGÓLNEGO KOSMICZNEGO PRZECIWNIKA. Cała społeczność uprawia takie ukryte, uprawiane po kryjomu STOSOWANIE ETYCZNEGO KŁAMSTWA. Czy jej członkowie zdają sobie sprawę z tego, że w gruncie rzeczy jest to okłamywanie Pana Boga? Ludzie etycznie niedojrzali i niesamodzielni mogą...

7265

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Bardzo interesujące i ważne w jakieś cząstce przemyślenia. Szkoda, że ozdobione takimi dekoracjami jak „etyczne kłamstwo” (jak kłamstwo może być etyczne? kłamstwo może być użyteczne, a np. w ironicznej przenośni - święte, ale etyczne?) albo wzmacniane skojarzeniami mafijnymi – można by zamienić na jakobińskie, bolszewickie lub faszystowskie albo ogólnie totalitarne, albo średniowieczne w pejoratywnym sensie; wybór duży, tak czy inaczej widać, że wrogość Autora znalazła środek ekspresji maskujący negatywny stan duchowy Autora; dziś ten środek ekspresji robi karierę w pewnych kręgach, zwłaszcza po nieszczęsnym użyciu określenia „systemowych struktur zła” w Kościele. Aluzja do złotego cielca też jest tylko próbą poniżenia w celu jakiejś satysfakcji. Ale dość tej drugoplanowej krytyki. Trudno mi się z Autorem nie zgodzić co do faktu zjawiska i jego siły. Faktycznie panuje i może nawet dominuje takie rozdwojenie podobne w przebiegu do freudowskich napięć między superego a id, rozdwojenie niekomunikowalne ze sobą i zasłaniane , sam nie wiem czym, - może wolą Bożą albo formacją duchową nie tyle na pokaz, co na dowód. Dewocyjny mechanizm obronny na pewno skutecznie łagodzi ból owego napięcia. Podejrzewam, że gdy Chrystus rozpoczynał swoją działalność podobne rozdwojenie cechowało Izraelitów – chyba nie bez powodu Jezus powiedział tak jednoznacznie i z naciskiem o Natanielu – „oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu”. Żyjemy ogólnie w kulturze, która, czy to religijna czy nie, udaje że prawa dżungli to prymitywna przeszłość z której się wyzwoliliśmy. Ale to nie przeszłość tylko nasza natura i prawo dżungli nas obowiązuje, Chrystus zaś uczy nas jak odwracać je w stronę Boga, by stawało się ludzkie - przecież nie zakazywał możnym, trzymania ludzi jako niewolników, nie nakazał żołnierzom, że mają odrzucić broń. Dziś przykładowo ludzie pozornie uduchowieni żyją w familijnych relacjach pełnych dystansu, zimna, ukrywają się w zachowaniach grzecznościowych, którego niczego nie pchają do przodu, gdzie nic co ważne nie jest mówione wprost, byle nie wedle uczuć. Wypiera się pragnienia rywalizacji, uczucia odrzucenia itd. Dużo obłudy, dużo…, ale nie ma w tym systemu ani jego prawdziwych strażników z wyjątkiem Złego oczywiście

„Od dzieciństwa adept człowieczeństwa uczy się kłamstw, aby ukryć i uchronić przed innymi swoje zwierzęce, pierwotne pragnienia.” Nie jestem zwolennikiem przemawiania do innych językiem popapranym, owiniętym w kolorowy papierek wzniosłych słówek. Drażni mnie jeśli ktoś nadużywa imienia Boga. Ponoć stworzeni jesteśmy na obraz i podobieństwo, więc nasze pierwotne zwierzęce instynkty nie mogą być zakłamaniem, ani ułomnością. Tworzymy wspólnotę nie przez jakąkolwiek formę uwolnienia się od instynktów, ale właśnie dzięki nim jesteśmy kim jesteśmy. Powiedziałbym, że wszelkie formy duchowego kształtowania osobowości dziecka, prowadzą do wynaturzeń, trwania w dwulicowości i kłamstwie. Rodzimy się człowiekiem a proces kształtowania i wychowywania, w tym szczególnie religijnego formatowania, wyzwala w nas potwora. Mam zbyt pragmatyczny umysł aby dyskutować z przemyśleniami artysty. Z jednym się zgadzam, kłamstwo jest powszechne bo popłaca, wolałbym aby Boga do tego nie mieszano, wszak to jeden z talentów nam ofiarowanych. Nie wątpię, że wielu z nas wydaje się, ze potrafią oszukać Boga, jest to tak samo zabawne jak ludowe opowiastki o tym jak chytry chłop Belzebuba wywiódł na manowce. Swoją drogą, rodzina autora tekstu, nieźle musiała mu za skórę zaleźć, że się z tych kłamstw otrząsnąć nie zdołał. Może się jednak otrząsnął i to go tak przeraziło, słowem nie za bardzo wiem co autor chce nam przekazać, albo co miał na myśli.

Nazwijmy to wprost: nadęty, pseudointelektualny bełkot. Aż nazbyt przypominający osławione autoreferaty doktorantów sztuki. System edukacji zmusza artystów ubiegających się o tytuły uprawniające do nauczania w akademiach, żeby dzieło (obraz, film, spektakl, symfonię) przedstawiane komisji doktorskiej czy habilitacyjnej jako właściwy przedmiot obrony zaopatrywali w takie właśnie coś, co można potem włączyć do akt w postaci paru albo parudziesięciu kartek A4. Co oni tam wypisują, to wie tylko ten, kto trochę podobnych wypocin przeczytał. Trudno z tego szydzić, bo gdyby filozofa, chemika, czy germanistę zmusić do namalowania, wytańczenia albo wyrażenia w formie monodramu głównych tez swojej dysertacji, to pewnie rezultat byłby równie... intrygujący. Możliwe, że autor, profesor sztuki w dziedzinie sztuki teatralnej (tak to się urzędowo nazywa), po prostu sięgnął do szuflady i podesłał Tygodnikowi zaadaptowany co nieco autoreferacik. ;)

Oczywista jest przyczyna takiego głębokiego upadku polskiego społeczeństwa, a jest nią pragnienie należenia do wspólnoty, nawet przestępczej i amoralnej, ponieważ wspólnota chroni przed koniecznością własnej refleksji moralnej i samodzielnego wyboru postawy. Wiekszość społeczeństwa nie jest do tego ani zdolna, ani przygotowana. Nie ma natomiast z tym nic wspólnego Pan Bóg, którego nikt nie próbuje oszukać, bo zwyczajnie Pan Bóg nie figuruje w "etosie" troglodyckim jako realny podmiot, który czegos wymaga. Ten podmiot nie figuruje nawet chyba w swiadomości wielu dochownych:)))

Genialne!.... Ktoś nazwał to, co ukryte... Mechanizm władzy, także kościelnej... Ciemny lud nie zrozumie...

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]