I właściwie po co?

Senat RP przeforsował uporczywie lansowany projekt wprowadzenia rejestracji związków homoseksualnych w urzędach stanu cywilnego. Pytanie: po co? Po pierwsze, praktycznie nie ma on szans ani w Sejmie, ani u prezydenta, a i w społeczeństwie budzi protesty, przede wszystkim ludzi wierzących (wsparte jednoznacznym stanowiskiem Kościoła). Sama więc debata już oznaczać będzie pogłębianie podziałów, konfliktowość atmosfery.
Czyta się kilka minut

Po drugie: co miałoby przemawiać za tym, by związki homoseksualne (którym w sferze poszanowania prywatności wyborów należy się rzecz jasna tolerancja, a niektóre sprawy praktyczne, np. podatkowe czy spadkowe, można już teraz usprawnić choćby rozporządzeniami) miały zostać dowartościowane tworzeniem dla nich egzystencji prawnej, a więc instytucjonalnej? Wspieramy w ten sposób małżeństwo, bo jest podstawą rodziny, niezbędną bazą egzystencji społeczeństwa, kontynuując następstwo pokoleń i tworząc dla nich pierwsze środowisko wychowawcze. Ustawowo chronimy najsłabszych - jak niepełnosprawni czy wykluczeni - w imię solidarności społecznej. Natomiast prywatne wybory ludzi ani nie oferujących społeczeństwu ze swej strony żadnego wkładu, ani nie reprezentujących statusu słabości, nie mają tytułu do szczególnego wyróżnienia czy do specjalnej opieki. Perspektywicznie zaś - jakkolwiek zarzekaliby się projektanci ustawy - tego rodzaju zmiana ustawowa zmierza do chaosu w dziedzinie samych fundamentów kultury: do wprowadzenia postawy “wszystko jedno". Zainteresowane środowiska, ekspansywne a nurtowane kompleksem niższości, nie poprzestaną na dzisiejszych ułatwieniach w dziedziczeniu czy alimentacji. Praktyka wielu krajów, w których już dawno stworzono instytucję związków homoseksualnych, wskazuje na tendencję ostentacyjnego parodiowania małżeństw, z uprawnieniami, symbolami i terminologią włącznie. Wystarczy więc trochę dłuższa refleksja, by zrozumieć dalekosiężność destrukcyjnych perspektyw, którym po tym pierwszym otwarciu drzwi może już nie da się zapobiec - choćby dlatego właśnie, że w pewnym momencie tolerancja zamieni się w postawę “przecież to wszystko jedno". A więc - po co?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 50/2004