Reklama

I kto tu jest pasożytem?

I kto tu jest pasożytem?

w cyklu WOŚ SIĘ JEŻY
03.10.2019
Czyta się kilka minut
Nowy film Joon-ho Bonga „Parasite” (Złota Palma w Cannes) pokazuje, że kino może trafiać w punkt. Na jego tle nasi filmowcy fetowani niedawno na festiwalu w Gdyni wydają się żyć na innej planecie.
Kadr z filmu "Parasite" w reż. Joon-ho Bonga
P

Parasite” w reżyserii Koreańczyka Joon-ho Bonga grany jest w polskich kinach od prawie dwóch tygodni. Szczerze polecam go każdemu, bo rzecz jest i dobrze zrobiona, i ważna. Opowiada historię współczesnej koreańskiej rodziny klepiącej współczesną biedę w trzewiach współczesnego koreańskiego miasta. To bieda inna niż u Dickensa. Dzieje się w świecie smartfonów (ale zazwyczaj bez internetu, stąd ciągłe poszukiwanie darmowego Wi-Fi), mieszkań w suterenie z często wybijającym szambem, piwa z puszki, dorywczych prac na akord i ukrywania się przed wierzycielami od niespłaconych chwilówek. Ludzie tacy jak bohaterowie tego filmu to ów „dolny decyl” (a może i „dolny kwintyl”) znany czytelnikom tej kolumny z przywoływanych w niej nieraz ekonomicznych statystyk dochodowych. To 10-20 proc. najbiedniejszych gospodarstw domowych. Grono przegranych epoki neoliberalizmu i globalizacji.

W wyniku serii zbiegów okoliczności losy rodziny głównych bohaterów splatają się na moment z życiem innej rodziny. Z pozoru podobnej (też mama, tata plus syn i córka), ale przecież stanowiącej ich zupełne przeciwieństwo. Bo ta druga rodzina to „górny decyl” dochodowych statystyk. 10 proc. najlepiej zarabiających. Mieszkają w wielkim nowoczesnym domu zaprojektowanym przez słynnego architekta, są szczupli, ładni i świadomi swojego społecznego statusu. A nawet – przynajmniej na pozór – dość mili. Dominują niczym arystokracja. Po cichu i z klasą. „Gdybym była bogata, to też bym była miła” – mówi jedna z głównych bohaterek. Dodając, że „pieniądze są jak żelazko. Pozwalają wyprasować tak wiele kłopotów”.

Film Joon-ho Bonga jest gęsty. To znaczy, że pod powierzchnią zabawnych scen i dramatycznych zwrotów akcji jest sporo ładunku społecznej mądrości. Momentami przewrotnej. Jak choćby w przypadku tytułowej figury „pasożyta” (parasite). Niby wiadomo, że oficjalnie chodzi o rodzinę głównych bohaterów, która przy pomocy mniejszych lub większych szwindli oplata swoich pracodawców. Wkradając się w ich łaski, a gdy nie patrzą, podpijając im drogie whiskey. Z drugiej strony po obejrzeniu „Parasite” chyba tylko najbardziej twardogłowy liberał nie będzie sobie zadawał pytania, kto tu na kim żeruje. I czy przypadkiem nie jest tak, że ci z „dolnego decyla” odbierają sobie to (a i tak biorą w zasadzie niewiele), co zwycięzcy zabrali im w sposób systemowy. Czerpiąc profity ze świata opartego na rażących nierównościach społecznych.


Polecamy: Woś się jeży - autorska rubryka Rafała Wosia co czwartek w serwisie "Tygodnika Powszechnego"


Odjechana finałowa scena „Parasite” to brawurowe połączenie kina w stylu Quentina Tarantino ze społecznym ładunkiem godnym Kena Loacha. Jest ostro i leje się krew. Do przemocy doprowadza mieszanka wybuchowa wzajemnego resentymentu. „Góra” gardzi „dołem” („Oni inaczej pachną. To zapach starej rzodkiewy”), a „dół” o tym doskonale wie i nie pozostaje dłużny. Wystarczy iskra, by doszło do jatki. Ten finał to już nie jest żadne metaforyczne ostrzeżenie. Przekaz wykrzyczany został otwartym tekstem: „Tak się wszystko skończy! Do tego prowadzi świat pełen rażących społecznych nierówności! Nie ma innego wyjścia! Możliwe, że tego już nie da się naprawić!”. 

I jeszcze jedno. W maju „Parasite” (jako pierwszy film z Korei) dostał główną nagrodę na festiwalu filmowym w Cannes. Jurorzy i krytycy bezbłędnie wychwycili, że to film dotykający jednego z najważniejszych i fundamentalnych problemów naszego czasu. Gdy zestawiam ten werdykt z preferencjami jurorów i twórców na zakończonym niedawno Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, to różnica jest uderzająca. Szczytem społecznego wymiaru ich filmów są rozliczenia z autorytarną władzą polityczną („Obywatel Jones” Agnieszki Holland) albo kwestia napięcia między wiarą a instytucjami kościelnymi („Boże Ciało” Jana Komasy). Gdy się tylko da, filmowcy uciekają od współczesności – jedni w świat patriotyczno-batalistyczny („Legiony” czy „Piłsudski”), inni w klimatyczne lata 50. i 60. („Ikar. Legenda Mietka Kosza”, „Ukryta gra” albo „Pan T”). Jeszcze inni („Mowa ptaków”) w oniryczny świat wewnętrznych przeżyć niespełnionego artysty. 

Ślizgają się po powierzchni życia. Twórcy tacy jak Joon-ho Bong sięgają do istoty sprawy.

Czytaj także: Ratujmy ten okręt - Anita Piotrowska o Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Rafał Woś / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz ekonomiczny, laureat m.in. Nagrody im. Dariusza Fikusa, Nagrody NBP im. Władysława Grabskiego i Grand Press Economy, wielokrotnie nominowany do innych nagród dziennikarskich, np...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

tylko ten "dolny centyl" na początku zamiast poprawnego "dolnego decyla" (10 procent) nieco razi :) Ale potem Autor już prawidłowo używa pojęć statystycznych. Zresztą nie liczby są tutaj najważniejsze. Pozdrawiam serdecznie Autora.

Od współczesności. Ale oprócz takich filmów (których nie ma bo uciekli) chcę też, siedząc w ciemni przed wielkim ekranem, oglądać dobrze filmy rozliczeniowe i te klimatyczne.

(bo uciekło)

brzmi jak zarzut, i o to pewnie chodziło Autorowi - a ja jemu zarzucam, że ma widocznie o g r a n i c z o n e spojrzenie na istotę i różnorodność możliwości kreacji i odbioru kina, i że g ł ę b i a życia to niekoniecznie konflikty biednych i bogatych

Zgoda,że głębia życia to niekoniecznie konflikty biednych i bogatych. Ale obecnie stworzyliśmy sytuację, gdzie bogaci podcinają gałąź, na której siedzą razem z biednymi. Wysuwanie tej sprawy na pierwszy plan uważam za bardzo pożądane. Nie tylko w kinie. Pozdrawiam serdecznie Szanownego Pana.

red. Woś chyba inaczej to widzi, ja będę wiedział jak zobaczę

Redaktor Woś jest nieocenionym źródłem wiedzy o świecie! A już wybierałam się na ten film...:)))
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]