Reklama

I co teraz?

I co teraz?

12.08.2021
Czyta się kilka minut
Bezczelność w imię obrony niewinności organizuje kampanie, a nawet wywołuje wojny, wszystko po to jednak, żeby załatwić przy okazji jakiś własny interes. Sama bowiem pielęgnuje tylko jedną cnotę – relatywizmu.
Wojciech Bonowicz / Fot. Grażyna Makara
Wojciech Bonowicz / Fot. Grażyna Makara
B

Bezczelność nie zna granic. Bezczelność przesunie słupek i powie, że zawsze tam stał. Albo oskarży kogoś fałszywie, a gdy oskarżony zacznie protestować, bezczelność powie, że chcą jej zamknąć usta.

Ma ona za nic ludzką godność, ale będzie się na tę godność powoływać, jeśli akurat może coś na tym zyskać. Podobnie z konstytucją, dobrymi obyczajami, cywilizacją chrześcijańską czy wartościami europejskimi. Bezczelność potrafi znakomicie szantażować innych moralnością, sięgać po prawa człowieka, zasłaniać się religią albo zdrowym rozsądkiem. Każdą z tych rzeczy z osobna traktuje instrumentalnie, jako środek do osiągnięcia własnych celów. Może do jednej czy drugiej idei była kiedyś przywiązana, może nawet coś jeszcze z tego przywiązania pozostało, ale kiedy będzie miała wybrać między tym, w co wierzyła lub wierzy, a tym, co w danej sytuacji zadziała na jej korzyść, bezczelność zawsze wybierze najpodlejszy pragmatyzm.

Jej sojusze są zawsze tymczasowe, a więzi, które tworzy, zrywa pod byle pretekstem. Chętnie otacza się tymi, którzy jej przyklasną, dostarczą argumentu, nie powiedzą, że bezczelna, ale że skuteczna. Zawsze może liczyć na jakichś akolitów. Najlepiej jeśli akolici chwalą ją w dobrej wierze, z przekonania, nie dla nagrody – brzmią wówczas autentycznie i potrafią przekonać innych. Kiedy bezczelność występuje przeciwko wolności, znajdzie się dość takich, którzy wyśmieją jej obrońców, mówiąc, że oni też nie tacy święci, a w ogóle to na nic taka mądrość, co przychodzi po wyrządzonej szkodzie. Nawet jeśli bezczelność zacznie być coraz bardziej ostentacyjna, akolici będą uparcie szukać poza nią powodów tej ostentacji. W najgorszym razie – jak w tym słynnym opowiadaniu Mrożka – napiszą, że sytuacja wprawdzie niewesoła, ale przynajmniej wdowie urodziło się dziecko.

Im bardziej zmącona woda, tym dla bezczelności lepiej. Jak powierzchnia jest mętna, nieprzejrzysta, to nikt nie zajrzy w głąb i nie zobaczy, jakie tam ryby pływają. Bezczelność stara się przede wszystkim zmącić znaczenie podstawowych pojęć opisujących rzeczywistość. Ostatnio takim pojęciem stała się wolność słowa. Przypominam więc dla porządku: w wolności słowa nie chodzi o to, żeby każdy mógł w każdym miejscu powiedzieć, co chce. Wolność słowa – i wolność mediów – polega na tym, że jeśli w jakimś miejscu nie chcą tego, co napisałeś, możesz pójść do innego. Problem zaczyna się wtedy, kiedy z tym, co napisałeś, nie masz dokąd pójść, bo wszystkie miejsca należą do jednego właściciela.

Bezczelność lubi występować jako obrończyni cnót. Cnoty się zmieniają, ale retoryka obrony pozostaje. Bezczelność zawsze broni kogoś przed kimś. Ludzie chętnie nadstawiają ucha, kiedy ktoś im mówi, że świat podzielony jest na winnych i niewinnych, a oni sami są ofiarami niesprawiedliwości. Często rzeczywiście są, ale to bezczelności wcale nie interesuje. Dla niej to tylko pożywka. Bezczelność w imię obrony niewinności organizuje kampanie, a nawet wywołuje wojny, wszystko po to jednak, żeby załatwić przy okazji jakiś własny interes. Sama bowiem pielęgnuje tylko jedną cnotę – relatywizmu. Dlatego zresztą w krytyce relatywizmu nikt jej prześcignąć nie może. Bezczelność tropi i piętnuje swoje własne odbicie.

Owszem, zdarza się bezczelności wzruszać, wyznawać miłość albo nawet – choć rzadko – przyznawać się do błędu. I wtedy trzeba być naprawdę czujnym. Bo kiedy bezczelność bije się w piersi albo mówi, że kocha, jesteśmy naprawdę w wielkim niebezpieczeństwie.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Wojciech Bonowicz / Fot. Grażyna Makara
Poeta, publicysta, stały felietonista „Tygodnika Powszechnego”. Jako poeta debiutował w 1995 tomem „Wybór większości”. Laureat m.in. nagrody głównej w konkursach poetyckich „Nowego Nurtu” (...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]