Reklama

Derwisz i agent

Derwisz i agent

16.10.2006
Czyta się kilka minut
To świetna powieść, dzieło głęboko osobiste, nasycone wątkami autobiograficznymi, ale także kipiące od ścierających się argumentów i kulturowych odniesień. Potężnych rozmiarów tom przypomina polifoniczny utwór muzyczny.
Orhan Pamuk
"

"Polityka w utworze literackim to wystrzał z pistoletu w czasie koncertu" - mottem zaczerpniętym z "Pustelni parmeńskiej" Stendhala rozpoczyna się "Śnieg" Orhana Pamuka, wybitnego pisarza tureckiego, autora siedmiu powieści, który wreszcie doczekał się debiutu na polskim rynku. "Śnieg" pojawił się w naszych księgarniach na dziesięć dni przed decyzją sztokholmskiego jury, przyznającą Pamukowi literacką Nagrodę Nobla.

Powieść otwierają inne jeszcze cytaty: z Dostojewskiego, Conrada, z Roberta Browninga... Od razu widać, że mamy do czynienia z książką świadomą swoich literackich afiliacji, w której polityka grać będzie rolę nie jedyną, choć z pewnością ekscytującą.

Pisarz niepokorny

Polityka to zresztą dziedzina, z którą polski czytelnik kojarzył dotąd nazwisko Pamuka - ledwo co umilkły echa ubiegłorocznego procesu wytoczonego mu w ojczyźnie z powodu "obrazy tureckości". Przypomnijmy: w wywiadzie dla szwajcarskiego pisma "Das Magazin" autor "Śniegu" wyraził oburzenie, że "30 tysięcy Kurdów i milion Ormian zabito na tej [tureckiej] ziemi i nikt nie śmie o tym mówić". Za bezpardonowe dotknięcie kwestii tak drażliwej dla władz w Ankarze trafiłby pewnie do więzienia, gdyby nie międzynarodowe protesty i baczne spojrzenia unijnych komisarzy pilnujących, czy nad Bosforem przestrzega się wolności słowa. Tak więc na początku tego roku postępowanie umorzono, sam zaś Pamuk umocnił pozycję niepokornego intelektualisty. Autor książek, których nakład osiągnął już na świecie dwa miliony egzemplarzy, pozostaje artystą wybitnie "niepaństwowym". On także jako pierwszy pisarz świata islamskiego zaprotestował głośno przeciwko fatwie nałożonej na Salmana Rushdiego przez irańskich ajatollahów.

Myliłby się jednak ten, kto oskarżałby Pamuka o kalanie wyłącznie własnego gniazda. Autor zasłynął także wypowiedziami dla "Guardiana", w których wytknął Zachodowi, że całą winą za islamski fundamentalizm próbuje obciążać religię i panującą w krajach muzułmańskich biedę. Tym, co wspiera terroryzm, jest według Pamuka przede wszystkim zachodnia arogancja, odmowa wsłuchania się w głos islamu. Słowa te wypowiedziane zostały tuż po 11 września 2001 roku; wtedy też Pamuk zakończył swoją powieść. Jej lwia część powstała jednak na grubo przed atakiem na WTC - stąd dziś brzmi ona jak dzieło jeśli nie prorocze, to z pewnością znakomicie rozpoznające mechanizmy i postawy, które doprowadziły do nowojorskiej tragedii.

Podróż do Karsu

"Śnieg" jest dziełem głęboko osobistym, nasyconym wątkami autobiograficznymi, ale także kipiącym od ścierających się argumentów i kulturowych odniesień. Potężnych rozmiarów tom przypomina polifoniczny utwór muzyczny. Rozpoczyna się niczym powieść detektywistyczna albo kafkowski dramat: poeta o pseudonimie Ka przyjeżdża po latach emigracji politycznej w Niemczech do Stambułu na pogrzeb matki. Stąd wyrusza na przeciwległy kraniec Anatolii, by w przygranicznym Karsie zbadać i opisać niepokojący proceder: plagę samobójstw, które rozpleniły się pośród tzw. "dziewcząt w chustach". W Turcji od czasów Atatürka pilnie strzeże się laic­kości państwa, co prowadzi czasami do niebezpiecznych absurdów. Administracyjny zakaz zasłaniania włosów w szkołach natrafił na opór młodych ortodoksyjnych muzułmanek. A takich nie brakuje na zapadłej anatolijskiej prowincji, tuż przy wschodniej, najbardziej konserwatywnej i cywilizacyjnie zapuszczonej ścianie kraju, gdzie toczy się akcja powieści.

Bohater z racji profesji, wykształcenia, europejskiego obycia i ateistycznych przekonań jest tu postrzegany jako obcy. Uchodzi za bezbożnika i zachodniego szpiega. Patrzą nań podejrzliwie zarówno strażnicy świeckiej republiki: urzędnicy i wojskowi, jak i cyniczni działacze partii islamskiej czy nieprzebierający w środkach zatwardziali fundamentaliści. Co wcale nie przeszkadza każdej ze stron przeciągać go na swoją stronę. Kars jest bowiem miastem niespokojnym, doświadczonym przez Historię i stłamszonym przez dzień dzisiejszy. Kaspacerując jego ulicami, raz po raz natrafia na ślady dawno minionej świetności: zrujnowane ormiańskie kościółki czy osmańskie rezydencje. "Zapomniane przez rząd i Boga" górzyste rubieże kraju, naznaczone przed 90 laty ormiańską krwią, a dziś targane turecko-kurdyjskim konfliktem, trwają w prowincjonalnym marazmie i frustracji.

Opisany przez Pamuka współczesny Kars bez większej przesady można uznać za metaforę kraju, a kto wie - może i obraz ideologicznych dylematów całego dzisiejszego świata. Każdy z żarliwych dyskutantów Ka - stary pobożny szejch, aktor-puczysta zwalczający w lokalnych wyborach partię islamską, dyrektor szkoły zakazujący uczennicom zasłaniania włosów, groźny zamachowiec czy student szkoły koranicznej - reprezentuje jakąś cząstkową rację. Czytając Pamuka, bez przerwy kwestionujemy utarte wyobrażenia, pytamy o granice wolności, o rolę religii w zeświecczonym społeczeństwie czy jej relacje z państwem. Tureckie miasteczko okazuje się poligonem doświadczalnym, gdzie ponoszą klęskę najrozmaitsze zacne w swych intencjach eksperymenty.

Jak to możliwe, że tęsknota za Europą i jej demokratycznym ładem wyrażać się może tak brutalnie pojmowaną westernizacją: gwałceniem praw człowieka, torturami, przewrotami wojskowymi? Czy jednak lewicujący intelektualista przywiązany do laickości swego kraju winien się sprzeciwiać tym metodom, skoro chronią one republikę przed niebezpiecznym religijnym zabobonem i groźbą powstania "drugiego Iranu"? Jak zrozumieć kraj, w którym zginąć można za zniesławienie proroka Mahometa, ale równie dobrze za obrazę Mustafy Kemala Atatürka? Czy to nie dziwne, że wyrazem buntu staje się bynajmniej nie zdjęcie muzułmańskiej chusty, ale wręcz przeciwnie - jej ostentacyjne zakładanie w miejscach publicznych? Jak wreszcie pogodzić religijną postawę "dziewcząt w chustach" z szerzącymi się w ich szeregach samobójstwami będącymi przecież dla wierzącego grzechem śmiertelnym?

Co ciekawe, sama kwestia samobójstw nie zostaje przez Ka ani przez narratora definitywnie rozstrzygnięta. Nie dowiemy się, czy stał za tym religijny nakaz, urażona duma, potrzeba wyjścia za wszelką cenę z cienia rodziny, męża, ojca czy też inne, bardziej tajemnicze przyczyny, które zmusiły nastolatki do rozwiązania aż tak ostatecznego. Jedno jest pewne: chusty, będące wyrazem skromności i podległości, stały się w Karsie "symbolem upolitycznionego islamu", wykorzystywanym przez obie strony konfliktu.

W pułapce

Zanim jednak poznamy te wszystkie polityczno-religijne zawiłości, doświadczymy na własnej skórze dziwności samego miejsca. Kars to miasto klaustrofobiczne, miejsce przeklęte, które dla wykorzenionego przybysza staje się pokusą i zarazem pułapką. Wraz z Ka zanurzamy się coraz głębiej w labirynt spowity we wszechogarniającym śniegu. Ów śnieg już nas nie opuści - "tak, jakby miał padać do końca świata". Przysypie okoliczne drogi, odcinając miasto od reszty świata. Przy okazji zatrze dawne ślady, to znów wyostrzy te świeże. Ka ani się spostrzeże, jak stanie się zakładnikiem tego miejsca: otoczonym przez konfidentów podwójnym graczem, ale i pionkiem w rozgrywkach innych.

Miasto zagnieździ się w nim jeszcze głębiej. W kresowej melancholii odnajdzie odbicie własnej samotności. Tu także spotka miłość z czasów młodości, pozna rozkosz i rozpacz. Tu odzyska dawną poetycką wenę. W Karsie wreszcie zatwardziały ateusz poczuje rodzaj metafizycznego dotknięcia: nieoczekiwanie w "podniosłym milczeniu śniegu" usłyszy głos Boga.

Słowo "śnieg" w języku tureckim brzmi kar. Mamy więc potrójną figurę: Kars - kar - Ka. A więc powolne topnienie. Być może to tylko zwodniczy trop demaskujący nasze zamiłowanie do porządkowania świata w czytelne wzory - dlaczego jednak nie pokusić się o jakąś interpretację? Wszak bohater, będąc częścią tego świata, jest zarazem kimś niepełnym, ułomnym, pogrążającym się coraz bardziej. Przez cały czas podejrzewamy, że przyjechał do Karsu po własną zgubę. Nawet tak długo wyczekiwany tomik poezji, któremu Ka nada tytuł i symetryczną strukturę płatka śniegu, okaże się czymś ulotnym i nietrwałym. Nigdy zresztą nie poznamy zawartych w nim wierszy.

Uwikłany w burzliwe życie miasta Ka pozostaje outsiderem i mizantropem. Tak do końca nie wie chyba, kim jest. W towarzystwie miejscowych aparatczyków zamienia się w uduchowionego derwisza; rozmawiając z żarliwymi wyznawcami islamu staje się laickim Europejczykiem. Narrator powieści, pisarz o imieniu Orhan, choć mieni się przyjacielem Ka prowadzącym po latach własne reporterskie śledztwo, nie kryje dystansu do tej postaci: patetycznej, to znów groteskowej, dzielnej w porywach, ale często też lękliwej i słabej. Z dużą dozą ironii opisuje jego nieuleczalny narcyzm ("bardziej niż miłość pochłaniała go myśl o sobie przeżywającym miłosne uniesienie") i swoisty wampiryzm, który we wszystkim i wszystkich każe widzieć inspirujący materiał literacki.

Jakże znamienna jest scena, w której poeta negocjuje pomiędzy zwaśnionymi stronami, namawiając je do napisania wspólnej odezwy, którą rzekomo wydrukuje pewna niemiecka gazeta. Tak naprawdę jednak chodzi mu o to, by znaleźć się wreszcie sam na sam z ukochaną, podczas gdy jej czujny ojciec zajęty będzie podpisywaniem dokumentu. Ka jest typem intelektualisty-egocentryka, który zdążył już przeżyć własne upokorzenia gdzieś w Europie, ale nie wyciągnął z tego poważniejszej lekcji i pozostaje nieczuły na los współziomków. Ale im również narrator nie oszczędzi celnej ironii. Mieszkańcy Karsu to ludzie "stłamszeni melancholią", pozbawieni woli działania, przesypiający życie w zapyziałych herbaciarniach albo przed telewizorami nadającymi latynoskie seriale. Zazwyczaj nie mają złudzeń, bo przecież "nikt nie może nas zrozumieć z oddali". Jednak od czasu do czasu chcieliby przypomnieć o sobie światu. Niektórzy piszą płomienne manifesty, inni, zamroczeni ideologią, chwytają się metod bardziej radykalnych.

Świat nieprzejrzysty

Narracja "Śniegu", który w swej misternej konstrukcji bywa też przyrównywany do płatka śniegu, nosi cechy niezwykle gęstego, nasyconego dygresjami reportażu literackiego. Czasem sprawia wrażanie narracji wszechwiedzącej, wyprzedza nawet to, co dopiero ma się zdarzyć. Jednocześnie pełno w niej pustych miejsc, wątpliwości, sprzecznych wersji i przypuszczeń. Narrator Orhan (zbieżność imion pewnie nieprzypadkowa) podąża śladem bohatera, jedzie za nim do Karsu i do Frankfurtu, drobiazgowo rekonstruuje jego ostatnie dni, jakby próbował wejść w jego skórę. Nie uda mu się jednak przeniknąć tajemnicy. Znowu powróci znana metafora: "każdy człowiek jest niepowtarzalną mapą - śnieżnym kryształem".

Świat opisany w "Śniegu" jest jednak w przeciwieństwie do kryształu dotkliwie nieprzejrzysty. Nie tylko dlatego, że roi się w nim od tajniaków, medialnych informacji spreparowanych na zamówienie, tajemniczych zniknięć, a każdy z bohaterów posługuje się "kodem podwójnych znaczeń". Pamuk, rozczytany najwyraźniej w zachodniej literaturze spod znaku Borgesa czy Nabokova, ma skłonność do demonizowania rzeczywistości, czemu służą rozliczne symetrie: lustrzane odbicia, sobowtóry, dusze wstępujące po śmierci w inne ciała. Wszystkim rządzi jakaś piekielna logika, choć ludziom zdaje się cały czas, że to oni pociągają za sznurki.

Będą pewnie jeszcze inne skojarzenia. Od Dostojewskiego na przykład przejął Pamuk zamiłowanie do tragicznych bohaterów wadzących się z Bogiem i toczących między sobą filozoficzno-polityczne spory. W tonacji bułhakowowskiej opery buffo utrzymane są wyborne sceny z karskiego teatru. To właśnie na jego deskach, zgodnie z heglowską zasadą, że "teatr i historia powstały z tej samej materii", dokonują się iście rewolucyjne przemiany z wojskowym zamachem stanu włącznie.

Można by w tej skłonności do zapożyczeń dopatrywać się pewnej słabości pisarstwa Pamuka. Jednak nowy i jakże aktualny kontekst spycha na dalszy plan tego rodzaju postmodernistyczne zabiegi. "Śnieg" jest przede wszystkim błyskotliwym, rozpisanym na wiele głosów świadec­twem współczesnych polityczno-kulturowych rozdarć. Pokazuje, że nie przebiegają one prosto. Uczy przy tym, jak błędne jest przykładanie jednej uniwersalnej miary do czegoś, czego tak naprawdę nie rozumiemy i nie znamy.

***

Poza wszystkim "Śnieg", jak każda wielka literatura, potrafi zagrać jednocześnie w kilku rejestrach: syntezą i szczegółem, rysem komicznym i tragicznym, polityką, psychologią, a do tego wszystkiego jeszcze metafizyczną refleksją. Sam zaś Pamuk, turecki intelektualista z zamożnej stambulskiej rodziny, swobodnie poruszający się po zakamarkach europejskiego dziedzictwa i nieobojętny na rozterki swego kraju, jawi się, choćby tylko z kart najnowszej swej powieści, jako frapujący przykład złożonej, nowoczesnej tożsamości.

Orhan Pamuk, "Śnieg", przeł. Anna Polat, Kraków 2006, Wydawnictwo Literackie.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Anita Piotrowska / FOT. GRAŻYNA MAKARA
Krytyczka filmowa „Tygodnika Powszechnego”. Pisuje także do pisma „EKRANy”, „Kino” i miesięcznika psychologicznego „Charaktery”. Jest współautorką takich publikacji, jak: „Panorama kina...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]