Kampania w USA po zamachu: krótki przystanek w brudnej walce

W spolaryzowanej Ameryce Donald Trump skorzysta na zamachu na swoje życie. Ale to nie znaczy, że wyborcze zwycięstwo ma już w kieszeni.
Czyta się kilka minut
Zwolennicy Donalda Trumpa przed Trump Tower w Nowym Jorku. USA, 14 lipca 2024 r. // Fot. Eduardo Munoz / Reuters / Forum
Zwolennicy Donalda Trumpa przed Trump Tower w Nowym Jorku. USA, 14 lipca 2024 r. // Fot. Eduardo Munoz / Reuters / Forum

W miniony weekend w Ameryce roiło się od flag z hasłami poparcia dla byłego prezydenta – po tym, jak na wiecu w Butler w Pensylwanii 20-letni Thomas Matthew Crooks ranił Trumpa w ucho, strzelając do niego z dachu budynku oddalonego o ok. 120 m. Grupa sympatyków już kilka godzin po zamachu zebrała się przed florydzką rezydencją Trumpa, gdzie odmówiła modlitwę za jego zdrowie, a także m.in. w pobliżu słynnego wieżowca Trump Tower na nowojorskiej Piątej Alei. Inni okazywali solidarność w sieci. Tak jak Brian Perkin z facebookowej grupy „Niezależni wyborcy w Stanach Zjednoczonych”: „Cieszę się, że Trump nie został poważnie ranny i że mózg zamachowca rozbryzgał się na dachu” – pisał, odnosząc się do faktu, że napastnik został przez służby zabity na miejscu.

NIEZNISZCZALNY | Tych kilka sekund, które zmieniły dynamikę kampanii, były prezydent wykorzystał koncertowo. Cały świat obiegły zdjęcia i nagrania pokazujące, jak tuż po zamachu unosi rękę z zaciśniętą pięścią i krzyczy do zgromadzonych „Walczcie!”. Przekaz tego obrazu jest tylko jeden: Trump to lider, który nie podda się nawet w obliczu zamachu na jego życie. Taką narrację szybko zaczęli promować Republikanie i najbliżsi polityka: udostępniając w sieci zdjęcia z pensylwańskiego wiecu, nazywali go „wojownikiem” i „niezniszczalnym”. „Jestem pewien, że to wydarzenie jeszcze mocniej zagrzeje go do walki i uratowania naszego kraju” – przekonywał kongresmen z Indiany Jim Banks przed konwencją Republikanów w Milwaukee, podczas której Trump otrzyma nominację partyjną w wyścigu o Biały Dom.

Były prezydent, zanim jeszcze tam się pojawił, kreował się na męża stanu: tuż po zamachu wezwał Amerykanów do jedności i sygnalizował, że właśnie ten wątek będzie kluczowy podczas jego wystąpienia na konwencji. Polityk w  showmeńskim stylu wypisywał też na platformie Truth Social, że się nie ugnie i nie opóźni terminu przyjazdu na konwencję, bo „nie można pozwolić” żadnemu potencjalnemu zamachowcowi, by ingerował w jego grafik.

TEORIE SPISKU | Jednoczący ton, wyraźnie skierowany do niezależnych wyborców i bardziej umiarkowanych Republikanów, których Trump potrzebuje do zwycięstwa, kłócił się z retoryką jego sojuszników. Ci skupili się na mobilizacji twardego elektoratu, po raz kolejny robiąc z Trumpa ofiarę prześladowań politycznych. Vivek Ramaswamy, były rywal w republikańskich prawyborach, insynuował, że zamach jest dość naturalną sekwencją zdarzeń – po tym, jak próbowano wyeliminować Trumpa z życia politycznego poprzez serię pozwów i postępowań karnych. Niektórzy Republikanie za pensylwański zamach winią kampanijną retorykę Bidena: sugerują, że to on i Demokraci przez miesiące robili z Trumpa „faszystę, którego należy powstrzymać za wszelką cenę”. 

Oponenci sięgają też po niefortunną wypowiedź Bidena sprzed kilku dni: podczas rozmowy telefonicznej z darczyńcami wypalił, że najwyższa pora, by odwrócić uwagę od jego porażki podczas czerwcowej debaty i umieścić Trumpa w „środku tarczy”. „Joe Biden to zlecił” – wypisuje teraz na platformie X  kongresmen z Georgii Mike Collins, nawołując prokuraturę do postawienia Bidenowi zarzutów.

Choć na razie jest za wcześnie, by ocenić, czy pensylwańskie wydarzenia pomogą Trumpowi powrócić do Białego Domu, z pewnością zmobilizują jego elektorat i wpływowych darczyńców. Kluczowym elementem w tej układance są jednak przede wszystkim niezależni i niezdecydowani wyborcy, których odstraszać może język nienawiści i rozsiewanie teorii spiskowych, jakoby to Biden stał za zamachem. Wreszcie, jak dowiodła czerwcowa debata,  nagłe zwroty akcji w spolaryzowanej Ameryce mogą nie mieć długofalowego przełożenia na dynamikę wyścigu. Tuż po fatalnym wystąpieniu Bidena sondażowa przewaga Trumpa urosła do 6 pkt. proc. Dziś w ogólnokrajowym zestawieniach to trzykrotnie niższy wynik.

SZANSA DLA BIDENA | Wydarzenia ostatnich dni odwrócą uwagę od problemów Bidena: z roli prezydenta walczącego o swoją polityczną przyszłość powrócił do roli lidera nawołującego do jedności i stawienia czoła kolejnemu kryzysowi w USA. W telewizyjnym wystąpieniu potępił przemoc na pensylwańskim wiecu i wstrzymał emisję zakontraktowanych wcześniej reklam atakujących Trumpa. Prezydent odwołał także zaplanowany na poniedziałek wiec w Teksasie. Jak twierdzi telewizja NBC News, która rozmawiała nieoficjalnie z kilkoma politykami Partii Demokratycznej, przynajmniej na razie ucichną apele, by prezydent zrezygnował z wyścigu. 

Prowadzenie kampanii w takich warunkach nie będzie jednak łatwe: zbyt brutalne ataki na świeżo postrzelonego rywala i sugerowanie, że jest on zagrożeniem dla amerykańskiej demokracji, mogą być źle odebrane przez elektorat. Z drugiej strony, chaos ostatnich dni może pomóc zmobilizować wyborców wokół bidenowskiej narracji o jedności – tymi samymi kartami grał w wyścigu prezydenckim w 2020 r.

Równie dobrze jednak te prognozy można będzie wyrzucić do kosza. Do wyborów pozostały niecałe cztery miesiące i kampanię zdominują jeszcze inne ważne wydarzenia w USA. Zamach na Trumpa – najpoważniejsza próba takiego zabójstwa od czasu postrzelenia republikańskiego prezydenta Ronalda Reagana w 1981 roku – może być tylko krótkim przystankiem w tej brudnej walce o Biały Dom.

Autorka jest dziennikarką „Press”

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 29/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Czy ten zamach coś zmieni