W poprzednich wyborach zwyciężyli socjaliści z PSOE, daleko było im jednak do samodzielnej większości w Kongresie Deputowanych (zajęli 123 na 350 miejsc). Próbując utworzyć rząd, przez pięć miesięcy odrzucali koalicyjną ofertę najbliższej ideowo Unidas Podemos. Szef PSOE i tymczasowy premier Pedro Sánchez nie chciał dzielić się władzą z ugrupowaniem, które od momentu powstania odbiera mu wyborców. Wolał zaryzykować kolejny sprawdzian przy urnach. Wstępne sondaże przewidują, że PSOE zyska dodatkowe miejsca w parlamencie, ale nie aż tyle, by przełamać impas.
Ostatnie posiedzenie Kongresu Deputowanych marszałek Meritxell Batet zakończyła słowami: „Jako ludzie możemy popełniać błędy, męczyć się, a nawet opaść z sił, ale demokracja jest mądrzejsza, trwalsza i silniejsza od ludzi”. Tyle że to właśnie silna demokracja męczy hiszpańskich polityków. Odkąd w 2015 r. za sprawą sukcesów nowych partii – Podemos i liberalnej Ciudadanos – załamał się system dwupartyjny, nie udaje się sformować stabilnego rządu. Hiszpanie uwierzyli, że mają do wyboru więcej niż tylko socjalistów i konserwatystów; socjaliści i konserwatyści wciąż nie potrafią się z tym pogodzić. ©℗
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















