Jeśli tylko mam chwilę i możliwość, staram się dowiedzieć, co nowego u pewnego królika. Królik ma wielki apetyt, sporo animuszu i przypomina nieco okrąglutkie, toczone zabawki pana Manitiusa, przedwojennego warszawskiego wytwórcy drewnianych cudowności.
Historia królika Marcysia
Ale sam fakt, że o nim wiem, że śledzę o nim wieści, i wreszcie jego charakterystyczna sylwetka – to wszystko rezultat dwóch wydarzeń. Jedno z nich uderza w ten przycisk w głowie, który przypomina, że w oprogramowaniu człowieka znajduje się także tryb „bezinteresowne bestialstwo”. Drugie zaś, zupełnie odwrotnie, przypomina, że są i jego rewersy: odpowiedzialność, gotowość do pomocy i cierpliwa praca.
Królik Marcyś został strasznie okaleczony i porzucony w krakowskim parku przez kogoś, kto – co w takich przypadkach rzadkie – został zidentyfikowany i zatrzymany. Został też, na wielkie szczęście, znaleziony przez nieobojętną Krakowiankę na tyle szybko, by dało się mu udzielić pomocy. Dziś wraca do siebie w nowym domu, i choć nie wiadomo jeszcze, w jakim stopniu uda się trwale ustabilizować jego stan, zdumiewa swoją czystą, stężoną wolą życia. Na szczęście swoje i nie tylko, bo jego historia widocznie wydobyła coś w ludziach.
Ludzie, którzy chcą pomóc
Jestem od lat miłośniczką królików (choć, niestety, nie mam żadnego) i śledzę pilnie wiadomości okołokrólicze. Widzę, że sprawa Marcysia ujawniła kilka zjawisk.
Po pierwsze – od tego zacznijmy, bo to element krzepiący, radosny – wielu ludzi jest gotowych spieszyć z pomocą, jedynie wcześniej nie wiedzieli, że można. Marcyś otrzymuje w prezencie paczki siana (bo to właśnie zielenina, nie marchewka jest podstawą króliczej diety) i odręcznie pisane listy.
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
Po drugie, uświadamia wielu ludziom królicze potrzeby. Skala porzuceń tych zwierząt w parkach, na klatkach schodowych, na trawnikach jest niemała; do właściwych organizacji regularnie dostarcza je straż miejska. Królik jest zwierzęciem towarzyszącym, żyjącym około dziesięciu lat i mimo milutkiej powierzchowności – czasem charakternym, wymagającym sporej wyrozumiałości. Wielu dowiedziało się o tym dopiero po raz pierwszy, choć w tak drastycznych okolicznościach.
Wreszcie – absurdalna, niezrozumiała podłość skierowana wobec małego królika sprawiła, że dziwnie ucichli cynicy, którzy zazwyczaj na wieść o krzywdzie zwierząt czują dziwne podniecenie i spieszą, by leczyć bliźnich z rzekomej naiwności. Nie mogą żyć bez przypominania, że są ważniejsze sprawy na świecie niż jakiś królik.
Kochają demonstrować bezduszną postawę, bo twierdzą, że dzięki temu wręczają innym niezbędną pigułkę gorzkiej prawdy – żeby nie było im przypadkiem za wesoło. Nie przychodzi im do głowy, że sami żyją w fałszu, tylko nieco innym – nie pokolorowanym na różowo, a z nałożonym filtrem à la film „Joker”.
Cynicy, którzy wiedzą lepiej
Zawsze przypomina mi się w takich sytuacjach anegdota, którą mógłby napisać staromodny satyryk, lecz przyniosło ją samo życie. Pewien człowiek uwielbiał być wyręczany we wszystkim przez swoich bliskich i uważał, że należy mu się to z tytułu samego istnienia; wrobił szereg ludzi w usługiwanie mu, sam jednocześnie nie robiąc dla nich absolutnie nic poza dyrygowaniem. Oczywiście tak to wyglądało dla chłodnego zewnętrznego obserwatora (i zmęczonych bliskich), bo człowiek ten był przekonany, że akurat bardzo się poświęca i czyni, co może.
Zapytany, na czym polega jego zaangażowanie, odpowiedział zupełnie poważnie, z samego środka swojego podniebnego poczucia wyższości moralnej: „No jak to? Martwię się”.
Pomyślmy zatem o nieszczęśnikach, którzy swoim martwieniem się dźwigają (we własnym mniemaniu oczywiście) na udręczonych głowach cały świat. Niechże dźwigają, skoro ich krucha miłość własna tak tego potrzebuje.
Co jest godne ochrony
Realna pomoc doskonale się bez martwienia obchodzi. Wymaga za to wysiłku zatrzymania się i zwrócenia uwagi: czy ten dziwny kształt na trawniku to nie porzucony królik, czy niezbornie zachowujący się człowiek na przystanku akurat nie dostał udaru, dlaczego znajomy, którego imię przypadkiem przemknęło nam przez głowę, tak dziwnie ucichł.
To uważane przez cyników za „naiwne” reakcje, chęć obrony bezbronnego, oburzenie podłością – są godne ochrony, bo pozwalają robić to, co trzeba. I to faktycznie robić, w namacalnym, istniejącym, prozaicznym realu.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















