Hasło „fentanyl” robi medialną karierę i z całą pewnością jest nadużywane

Kilka dni temu media obiegła informacja o lekarce, która wystawiła kilkaset recept na silne opioidy i mogłaby kontynuować proceder, gdyby nie dociekliwy pacjent.
Czyta się kilka minut
Fot. Darwin Brandis / Adobe Stock
Fot. Darwin Brandis / Adobe Stock

Czy w Polsce mogą powstać zombie-zony opanowane przez uzależnionych od tej substancji? Mówimy o leku czy o śmiertelnym zagrożeniu? Raczej nie. To zależy – tak brzmią odpowiedzi na dwa podstawowe pytania, które przewijają się w przestrzeni publicznej, w której hasło „fentanyl” robi prawdziwą karierę, jest odmieniane przez przypadki i z całą pewnością nadużywane.

Jak nóż

Fentanyl jest lekiem, dobrodziejstwem dla niektórych pacjentów. Używany w określonych sytuacjach przy bólach ostrych i stanach terminalnych, pod ścisłą kontrolą profesjonalistów medycznych, jest zbawienny. I jak każda rzecz na świecie, użyty niewłaściwie może być też śmiertelnym zagrożeniem: porównanie z nożem, którym kroi się chleb, ale można też pozbawić życia, choć trywialne, jest do bólu prawdziwe.

Eksperci zwracają uwagę, że swobodna narracja, jaką posługuje się część polityków, może przynieść opłakane skutki, bo lekarze jeszcze bardziej niż w tej chwili będą się obawiać przepisywania opioidów wtedy, gdy pacjent ich absolutnie potrzebuje – np. w terminalnych stadiach chorób nowotworowych. W Polsce problemem przez lata, przez dekady wręcz, była i jest raczej opioidofobia – i to nas odróżnia od Stanów Zjednoczonych, w których panuje, do tej pory, kult braku bólu.

Ci, którzy w USA mieszkali czy mieszkają wystarczająco długo, by korzystać w różnych sytuacjach z tamtejszej opieki zdrowotnej, zgodnie twierdzą, że uśmierzanie bólu dla części lekarzy pozostawało (i nadal pozostaje) ważniejsze niż szukanie przyczyny bólu i rozwiązywanie podstawowego problemu zdrowotnego.

Kryzys opioidowy

To musiało otworzyć autostradę do epidemii uzależnień od leków przeciwbólowych, która – w różnych odsłonach – trawi Stany Zjednoczone od kilku dekad. Problem szturmem wdarł się do popkultury. Na platformach streamingowych roi się od mniej lub bardziej ambitnych i wartych obejrzenia filmów i seriali, skoncentrowanych na tym zjawisku (warto zobaczyć choćby netfliksowy „Zabić ból”), ale wątki kryzysu opioidowego pojawiają się też w wielu innych amerykańskich produkcjach, w tym bijącym rekordy popularności „Szpital New Amsterdam”.

Trudno się dziwić, skoro opioidy w ostatnich latach są odpowiedzialne za cztery na pięć zgonów spowodowanych zażywaniem narkotyków: według oficjalnych danych w 2021 roku w USA z powodu przedawkowania narkotyków zmarło ok. 106 tys. osób, z czego ponad 80 tysięcy zabiły właśnie opioidy, w znakomitej większości (70 tys.) syntetyczne. W 2017 r. opioidy były odpowiedzialne za niespełna 48 tys. zgonów, a w 2010 r. – za 21 tysięcy. W kilku ostatnich, publikowanych co dwa lata raportach OECD „Health at a Glance” kryzys opioidowy jest wprost wskazywany jako jedna z głównych przyczyn zmniejszania się podstawowego wskaźnika zdrowia publicznego, jakim jest średnia długość życia. Opioidy zabijają ludzi młodych i w średnim wieku.

Śledztwo

W Polsce lekarze nie wystawiają pochopnie recept na silne leki przeciwbólowe. Poza kilkoma specjalizacjami – jak onkologia, anestezjologia czy medycyna paliatywna – wystawiają je sporadycznie. Jeśli preskrypcja wyraźnie odbiega od niskiej średniej, można zaryzykować tezę o kryminalnym charakterze działalności, a to już jest temat dla organów ścigania. Muszą one „tylko” uzyskać wiedzę. I tu leży fentanyl pogrzebany, chciałoby się powiedzieć. Fentanyl i inne leki o podobnych właściwościach.

Kilka dni temu media obiegła informacja o lekarce, która wystawiła kilkaset recept na silne opioidy i mogłaby kontynuować proceder, gdyby nie dociekliwy pacjent, a w zasadzie członek rodziny pacjenta, który w IKP zidentyfikował leki, jakich bliska osoba nie zażywała, choć miała przepisane. Kontrola w szpitalu, przeprowadzona latem ubiegłego roku, wykazała, że lekarka przez dłuższy czas wystawiała recepty – również refundowane – i je sprzedawała. Lekarkę zatrzymano w marcu, jej wspólnika – w maju tego roku.

Codzienne raporty

„Najsłabszym ogniwem każdego systemu jest człowiek” – stwierdziła filozoficznie minister zdrowia Izabela Leszczyna, która w ubiegłym tygodniu wydała zarządzenie, na podstawie którego do MZ będą codziennie trafiać raporty na temat recept wystawianych na opioidy. Raporty będzie analizować zespół (w jego składzie są również przedstawiciele resortu spraw wewnętrznych), a niepokojące informacje na temat wystawiających recepty (nie ma w nich danych pacjentów) będą trafiać do organów ścigania.

Minister zdrowia zapowiada również dalsze zmiany w przepisach, które zredukują niebezpieczeństwa płynące z niewątpliwych ułatwień, jakimi są teleporady i e-recepty. Te jednak mają być wypracowane z udziałem środowiska lekarskiego, przez co mają być bardziej skuteczne niż ubiegłoroczne decyzje ówczesnego ministra zdrowia, który np. próbował narzucić lekarzom liczbę recept możliwych do wystawienia każdego dnia.

Nie ma żadnej wątpliwości, że nowe rozwiązania są konieczne i że właściwie przygotowane mają szansę ukrócić nie tylko finansowe eldorado, jakie niewielkiej części lekarzy przyniosło połączenie teleporad z e-receptą (sprzedaż recept „na życzenie” pacjenta bez jego zbadania, tylko na podstawie kwestionariusza on-line, jest uznawane za działanie niezgodne z Kodeksem Etyki Lekarskiej, natomiast trudno traktować je w kategorii przestępstwa), ale też działalność czysto kryminalną, która dotyczy śladowej części promila środowiska lekarskiego. Wystarczy jednak, by rzucić cień na wszystkich wiernych słowom: „Przede wszystkim nie szkodzić”. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”