Handel w niedzielę: pracownicy Biedronki powiedzieli „dość”

Supermarkety Biedronki nie będą otwarte w każdą niedzielę pod pozorem działalności kulturalnej, czyli prowadzenia wypożyczalni książek. Pracownicy sieci i związkowcy Solidarności sprzeciwili się swoim prezesom.
Czyta się kilka minut
FOT. Marek BAZAK/East News /
FOT. Marek BAZAK/East News /

Cios przyszedł z nieoczekiwanej strony. Nie od PiS-u, straszącego sieć Biedronka inspekcją pracy za jawną pogardę dla ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele. Decydujące uderzenie wyprowadzili sami pracownicy sieci i związkowcy Solidarności, którzy sprzeciwili się swoim prezesom. Supermarkety Biedronki nie będą więc otwarte w każdą niedzielę pod pozorem działalności kulturalnej, czyli prowadzenia wypożyczalni książek.

Można oczywiście żartować, że w kraju, w którym tylko 38 proc. ludzi przeczytało w ciągu roku jedną książkę, każda taka inicjatywa jest dobra. Nawet jeśli nie ma nic wspólnego z troską o stan umysłu Polaków, a jest produktem ubocznym pogoni za zyskami, premiami i dywidendami. Niemniej w sprawie Biedronki chodzi o poważne rzeczy: o słabość państwa, nieumiejącego tworzyć skutecznego prawa, które obywatele chcieliby szanować. A nie zgadzając się z nim – lobbować za zmianą, zamiast po cwaniacku je obchodzić.

Kiedy w 2018 r. wprowadzano, a dwa lata później zaostrzano przepisy o niedzielnym handlu, słyszeliśmy mroczne przepowiednie, jak to spadną firmom zyski, i jak wielu pracowników ­pójdzie w konsekwencji na bruk. Okazały się fałszywe. Zdecydowana większość ­sieci handlowych dała sobie radę także z ­pandemią. O tym też warto pamiętać.

W Europie nie ma jednej reguły. W większości państw Unii w niedziele handluje się swobodniej niż w Polsce, ale w kilku innych krajach, np. w Niemczech i Austrii, ograniczenia są dużo bardziej restrykcyjne. Nikt tu jednak nie mówi o „końcu wolności”.

W czasach, w których wielu z nas żyje w stresie, cierpi na chroniczne zmęczenie, a relacje z bliskimi coraz częściej bywają zaburzone i naskórkowe, przywrócenie podstawowego sensu dnia bez pracy staje się cywilizacyjnym wyzwaniem. Zwłaszcza gdy słyszymy takie argumenty: „haruję cały tydzień i nie mam poza niedzielą czasu na zakupy, a zakaz handlu godzi w moją wolność wyboru”. Ja to czasem czytam jak: „zamieniłem swoje życie w więzienie, więc inni też mają cierpieć. Niech stoją za kasą, zamiast marnować czas z rodziną”. Czy naprawdę musimy biegać po galeriach akurat w niedzielę albo zapełniać wtedy lodówkę? A poza tym nie przesadzajmy: co to za zakaz handlu, skoro zawsze możemy znaleźć w okolicy sklepik, jeśli już naprawdę musimy coś kupić. Przepraszam, nie sklepik, pocztę. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 33/2022

W druku ukazał się pod tytułem: Pracownicy powiedzieli szefom: „dość”