Reklama

Głos smutku i nadziei

Głos smutku i nadziei

22.06.2020
Czyta się kilka minut
W wieku 103 lat zmarła Vera Lynn. Przeżyła niemal wszystkich, którym 80 lat temu zaśpiewała „We’ll Meet Again”.
SEAN DEMPSEY / PA / EAST NEWS
J

Jeśli naszym żołnierzom to się podoba, BBC musi ukryć ten fakt przed światem” – pisał korespondent londyńskiego „Daily Telegraph”. Był rok 1942 i po serii niepowodzeń w północnej Afryce niektórzy oficerowie armii brytyjskiej żądali, by radio, dbając o morale, nie nadawało ckliwej muzyki. Sentymentalne piosenki miały produkować dezerterów.

Chodziło zwłaszcza o jedną – tę, którą jesienią 1939 r. wybrała dla siebie w biurze tekściarza Hugh Charlesa 22-letnia wówczas piosenkarka Vera Lynn. Pierwszy raz zaśpiewała „We’ll Meet Again”, występując w zespole Berta Ambrose’a, żydowskiego imigranta z Polski. Utwór powstał przed wybuchem wojny, lecz smutek i optymizm prostego tekstu o obietnicy ponownego spotkania (choć „nie wiem gdzie, nie wiem kiedy”) oraz intymna interpretacja Lynn sprawiły, że stał się ulubioną brytyjską melodią II wojny światowej. Piosenkarka występowała w szkockich dokach, skąd odchodziły atlantyckie konwoje, w fabrykach amunicji i szpitalach, łagodząc rozstania. Prowadziła audycję, w której czytała żołnierzom listy od ich matek i żon – radio BBC na jakiś czas zdjęło ją z anteny pod naciskiem sztabowców, którzy bali się epidemii melancholii.

Na Wyspach „We’ll Meet Again” trafiła głęboko do zbiorowej świadomości. W kwietniu tego roku, chcąc podnieść Brytyjczyków na duchu w czasie epidemii, Elżbieta II użyła w przemówieniu właśnie tej frazy. Piosenka stanowi ilustrację muzyczną ostatnich ujęć filmu Stanleya Kubricka „Dr. Strangelove, albo jak przestałem się bać i pokochałem bombę”, pokazujących wybuchy bomb atomowych. Grupa Pink Floyd poświęciła Verze Lynn jeden z utworów albumu „The Wall”. Jej głos, jak żaden inny, uruchamiał w Brytyjczykach niespotykane pokłady rzewności, których, rzecz jasna, nazajutrz bardzo się wstydzili.

O Lynn, która w latach 70. otrzymała tytuł szlachecki, mówiono, że „nie zgadza się na teraźniejszość”. Całe życie poświęciła weteranom. Korespondowała z nimi długo po wojnie, ostatnią piosenkę nagrała, żeby uczcić koniec interwencji w obronie Falklandów. W 2009 r., gdy miała już 92 lata, jej płyta zajęła 1. miejsce na brytyjskiej liście sprzedaży. Występowała na rocznicach i upamiętnieniach. W ostatnich latach dostawała coraz więcej listów od wdów, które pisały, że ich mężowie, kombatanci II wojny, chcieli, by na ich pogrzebie zagrano właśnie „We’ll Meet Again”. Sama przeżyła niemal wszystkich, którym wtedy śpiewała. Zmarła w ostatni czwartek, 18 czerwca, w wieku 103 lat. ©℗

Czytaj także: Marcin Żyła: Trening czyni królową

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Marcin Żyła jest dziennikarzem, a od stycznia 2016 r. również zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Do zespołu pisma dołączył przed ośmioma laty. Od początku europejskiego...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]