Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Rozwodnik u spowiednika

Rozwodnik u spowiednika

17.04.2016
Czyta się kilka minut
Okazuje się, że adhortacja „Amoris laetitia” sprawia księżom kłopot. O tym rozmawiają ks. Adam Boniecki i o. Józef Puciłowski.
Ks. Adam Boniecki i o. Józef Puciłowski, Kraków, 13 kwietnia 2016 r. Fot. Grażyna Makara
K

KS. ADAM BONIECKI: Papież Franciszek napisał, żeby towarzyszyć ludziom żyjącym w nowych związkach po rozwodach i że trzeba odwoływać się do ich sumienia. Ale co to konkretnie znaczy? Do czego towarzysząc ja mam ich doprowadzić? Czy na ten temat będzie jeszcze jakaś instrukcja biskupów? Dokument wspomina o „zgodności [w tym towarzyszeniu] z wytycznymi biskupa” (nr 300). Do tej pory mamy takie wytyczne: współżyją – nie ma rozgrzeszenia, nie współżyją – jest możliwe rozgrzeszenie. Mają tylko zawiadomić swojego proboszcza. No i należy im jeszcze powiedzieć: „Moi drodzy, najlepiej, gdy pójdziecie do komunii w innej parafii, wtedy nie będzie zgorszenia wśród sąsiadów”.

O. JÓZEF PUCIŁOWSKI: Rzeczywiście, tak się mówi.

AB: Tylko do tego jestem upoważniony przez Kościół. Natomiast Franciszek sugeruje, że w takich związkach może...

16270

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

ale zakaz współżycia odnosi się do żony, a nie "nie-żony".

Kościół daje tym do zrozumienia, że miłość dla sakramentu małżeństwa nie jest ważna, ważny jest seks… Zastanawia mnie jedno. Dlaczego związek kobiety i mężczyzny sprowadza się tylko i wyłącznie do współżycia? Czy podjęcie decyzji o braku współżycia zrobi ze związku niesakramentalnego związek sakramentalny? Przecież przysięga małżeńska nie ogranicza się do wierności. Ślubuje się jeszcze miłość, uczciwość oraz to, że się nie opuści aż do śmierci. Wiążąc się z kimś innym, łamie się całą przysięgę, a nie jedną część i to ograniczoną do seksu i nie zmieni tego wyeliminowanie go z życia.

To księża i biskupi, nie kościół, mają problem z seksem. Nb. moja teoria jest taka, że to forma syndromu psa ogrodnika, plus psychiczne dewiacje spowodowane konfliktem sumienia w wyniku notorycznego łamania głoszonych przez siebie reguł dotyczących tej sfery życia.

Jeszcze nie czytałam dokumentu Papieża, ale z tekstów na jego temat jawi mi się wizja pogłębionej refleksji, szczerej troski - i zero konkretów. Z poprzednich encyklik wynika jasno: NIE WOLNO przystępować do sakramentów żyjąc w nowym związku jeśli się ze sobą współżyje seksualnie, NIE WOLNO stosować żadnej antykoncepcji. No to WOLNO czy NIE WOLNO? Franciszek nie unieważnił poprzednich rozstrzygnięć, więc spodziewam się, że NIC się nie zmieni, każdy spowiednik powie, że obowiązują go dawne wytyczne. To jednoczesne popieranie (kokietowanie?) nurtu postępowego i nurtu reakcyjnego w Kościele. Tak się nie da i dlatego obawiam się, że biskupi powiedzą: "Polacy, nic się nie stało". Niestety.

Kościół powinien stworzyć alternatywę,zamienny sakrament dla nawiazywania wiezi z Bogiem. Mógłby to być rodzaj sakramentalnego zesłania do piekieł-Infernum Dectusum. Tam bowiem znajdą Boże miłosierdzie-za św. Faustyną Kowalską przytaczjącą słowa z wizji Chrystusa: "Miłosierdzie moje sięga samego dna piekła"

Jestem rozczarowana postawą obu księży pokazaną w wywiadzie. Obydwaj wiją się, byle tylko nie powiedzieć czegoś, co biskupi polscy mogliby uznać za nieprawomyślne. Mimo, że są zakonnikami i nie podlegają władzy biskupów, spychają z siebie odpowiedzialność, chcą, żeby biskupi pierwsi określili co wolno, a co nie. Kuriozalny jest pomysł, żeby czekać, aż wykształcone zostanie nowe pokolenie księży. Czekaj tatka latka. Ten postulat do wg mnie próba zachowania przed samym sobą pozornej spójności światopoglądowej: Skoro ja przez całe życie nie rozgrzeszałem rozwodników, to dalej nie będę rozgrzeszał, a młodzi księża niech robią co chcą. Gdzie w tym wszystkim jest dobro penitenta? Skoro spowiednicy są tak uwikłani, widać, że spowiedź to w ogóle kiepska idea.

Oto reakcja polskiego biskupa a nawet arcy... na insynuacje Papieża: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19972404,abp-jedraszewski-nie-wolno-sie-rozwodzic-nawet-jesli-maz.html#BoxNewsImg

Cała rozmowa oparta jest na założeniu, że osoba przychodząca do spowiedzi powie księdzu o tym, że jest po rozwodzie, żyje w nowym trwałym związku, itp. To założenie może być jednak błędne: przecież podczas spowiedzi mam przedstawić swoje grzechy, a jeżeli w moim sumieniu uznaję (bo wg adhortacji to "wewnętrzne rozeznanie" ma kluczowe znaczenie), że żyjąc w nowym związku nie popełniam grzechu - to nie musiałbym o nim mówić podczas spowiedzi. Proszę, napiszcie co sądzicie o takim podejściu jakie przedstawiłem.

Zgadzam się - jeśli ktoś nie uzna, że to coś, co powinien wyznać, to przecież spowiednik (zwłaszcza w wielkiej, anonimowej parafii) tego wiedzieć nie będzie. Z drugiej jednak strony - jestem głęboko przekonana, że bycie w związku (sakramentalnym czy nie) jest wielce duchową przestrzenią, w której dzieje się mnóstwo ważnych spraw, przestrzeń grzechu i łaski, nie tylko względem VI przykazania... Więc trudno zakładać, że temat małżeństwa/rodziny się nie pojawi.

Moim zdaniem masz zupełną rację. Pamiętajmy, że to nie spowiednik wybacza, ale Bóg. W Piśmie Świętym nie ma nawet słowa o tym, że bez spowiedzi nie ma wybaczenia (co zresztą byłoby herezją - skazaniem na automatyczne potępienie wszystkich, którzy nie mają dostępu do księdza). Spowiednik ma pomóc. Mądry człowiek w konfesjonale może odmienić komuś życie. Ale człowiek to człowiek, trudno mi uwierzyć, że Bóg miałby cofać swą łaskę przez ułomność kapłana. Jestem przekonany, że rozgrzeszenie jest w całości między Bogiem a grzesznikiem, a ksiądz jedynie służy pomocą.

Nie dałam rady przeczytać do końca bo ogarnął mnie pusty śmiech – znowu duchowni o stosunkach międzyludzkich postrzeganych przez pryzmat jedynej istotnej części ciała (bynajmniej nie mózgu) i o szeregu wymagań, które mają owo korzystanie z dobrodziejstw intymnej relacji ograniczyć – tak jakby koniecznie trzeba było pozbawić ludzi radości i duchowej więzi płynącej z takiej relacji. Wy już tego nie dożyjecie Drodzy Ojcowe ale zastanawiam się czy wasi następcy nie będą w pocie czoła wymyślać argumentów zachęcających kolejne pokolenia do tego żeby im się w ogóle zechciało chcieć – najlepiej nie tylko w wieku inicjacji ale w wieku zdolnym do spłodzenia i wychowania potomstwa wedle wtedy aktualnych norm społecznych – kiedy te nierealne dzisiaj ideały białego małżeństwa wyprą obecny model relacji damsko-męskiej. Wiem, śmiesznie to brzmi ale nasi dziadkowie też nie wierzyli że kiedyś trzeba będzie młodzież wyganiać na podwórka i dyskoteki. Bardzo tez spodobał mi się fragment o tym że Jezus nie znał KPK - to chyba kwintesencja tego tekstu- faktycznie bardziej kierujemy się zachowaniem wykształconych rygorów i fasadowością niż autentycznymi zasadami wiary jaką wyznajemy.

Przeczytałem całą rozmowę bardzo mądrych ludzi, do których mam duże zaufanie i kłuje mnie brak... nie wiem czego - może wiary? Przy całej tradycji mistycznej w Kościele jak można wykluczyć kontakt z Bogiem poza prawem kanonicznym? Czy Boga krępują przepisy, które stworzyli ludzie? Czy Jezus nie powiedział, że nie ludzie są dla prawa, ale prawo dla ludzi? I teraz powtarza to nam wszystkim papież Franciszek. Mówi Wam otwarcie, żebyście nie trzymali się litery, ale patrzyli na człowieka. I nieważne, że możecie się pomylić - zawsze możecie, bo jesteście ludźmi, a prawo nie chroni przed pomyłką - daje tylko fałszywe poczucie zrzucenia odpowiedzialności na prawodawcę. Franciszek mówi to każdym słowem i czynem, a Wy ciągle się wahacie...

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]