Gdy papież umiera na scenie

Piszę do tych – jeśli tacy w ogóle są – którzy nie interesują się teatrem albo do teatru nie chodzą.
Czyta się kilka minut
 / Fot. Maciej Zienkiewicz dla TP
/ Fot. Maciej Zienkiewicz dla TP

Niech ich nie zmyli padająca na początku artykułu Dariusza Kosińskiego „Idź i patrz” zapowiedź, że dotyczy on spektaklu „Śmierć Jana Pawła II” w reżyserii Jakuba Skrzywanka i dramaturgii Pawła Dobrowolskiego w poznańskim Teatrze Polskim. Rzeczywiście dotyczy, ale spektakl staje się okazją do ważnej refleksji o życiu i śmierci, o religii i Kościele, o teatrze i wreszcie o nas, mimowolnych uczestnikach spektakli reżyserowanych przez historię, w których, chcąc nie chcąc, jesteśmy aktorami.

Dariusz Kosiński przestrzega przed wypowiadaniem się o tej sztuce bez uważnego jej obejrzenia. Sztuki nie widziałem, więc nie wypowiadam się o sztuce, lecz o tym, co napisał autor. Moja wypowiedź jest krótka: przeczytajcie Państwo ten artykuł, koniecznie go przeczytajcie.

Przyznaję się, że nawet po artykule Kosińskiego nie odczuwam potrzeby pójścia na „Śmierć Jana Pawła II” w poznańskim Teatrze Polskim. Może dlatego, że wychowałem się na teatrze, w którym fakt np. morderstwa czy samobójstwa docierał do widzów jako huk zza sceny. To wciąż bardziej do mnie przemawia niż zainscenizowana przed widownią śmierć z krwią, jękami, agonią itd. Hiperrealizm raczej mnie odstrasza, niż pociąga.

Kosiński teatr traktuje poważnie, mówi o teatrze jasno i mądrze, nie zamierzam więc streszczaniem psuć tego, co każdy może w całości przeczytać. Bardzo ważne jest to, co Kosiński pisze o funkcji teatru. Może w ten sposób powstrzyma przynajmniej niektórych ignorantów od robienia awantury wokół poznańskiego przedstawienia. Może dotrze do nich i zrozumieją, dlaczego tego spektaklu nie można uznać za kolejną trywialną prowokację.

Poznańskie przedstawienie, ale i artykuł, odczytuję jako ostrzeżenie przed odczłowieczaniem wielkich postaci, a w tym przypadku odczłowieczaniem świętych. Niby myśl nie jest nowa. Wydana w latach 50. i przetłumaczona na kilka języków książka Schamoniego „Das wahre Gesicht der Heiligen” (Prawdziwe oblicze świętych) stała się głośnym manifestem odbrązawiaczy. Jednak mimo odejścia od „Złotej legendy”, oczyszczenia brewiarzowych, liturgicznych czytań z bajkowych opowieści o świętych, nadal trudno się oprzeć wrażeniu, że kanonizacja wyjmuje „wyniesionych na ołtarze” ze świata ludzi i przenosi ich w jakieś nadludzkie rewiry.

Coś takiego stało się także z Janem Pawłem II. Tworzyliśmy model nadczłowieka i teraz jesteśmy zaskoczeni (zgorszeni?) realnością jego człowieczeństwa. To, co w spektaklu pokazano w kontekście mizerii ludzkiego odchodzenia, należy rozciągnąć na inne sfery życia, zwykle chronione tarczą urzędu, misją lub, jeśli kto woli, rolą społeczną głowy Kościoła. Wciąż jeszcze wskazywanie na jakieś błędy czy ewentualne winy papieża jest traktowane jak świętokradztwo. Dziwne, bo gdy chodzi o mało chwalebne zachowania (nie tylko to, że się zaparł, i to trzy razy) pierwszego papieża – św. Piotra, to o nich jasno opowiadają podstawowe dla chrześcijaństwa dokumenty: Ewangelie oraz Dzieje Apostolskie.

Przypomnienie, że wszystkich nas czeka umieranie, może zmienić stosunek do „sióstr i braci w człowieczeństwie”, a więc także sióstr i braci w śmiertelności. Ale czy koniecznie trzeba było o tym braterstwie przypominać na przykładzie Jana Pawła II? Kosiński pisze: „Bo na pytanie, po co pokazuje się w teatrze śmierć papieża, odpowiedź jest chyba taka...”. Jaka? Do niej autor przygotowuje nas przez cały tekst i warto przejść z nim tę drogę. ©℗


Dariusz Kosiński: Przedstawienie „Śmierć Jana Pawła II” będzie uwierało wszystkich: czcicieli i prześmiewców, gorących ortodoksów i letnich liberałów, teatromanów i teatralnych turystów. Teatr śmierci powinien uwierać.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 8/2022