Fryderyk Chopin „The Complete Preludes"

Czyta się kilka minut

Nie rozpieszcza Rafał Blechacz swoich fanów. Trzeba było dwóch lat, by zakończył prace nad swoim debiutanckim albumem (debiutanckim oczywiście tylko dla Deutsche Grammophon, pamiętamy wszak, że jeszcze przed pamiętnym konkursem zarejestrował romantyczno-impresjonistyczne miscellanea dla polskiej wytwórni DUX).

Piszę o wydawcy nie bez przyczyny. Fakt, że potentat fonograficzny, nieskory do zawierania ryzykownych przecież kontraktów z "nowicjuszami", zdecydował się sygnować program 24 Chopinowskich preludiów, nie świadczy o brawurze decydentów DG, a raczej o nadzwyczajnym wprost zaufaniu, którym darzą naszego rodaka. DG stawia go wśród takich tuzów pianistyki jak Martha Argerich, Ivo Pogorelich czy Maurizio Pollini (których interpretacje Preludiów ukazały się dotąd nakładem DG), licząc zapewne na sukces zarówno komercyjny, jak i artystyczny. Ten pierwszy wynikający z niemal pewnego zainteresowania słuchaczy osobą zwycięzcy Konkursu Chopinowskiego. Drugi wynikający z oczywistej rywalizacji wschodzącej gwiazdy z wielkimi nazwiskami.

A trzeba tu jasno powiedzieć, że pianistyka Blechacza zmierza w bardzo dobrym kierunku. Wzrusza jej delikatność, subtelność oparta na naprawdę znakomitym opanowaniu rzemiosła. Pod palcami Blechacza Steinway przybiera lekki, marzycielski ton Erarda, a czasem pełniejszy i cięższy ton Graffa. W Preludium fis-moll fikuśne kaskady dźwięków przypominają malownicze ornamenty suit Rameau. Nie mija chwila, a surowe zazwyczaj akordy Preludium

E-dur zlewają się ze sobą jak strumienie melasy. Bez pustych gestów, wirtuozowskich efektów materia Chopinowskiego cyklu zyskuje dodatkowe walory. Otwierają się nowe brzmieniowe przestrzenie, które, choć oszczędnie zagospodarowane, sugerują formę epicką.

Bo też i Blechacz konstruuje 24 preludia na wzór jednego wieloczęściowego utworu. Nie szarżuje w tempach, raczej cyzeluje szczegóły, nie tracąc przy tym z pola widzenia wszystkich znaczących "przed" i "po". Bardzo przemyślana to koncepcja, a narracja prowadzona zajmująco i z polotem. Precyzja, lekkość, kontrola. Jedynie dźwięk - świetlisty, migotliwy, mieniący się niczym w Debussy'owskich "Refleksach na wodzie" - przypomina o jakościach innych niż romantyczne.

Czy jednak tylko dźwięk? Jest w tej interpretacji coś, co zbyt natarczywie każe "ukorzenić" ją we francuskim impresjonizmie. Byłbyż to nieostry ładunek ekspresyjny, jakieś płytkie zakorzenienie narracji, jej nazbyt dostrzegalna "fikcyjność"? Skoro Blechacz tak frapująco opowiada, to gdzie w tej muzyce nerw, gdzie kręgosłup? A może po prostu w swojej interpretacji autor nie potyka się o rozterki emocjonalne, nie odzwierciedla swoich wewnętrznych zmagań? Być może. Jednak pewne jest, że łącząc naturalną dlań powściągliwość z niezaprzeczalnym kunsztem pianistycznym Blechacz serwuje dzieło wyważone i pełne, które powinno zadowolić słuchaczy o różnym temperamencie i oczekiwaniach.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 43/2007