Foliarze, szury i normalsi. Psycholog wyjaśnia, jak działają teorie spiskowe

Paweł Droździak, psycholog: Spiskowość w społeczeństwie jest często mechanizmem obrony przed utratą języka. Bo jeśli nie można swojej wątpliwości wyrazić racjonalnie, ona zaczyna wyrażać się nieracjonalnie.
Czyta się kilka minut
Marsz przeciwników szczepień. Poznań, 11 września 2021 r. // Fot. Marek Zakrzewski / PAP
Marsz przeciwników szczepień. Poznań, 11 września 2021 r. // Fot. Marek Zakrzewski / PAP

Dominika Tworek: „Spiskowca”, „foliarza” i „szura” zaczęliśmy tropić od pandemii, kiedy temat teorii spiskowych wszedł do głównego nurtu debaty publicznej. To pozwala nam lepiej zrozumieć rzeczywistość czy służy jedynie dzieleniu ludzi na mądrych i głupich? 

Paweł Droździak, psycholog: Jeśli przyklejamy łatkę, że dane myślenie jest spiskowe, tym samym je unieważniamy. To trochę tak, jakbyśmy powiedzieli komuś, że jest po prostu wariatem. 

Jednak musimy zacząć tę rozmowę od definicji. To, co teraz powiem, może zostać uznane za kontrowersyjne i dla wielu osób może być trudne do przyjęcia, ponieważ przeczy naszej pierwszej intuicji. Żeby ustalić, czy coś jest spiskowe, nie powinno mieć znaczenia, czy jest to ostatecznie prawda, czy nieprawda. 

Oczywiście, jeśli zapytamy eksperta z konkretnej dziedziny, czy dane twierdzenie jest teorią spiskową, najpewniej odwoła się on do faktów. Powie, że w świetle dostępnych dowodów coś jest prawdziwe, a coś innego fałszywe. Tymczasem psychologiczna definicja tego zjawiska nie może odnosić się do faktów. 

Dziś wiemy, że wiele przekonań, które w przeszłości uznawano za spiskowe, z czasem okazywały się prawdą. Zatem „spiskowość” to w dużej mierze kwestia społecznego konsensusu – uznania, co jest normą, a co nie?

Wystarczy wspomnieć książkę „Konopielka” Edwarda Redlińskiego. To powieść o prostych chłopach mieszkających na wschodnich kresach, w zapóźnionej Polsce. Są niepiśmienni, nie wiedzą nawet, jak mają na nazwisko. W ich wsi Taplary założono szkołę i pewnego dnia dziecko przychodzi do swojego ojca i dumne z siebie oznajmia, że Ziemia nie jest płaska, tylko okrągła. Co robi ojciec? Zdejmuje pas i leje tego dzieciaka za wygadywanie głupot.

No i teraz pytanie: czy ten ojciec to człowiek wyznający teorie spiskowe? Przecież on działa bardzo racjonalnie w zakresie dostępnej sobie wiedzy. Z punktu widzenia doświadczenia człowieka, który nigdy z tych Taplar nie wyjechał, stwierdzenie, że Ziemia jest kulą, jest po prostu absurdem, bo nic w jego obrazie świata tego nie potwierdza.

Co się dzieje w momencie, kiedy stykamy się z jakąś nową, z naszego punktu widzenia kontrowersyjną narracją?

Weźmy osobę, którą znamy. Gdy w przestrzeni publicznej pojawia się nowa, niedyskutowana wcześniej teza, jesteśmy w stanie z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, jakie zajmie wobec niej stanowisko. Jako przykład może tu posłużyć pandemia covid-19 i kwestia szczepionek. Przed pandemią niewiele osób interesowało się epidemiologią. A jednak, patrząc na grono swoich znajomych, byliśmy w stanie przewidzieć, które z tych osób się zaszczepią, a które nie.

Inny, czytelny przykład: historia smoleńska. Od razu widać, że decyzja o tym, czy był zamach, czy go nie było, przez większość osób została podjęta właściwie w pierwszych minutach, zanim pojawiły się jakiekolwiek fakty i opinie eksperckie. To pokazuje, że wcale nie jest tak, że ktoś dokonuje szczegółowej analizy i na jej podstawie dochodzi do takich czy innych wniosków. Taka analiza jest wtórna wobec stanowiska, które zostało już wcześniej przyjęte.

Czyli kluczowe nie są tutaj inteligencja ani poziom wiedzy?

Te czynniki się zwykle bardzo przecenia. Myślenie spiskowe wiąże się raczej z pewnym stylem przetwarzania informacji. Są osoby, które zawsze przyjmą założenie, że istnieje jakaś ukryta prawda, że jest inaczej, niż podają oficjalne źródła, że prawdziwa intencja jest przed nami ukrywana. Oczywiście działa to w obie strony – tak jak część osób ma silną skłonność do nieufności, tak inne będą wykazywały skłonność do całkowitej ufności. Przecież mamy nie tylko „foliarzy”, ale też tak zwane „lemingi”. 

Lemingów jakoś nikt nie tropi. 

O ile mamy dość dużo wiedzy empirycznej na temat tzw. spiskowców, o tej drugiej grupie wiemy stosunkowo niewiele. Amerykański psychoanalityk Christopher Bollas określił takie osoby mianem „normotyków”. Mówimy tu o kimś, kto niejako automatycznie uznaje, że rzeczy są po prostu takie, jak widać – takie, jak mu się mówi w telewizji. Taki człowiek konsekwentnie trzyma się tego, co twierdzą instytucje. Można powiedzieć, że jest to po prostu ktoś na wskroś banalny.

Mamy więc dwie kategorie: banalnego normotyka i szalonego spiskowca?

Wbrew pozorom grupa „spiskowców” wcale nie jest jednorodna. Duża jej część, szczególnie bardziej skrajnych przedstawicieli, to osoby wykazujące pewne cechy tzw. osobowości schizotypowej. To ludzie, których charakteryzują dziwaczność poglądów i pewne społeczne niedopasowanie, myślenie magiczne, czasem przesądność.

Inna grupa to osoby ze skłonnościami paranoicznymi – dużą nieufnością wobec innych. Natomiast do trzeciej grupy należą ludzie z cechami narcystycznymi. Chodzi tutaj głównie o pewien rodzaj osobliwej przyjemności płynącej z przekonania, że tylko ty wiesz coś, co przed innymi pozostaje ukryte.

Medialny obraz „szura” koncentruje się niemal wyłącznie na tych dwóch pierwszych grupach. Co wiemy o „narcystycznych spiskowcach”?

Spora część tych osób ma specyficzne doświadczenie społecznego wykluczenia i pewną historię niezrealizowanego potencjału. Bardzo często pojawia się tu jakaś forma zawiści czy zazdrości, wynikająca z niespełnienia. Takie osoby chciałyby o czymś decydować, nadawać ton debacie i często mają do tego nawet pewne zdolności, ale z różnych powodów ich życie potoczyło się inaczej i nie zrobiły zawrotnej kariery.

Z jakiegoś powodu nie zostałem, dajmy na to, lekarzem – choć, jeśli popatrzeć na mój poziom talentu, właściwie mógłbym nim być.  A nie mogąc być tym lekarzem, mogę stać się antylekarzem. W tym wszystkim może kryć się również nieświadoma nadzieja, że gdyby kiedyś nagle reguły społeczne całkowicie się odwróciły, zajmę należne mi miejsce. A przynajmniej mam poczucie, że zajmuję ważne miejsce w świecie alternatywnym, który teraz buduję.

W myśleniu spiskowym chodzi też o to, że dane przekonania stają się częścią naszej tożsamości?

Ważnym wyróżnikiem będzie znaczenie ich dla ego. Bo samo to, że w coś wierzysz albo w coś nie wierzysz, nie znaczy jeszcze, że jesteś spiskowcem. Możesz być o czymś święcie przekonany, ale wystarczy, że przeczytasz coś innego i uznasz: „ojej, to chyba jest inaczej”. 

Kluczowe jest to, że nie przywiązujesz do tego szczególnej wagi – „Myślałem, że jest tak, a dowiedziałem się, że jest inaczej, dobrze”. Nic się dla ciebie psychologicznie nie zmienia. 

Natomiast teoria spiskowa pełni ważną funkcję dla „ja” i w związku z tym nie poddaje się modyfikacji przez fact-checking. Po prostu żyjesz wewnątrz jakiejś myślowej konstrukcji i ona jest trochę jak zewnętrzny pancerz dla skorupiaka. Pełni rolę szkieletu; bez tego konstruktu całe „ja” by się rozpadło.

Jak to się rozkłada w społeczeństwie? Mamy małą grupę spiskowców z jednej strony, normotyków z drugiej, a w środku normalsów – ludzi raczej obojętnych, niuansujących, lekko sceptycznych?

W normalnych okolicznościach zjawiska społeczne przyjmują kształt krzywej dzwonowej, co oznacza, że najwięcej jest osób „średnich”: średnio inteligentnych, średnio sprawnych fizycznie, średnio bogatych i tak dalej. Również w temacie szczepień większość osób pomyśli: „Lepiej się zaszczepić, ale może bez przesady, nie za dużo, bo są też skutki uboczne”.

Natomiast w momencie, kiedy konflikt społeczny się zaostrza – przykład to debata o przymusie szczepień w pandemii – krzywa dzwonowa zaczyna się rozjeżdżać w kształt litery U. Społeczeństwo dzieli się wtedy na tych, którzy dodają nakładki na profilach „Zaszczepię się w pierwszym możliwym terminie”, oraz na tych, którzy twierdzą, że od szczepionek zaczniemy umierać. Czyli mamy społeczną polaryzację.

A ktoś pro- zaczyna postrzegać tego anty- jako idiotę z folią na głowie?

Ta „folia na głowie” dobrze pokazuje, w jaki sposób obie strony wzajemnie się mitologizują – przypisują sobie cechy, które ta druga strona niekoniecznie posiada.

Wszyscy pamiętamy dyskusję o tym, że w szczepionkach są czipy. Tyle że ten temat wcale nie wychodził od tych, którzy nie chcieli się szczepić, tylko od tych przekonanych, że trzeba się szczepić. Oni mówili: „Tamci wierzą, że w szczepionkach są czipy”. Gdy zbadano tych ludzi, okazało się, że to konkretne przekonanie o czipach było w tej grupie kompletnie niszowe, a oni mieli całą masę zupełnie innych zastrzeżeń.

Na czym dokładnie opiera się to zjawisko mitologizacji? 

Najbardziej absurdalne twierdzenia wrzuca się do jednego worka z każdym buntowniczym stanowiskiem. Czyli jeśli zastanawiasz się nad tym, jak może działać białko kolca w szczepionce i masz w tej kwestii jakiekolwiek wątpliwości, to znaczy, że wierzysz, iż Ziemia jest płaska, a w strzykawce są czipy. Bierzemy więc narrację, która wydaje się intuicyjnie najbardziej nieprawdopodobna i zaczynamy traktować ją jako znak firmowy tej drugiej strony. 

Druga strona robi to samo?

Dokładnie to samo. Spiskowiec powie: „Jeżeli mówisz, że trzeba się szczepić, to ktoś ci za to płaci”. Ta narracja jest lustrzanym odbiciem narracji o czipach. Chodzi o to, że bierzesz coś jaskrawego i zaczynasz mitologizować tę drugą stronę. To jest ważna część tej logiki podejrzeń.

Przy czym obie strony mają poczucie, że mają rację i są od siebie mądrzejsze. Ale tylko jedna z nich funkcjonuje w mainstreamie. Ma więc większą sprawczość w delegitymizowaniu poglądów tej drugiej. 

Spiskowość w społeczeństwie jest bardzo często mechanizmem obrony przed utratą języka. Dziś mamy pewną grupę ekspercką, która mówi nam, jak jest, niemal całkowicie dominuje przebieg debaty i wyklucza z dyskusji wszystkich, którzy próbują oponować. Stoją za nią media i silne grupy interesu. 

Czasem to wykluczenie ma bardzo brutalny charakter, czyli ktoś zostaje ukarany i mamy efekt mrożący. A czasem to polega na czymś bardziej subtelnym i trudnym do uchwycenia. Cały język, cały system pojęć, od lat budowany jest w taki sposób, że dla wątpliwości nie ma języka, żeby ją dobrze wyrazić. I wtedy mamy ciekawy efekt. Bo społeczeństwo wcale tak łatwo tego nie kupuje.

Nie może wyrazić wątpliwości, bo nie umie, ale to nie znaczy, że zaczęło w to wierzyć?

Tak. Dzieje się wtedy coś takiego, że rośnie sfera poglądów jawnie paranoicznych, odjechanych. One są właśnie społeczną reakcją na odebranie języka. Jeśli nie można swojej wątpliwości wyrazić racjonalnie, ona zaczyna wyrażać się nieracjonalnie. A im bardziej strona ekspercko-medialna wskazuje tę nieracjonalność i ją piętnuje, tym bardziej będzie się ona nasilać. Zupełnie niezależnie od tego, kto ma rację co do faktów – bo nie mówimy tu w ogóle o porządku faktów, tylko o pewnej grze psychologicznej i grze społecznej. 

Ci sami eksperci ze zdumieniem dostrzegają w w badaniach, że spora część wierzących w teorie spiskowe to inteligentni, wykształceni, dobrze zarabiający ludzie.

Bardzo często jest tak, że otrzymujesz przepustkę do elity, jeżeli wyznajesz poglądy promowane przez tę elitę. Na to dobrze się łapie klasa średnia, która aspiruje wyżej. Ale w momencie, kiedy już czujesz się tą elitą, to nagle mówisz: „Nie będzie mi jakaś wiodąca telewizja mówiła, co mam myśleć, mogę mieć własne poglądy”. Dlatego paradoksalnie ludzie z wyższej klasy społecznej często wcale tych mainstreamowych poglądów już nie podzielają. 

Pracownicy średniego szczebla, którzy zrobili szybki awans, chcą często mieć poglądy wielkomiejsko-mainstreamowe, żeby oddalić się od tego, z czego wyszli. Ale jeśli przyjrzymy się najwyżej stojącej grupie, nagle odkrywamy tam poglądy, których byśmy się wcale nie spodziewali. Czasem naprawdę egzotyczne. Kiedy znika motywacja „bycia przyjętym na salonach”, bo to ten salon zaczyna o nas zabiegać, okazuje się, że nie chcemy już przyjmować tego, o czym nas naucza „wielka telewizja dla normalsów”. Chcemy wiedzieć lepiej i kwestionujemy wszystko.

No i mamy też tych nieaspirujących z klasy robotniczej.

Oni z kolei wiedzą, że i tak nie dostaną przepustki na ten salon, więc mogą na przykład opowiadać, że w szczepionkach są czipy. Bo to ich niejako pociesza, że na tym salonie nie ma nic dobrego. I znów – wtedy te przysłowiowe czipy wcale nie są wynikiem tego, że ktoś nie ma wiedzy. Tylko stają się symbolem tego, że zło elit jest niezmierzone. Im większa frustracja, że się do tych elit nie weszło, tym bardziej niezmierzone jest wtedy to zło. 

Zbierając to tu, to tam, wychodzi nam całkiem duża grupa. Co ta elita ma z nimi zrobić?

Myślę, że elita powinna przestać robić cokolwiek z kimkolwiek, czyli w ogóle zakładać, że powinna kogoś wychowywać. Bo samo założenie, że jedni dorośli mają prawo do wychowywania drugich dorosłych, jest – moim zdaniem – problematyczne etycznie. A im więcej jest szeroko zakrojonych, totalnych projektów, które mają ambicje bardzo głębokiej zmiany społecznej, tym bardziej ludzie będą intuicyjnie stawiać opór.

Czasami właśnie dlatego zaczynają mówić bzdury na różne tematy, bo próbują po prostu powiedzieć, że nie chcą być wychowywani. Nie potrafią tego nazwać, ale jest to pewien nieświadomy rodzaj oporu.

Czy da się przed tym wszystkim bronić?

Zadajmy sobie pytanie: czy możliwe jest, że ten, kto sprzedaje ci jedzenie lub leki, w rzeczywistości cię truje? Jeżeli zastanawiasz się nad tym na takiej zasadzie, jak nad tym, czy Żabka jest otwarta czy zamknięta, to znaczy, że prawdopodobnie jeszcze myślisz. Ale jeżeli to staje się dla ciebie czymś fundamentalnym – niezależnie od tego, czy uważasz, że to możliwe, czy że to niemożliwe – to znaczy, że prawdopodobnie napędza cię coś innego, element jakiejś szerszej struktury mitycznej. 

Podstawowym testem zdrowia jest zatem to, czy potrafisz powiedzieć: „Nie wiem, nie znam się na tym”. Takie szczere przyznanie się przed sobą, że po prostu nie masz pewności.

Chyba nie radzisz nam przy tym, żebyśmy przyjmowali postawę zobojętnienia wobec rzeczywistości?

W tym „nie wiem” nie chodzi o to, że tej prawdy nie ma, albo że jest nam wszystko jedno. Chodzi o świadomość, że poruszamy się w przestrzeni niepewności i podejmujemy ryzykowne decyzje. 

Zdrowy człowiek powie: „Zdecydowałem się zaszczepić, mimo że wcale nie jestem pewien, że to w pełni bezpieczne”. Albo z drugiej strony: „Zdecydowałem się nie szczepić, mimo że wcale nie jestem pewien, czy to jest trucizna”. Czyli przyjmuje do wiadomości, że rzeczywistość bywa niedomknięta. Natomiast jeśli wszystkie wątpliwości przypisujesz wrogom, to może być znak, że właśnie dołączyłeś do sekty albo jakąś zakładasz. 

Jak w sobie szukać tego „nie wiem”?

A jak wytrzymać to, że kończy się film, a ty nie wiesz, kto zabił? Na to nie ma prostego sposobu.

W nowszych produkcjach w zasadzie zawsze wiemy, kto zabił. Odnoszę wrażenie, że współczesna kultura odbiera nam ten element niepewności.

A w dodatku na koniec wychodzi pan ekspert i tłumaczy, o czym to było. Na przykład dostajemy informację: „Każdego roku w Stanach Zjednoczonych 7 tysięcy osób zostaje pożartych przez krokodyle”. Na tym polega infantylizacja kultury. Jeżeli coś takiego się dzieje, to automatycznie gwarantuje, że pewna część ludzi powie: „Ten film nakręcili kosmici”.

Swoją drogą na popularności zyskują dziś podkasty ufologiczne. Sama znam kilka osób – bardzo ogarniętych i inteligentnych ludzi – którzy ochoczo wkraczają w ten świat, traktując to raczej jako formę eskapizmu. A może właśnie jako nieuświadomiony bunt przeciwko ekspertozie?

Z całą pewnością jest to pewna obrona. Podkreślę jeszcze raz: spory o to, czy istnieje UFO, czy szczepionki mordują, czy w Smoleńsku był zamach i tak dalej, to wcale nie są spory o fakty. To są tak naprawdę spory o to, komu można wierzyć i na ile.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł